Opowieści krajeńskie

Młodzi, zdolni, ze wsi

Łukasz Jakubowski, 17 lipiec 2020, 13:11
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Młode osoby ze wsi mają te same możliwości zrobienia kariery, co ich rówieśnicy z miast. Wyjeżdżają na studia i zostają lekarzami, prawnikami, biznesmenami. Jeśli wykazują się odpowiednimi talentami, mogą otrzymać stypendium lub inną formę wsparcia. Niestety, dawniej sytuacja nie przedstawiała się aż tak dobrze.
Młodzi, zdolni, ze wsi

Notatka z informacją o pomocy stypendialnej w roku szkolnym 1938/39

Młodzi, zdolni, ze wsi

Teczka z materiałami na temat wsparcia zdolnych dzieci rolników

Czy jest ktoś, kto nie zna historii Janka Muzykanta? Wątpię, ale na wszelki wypadek przypomnijmy. Akcja noweli dzieje się na wsi. Utalentowany, lecz biedny chłopiec zakrada się do dworu, by dotknąć skrzypiec – przedmiotu wydającego fascynujący dźwięk. Zostaje jednak zauważony, oskarżony o próbę kradzieży i wychłostany. Chorowite, rachityczne dziecko nie wytrzymuje ciężaru tej kary i umiera.
Henryk Sienkiewicz nie pozostawił nam złudzeń: w XIX wieku sam talent nie stanowił przepustki do lepszego świata. Zdolności są niczym bez wsparcia – rodziny, mecenasa, środowiska. No, ale kto by się na wsi interesował obszarpańcem z ciągotami do muzyki? Na co to komu potrzebne? Niejeden taki chłopiec ze smykałką – do muzyki, nauki, rysunku – skończył może nie aż tak tragicznie, ale nie realizując swojego potencjału.
W XXI wieku sprawa wygląda zupełnie inaczej. Dzieci z obszarów wiejskich mają możliwość realizowania się na każdej płaszczyźnie. Prymusi mogą skorzystać z licznych form wsparcia. Pomoc zdolnym jest inwestycją, nie bezmyślnym wydatkiem. I chodzi tutaj o wszystkich zdolnych - bez względu na ich pochodzenie, status społeczny czy grubość portfela. A jak to było pomiędzy epoką Sienkiewicza a współczesnością? Są materiały, które pozwalają nam podjąć próbę odpowiedzi na to pytanie.
W fordońskim oddziale bydgoskiego archiwum państwowego znajduje się teczka zatytułowana „Pomoc w kształceniu wybitnie zdolnych uczniów dzieci rolników”. Na górze teczki wykaligrafowane - „Inspektorat Szkolny Sępólno”. Niżej wpisano daty skrajne: materiał obejmuje lata 1936-1939. Co składa się na jej zawartość?
Znajdziemy tam pisma ze szkół, stanowiące odpowiedź na pytanie, jak przedstawia się sprawa pomocy w kształceniu wybitnie zdolnych uczniów. Dokładniej rzecz ujmując, chodzi o zgłoszenia kandytatów na stypendystów zarządów gminnych. I od razu trzeba przyznać, że tych zgłoszeń nie było wiele. Dla przykładu: zgodnie z treścią jednej z notatek, w roku szkolnym 1938/39 w powiecie sepoleńskim zgłoszono 14 kandydatów: dwóch z Sępólna, ośmiu z gminy Sypniewo, czterech z gminy Wałdowo. Z tego stypendium otrzymało trzech uczniów: dwóch z Sępólna i jeden z Wałdowa. Cała trójka uczyła się w szkołach średnich. W piśmie z więcborskiej szkoły powszechnej można wyczytać, że kandydatów na stypendystów co prawda brak, jednak są tacy uczniowie „w klasie VI lub VII, ale dochodzą z Runowa lub Borzyszkowa i mają zamożniejszych rodziców”. 
Kim byli szczęśliwcy, którym udało się uzyskać wsparcie? Sępoleńska szkoła powszechna zgłosiła dwóch chłopców. Co ciekawe znamy ich personalia. Byli to Zygmunt Urban (lat 16, syn siodlarza Maksymiliana i Pelagii Wiśniewskiej) oraz Edmund Jasnoch (lat 15, syn kamieniarza Artura i Marty Lewińskiej). Beneficjenci uczęszczali do II klasy Państwowego Gimnazjum w Chojnicach. Uchwalone przez władze stypendium wynosiło 150 zł. Każdy z chłopców otrzymał po połowie stypendium, czyli po 75 zł. W Wałdowie stypendystą został natomiast Tadeusz Kulczyk (lat 14, uczeń I klasy Państwowego Gimnazjum w Chełmnie, syn Maksymiliana i Heleny, rolników z Wałdowa). Przyznaną mu kwotę – 200 zł – podzielono na określoną liczbę miesięcy (od października do marca). Miesięcznie otrzymywał więc około 34 zł. Nie było to mało. W marcu 1939 roku w Warszawie kilogram ziemniaków kosztował 10 groszy, za litr mleka trzeba było zapłacić 26 groszy, zaś kilogram wieprzowiny uszczuplał zawartość portfela o złotówkę i 52 grosze.
Dlaczego nie wszystkie szkoły przygotowały listę uczniów zasługujących na wsparcie? Po części wynikało to z braku odpowiednich kandydatów. Nie bez znaczenia był też jednak fakt, że nie wszędzie na zgłoszonych czekały pieniądze. W omawianym roku szkolnym na 3 gminy miejskie i 6 gmin zbiorowych wiejskich jedynie miasto Sępólno i gminy wiejskie Sępólno i Wałdowo preliminowały na ten cel jakiekolwiek kwoty (odpowiednio: 150, 200 i 300 zł). Pozostałe gminy tego nie uczyniły, więc kierownicy szkół w tych gminach nie widzieli sensu w zgłaszaniu uczniów do stypendium. W piśmie z Wielowicza (z 5 kwietnia 1939 roku) napisano wprost: „Ze względu na negatywne ustosunkowanie się Zarządu gminnego i Rady gminnej na akcję kształcenia dzieci rolników nauczycielstwo gminy, widząc bezskuteczność zgłoszenia dzieci, nie uczyniło dalszych starań w powyższej sprawie”. Wyjaśnijmy jeszcze, że gmina Wałdowo z preliminowanych 300 zł przyznała jedno stypendium w wysokości 200 zł dla jednego ucznia szkoły średniej (otrzymał je, jak już wiemy, Tadeusz Kulczyk). Pozostałe 100 zł było zarezerwowane dla jednego ucznia szkoły zawodowej. Ponieważ takiego nie zgłoszono, stypendium po prostu nie zostało przyznane.
Niestety, w poprzednich latach sytuacja wyglądała podobnie. Wniosek? Młode talenty nie powinny były liczyć na wsparcie finansowe ze strony władz swojej gminy. Przy czym nie wynikało to ze złej woli czy krótkowzroczności. Najczęściej powód był prozaiczny – brak dostatecznych funduszy w budżecie. Dla młodzieży nie miało to oczywiście żadnego znaczenia. Liczył się jedynie fakt, że nie mogła liczyć na pomoc. Oczywiście ograniczało to i tak stosunkowo niewielkie możliwości wyrwania się ze wsi. Pod tym względem w ostatnich dekadach zmieniło się u nas naprawdę wiele.