stat4u
Powiat

Na granicach nie dzieje się nic wielkiego

Robert Środecki, 19 marzec 2020, 14:43
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Branża transportowa poważnie odczuła uderzenie koronawirusa. W szczególności dotyczy to firm zajmujących się przewozem osób. Liczba zamówień drastycznie spadła. Firmy o zasięgu międzynarodowym zajmujące się transportem rzeczy i surowców aż tak bardzo nie odczuły skutków wirusa. O wpływie epidemii na działalność firm transportowych z Ireneuszem Juhnke, właścicielem firmy PHENIX, rozmawia Robert Środecki.
Na granicach nie dzieje się nic wielkiego

Ireneusz Juhnke, właściciel firmy transportowej PHENIX

Na granicach nie dzieje się nic wielkiego

Pojazdy firmy jeżdżą po drogach całej Europy

- Od wielu lat prowadzi Pan z powodzeniem dużą firmę transportową o zasięgu międzynarodowym. Jaki wpływ ma na Pana działalność ma epidemia koronawirusa oraz to, co dzieje się w Polsce i na świecie?
– Koronawirus jest odczuwalny, ale patrząc na statystykę, nie ma powodów do paniki. Na 36 milionów Polaków 246 osób jest chorych, czyli nie można popadać w paranoję, że wydarzyło się coś wielkiego. Oczywiście ta nagonka medialna bardzo pomaga prowadzić pewne metody zapobiegania. Mówi się o tym, że koronawirus jest bardzo groźną chorobą, dlatego kierowcy zaczęli przestrzegać zaleceń dotyczących zasad higieny, noszą rękawiczki, myją ręce częściej niż do tej pory, ograniczają również kontakty, które są niepotrzebne. Moja firma funkcjonuje. Jeździmy bardzo dużo po Europie Zachodniej, przede wszystkim w Niemczech. Jak wiemy, tam choroba koronawirusa jest mocnej rozwinięta niż u nas. W związku z tym mamy więcej kontroli przy wjeździe na teren zakładu gdzie kierowcy są poddawani mierzeniu temperatury. Jak dotąd na 300 samochodów nie mamy ani jednego zarażenia koronawirusem. Ludzie, którzy podróżują, codziennie dostarczają i odbierają towary, tankują samochody, przekraczają granicę, można powiedzieć, że są w ciągłym ruchu nie zarażają się.
- Jak wygląda sytuacja na granicach?
– Nijak. Na granicach nic wielkiego się nie dzieje. Owszem, z tego, co słyszę, są kontrolowane autobusy i busy do 9 osób. My mamy dwa takie busy, które dowożą pracowników do naszej bazy w Niemczech. Nie były kontrolowane. Najwięcej szumu na ten temat jest w mediach. Ten szum jest potrzebny, bo pokazuje, że trzeba się czegoś bać, trzeba się pilnować, ale nie można popadać w paranoję.
- Czyli w obecnej, bardzo trudnej sytuacji Pańska firma nie ponosi znaczących strat?
– Ja mam polską firmę, ale mam też niemiecką firmę. Jeżeli chodzi o niemiecką firmę, która działa lokalnie, czyli wykonuje przewozy ,,wokół komina”, to tam wydarzyło się bardzo dużo. Prace, które mieliśmy zacząć od 1 marca, są odwołane. Z automatu musiałem pozwalniać kierowców, musiałem również zredukować stan firmy niemieckiej, ponieważ nie dostałem pracy, która była mi obiecana. Jeżeli chodzi o transport międzynarodowy, nic wielkiego się nie wydarzyło.
- No tak, ale w mediach mówi się dużo o tym, że firmy transportowe ponoszą gigantyczne straty.
– Przede wszystkim firmy zajmujące się transportem osobowym ponoszą straty. Większość stoi. Mamy firmę na naszym terenie, gdzie transport stanął. Jednak transport ciężarowy musi istnieć i funkcjonować. Gospodarka musi iść dalej. No i my jeździmy. 
- Transport to nie tylko kierowcy, to również rozwinięta spedycja. Jak Pan sobie radzi z działalnością biurową? Czy spedytorzy i pozostały personel pracują w biurach, czy może zdalnie w domach?
– Wszyscy ludzie, którzy pracowali, nadal pracują, poza jedną osobą. Jedna z pań kadrowych pojechała do Budapesztu i zamiast wrócić do pracy, wróci na kwarantannę, chociaż tam, gdzie przebywała, nie było żadnych ognisk. Wskazania sanepidu są takie, żeby osoby wracające z zagranicy były poddawane kwarantannie. To jest dosyć dziwne, ponieważ nasi kierowcy non stop wracają i wyjeżdżają i nic szczególnego się nie dzieje. Jesteśmy takim papierkiem lakmusowym, ponieważ ludzie, którzy przemieszczają się codziennie, najszybciej powinni się zarazić. Na razie na szczęście tak nie jest. Widać, że zaostrzenia na firmach i doniesienia medialne uświadomiły ludziom, że mają o siebie dbać i sami siebie pilnować. To się dzieje.
- Czy wytyczne i zalecenia sanepidu są dla Pana znaczącym utrudnieniem?
– Mieliśmy wizytę sanepidu. Kazali nam produkować dokumenty, oświadczenia, że zapoznaliśmy się z wszelkimi informacjami na temat koronawirusa. Jesteśmy na trochę innym poziomie. Nasi ludzie są w trasie i docieramy do nich w ciągu sekundy za pomocą informacji wysyłanych na komunikatory. W związku z tym nie wprowadziliśmy dodatkowej biurokracji. Co by było, gdyby każdy musiał przyjść i podpisać jakiś dokument? Skutek byłby odwrotny, ponieważ takie działania zwiększają kontakt i potęgują zagrożenie.
Dziękuję za rozmowę.       
 
 

Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Najczęściej czytane
W Więcborku odbył się niecodzienny ślub. Przed ołtarzem...
A więc jednak szowinizm. Tego, co wydarzyło się w trakcie meczu 22....
– Kilka tygodni temu pisaliście o apelu samorządowców w sprawie...
Najwyżej oceniane
Sprawa lip rosnących przy ulicy Dworcowej w Kamieniu wciąż budzi...
Lidze powiatowej nareszcie towarzyszyło słońce. Wprawdzie jeszcze...
Rada Miejska w Sępólnie nie zgodziła się na budowę kościoła na...