stat4u
Gmina Sępólno

Pan Andrzej stanął na nogi

Robert Środecki, 05 październik 2017, 12:41
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Kilka lat temu życie Andrzeja Śliwińskiego z Kawli przewróciło się do góry nogami. Mężczyzna dowiedział się, że choruje na raka i jedynym ratunkiem jest dla niego amputacja nogi. Po zabiegu działania całej rodziny koncentrowały się na zakupie nowej protezy. Determinacja i cierpliwość zostały nagrodzone. Pan Andrzej dzięki hojności wielu ludzi dobrej woli dopiął swego.
Pan Andrzej stanął na nogi

Andrzej Śliwiński

Przypadek pana Andrzeja Śliwińskiego z Kawli opisywaliśmy szczegółowo w lutym ubiegłego roku, gdy jego rodzina poprosiła nas o pomoc i nagłośnienie sprawy. Ta smutna historia rozpoczęła się ponad 5 lat temu, gdy Andrzej Śliwiński, mężczyzna w kwiecie wieku, zaczął się uskarżać na bóle stawów.
– Zaczęły mnie boleć nogi w stawach skokowych. W końcu doszło do takiego momentu, że zrobiono mi badanie USG w szpitalu w Więcborku, po czym jeden z lekarzy skierował mnie na kolejne badanie do Chojnic. Tam pobrano mi próbkę, po czym wycinek został wysłany do Poznania. Po pewnym czasie otrzymałem pismo, że próbka została źle pobrana i nie można zdiagnozować jednostki chorobowej. Więc ponownie musiałem się zarejestrować i ponownie czekałem w kolejce kilka miesięcy. W końcu zostałem wysłany do onkologa, który przyjeżdża do Chojnic. Tam ponownie oczekiwałem w kolejce. Później zostałem wysłany do chirurga. To wszystko trwało prawie 9 miesięcy. W końcu się zdenerwowałem, ponieważ noga mi napuchła, nie mogłem się za bardzo ruszać, chodziłem o kuli i poszedłem do kolejnego lekarza. Tam dostałem skierowanie do Centrum Onkologii do Bydgoszczy. Podczas prześwietlenia lekarze stwierdzili, że coś jest nie tak, pobrali mi próbkę. Okazało się, że to jest rak złośliwy, jednoogniskowy. Zostałem wezwany na rozmowę przez jednego z lekarzy, który stwierdził, że gdyby diagnoza została postawiona 3 miesiące wcześniej, to noga byłaby uratowana. Rak zdążył zaatakować kości. Lekarz stwierdził jednoznacznie, że jedynym ratunkiem jest amputacja kończyny – opowiada swoją historię Andrzej Śliwiński, który stracił mnóstwo czasu w oczekiwaniu na właściwą diagnozę.
Po amputacji jego życie przewróciło się do góry nogami.
– Po operacji ponad rok czekałem na rehabilitację w bydgoskiej Smukale. Po regularnych zabiegach zacząłem się trochę lepiej czuć. Potem poruszyliśmy niebo i ziemię, żeby kupić zwykłą protezę. Z mojej renty na wiele nie mogę sobie pozwolić. Noga przybiera, rozpycha i niszczy protezę. To już jest druga proteza, która się zużywa. Pierwszą miałem do nauki chodzenia – dodaje mężczyzna.
– Proteza, którą obecnie posiadam, wymaga wymiany. Kosztowała ponad 6 tys. zł. 1500 zł dostałem z NFZ, PFRON daje 150% tego, co NFZ, czyli 2250 zł. Drugą połowę musieliśmy zapłacić. Oczywiście, całą kwotę trzeba było wyłożyć, a potem czekaliśmy cierpliwe na refundację – twierdzi mężczyzna.
Pan Andrzej powiedział nam wówczas, że proteza, której obecnie używa, nie ma jeszcze dwóch lat i już się nadaje do wymiany. Najtańsze protezy kosztują około 7 tys. zł.
– Gdyby człowiek chciał wrócić do pracy i pełnej sprawności, to potrzebuje protezę, która kosztuje około 40 tys. zł. Środki na zakup protezy, jakie możemy otrzymać, są symboliczne – mówi mężczyzna. – Chodzi nam o to, żeby mąż mógł dostać protezę z prawdziwego zdarzenia, żeby mógł samodzielnie funkcjonować i się poruszać. Nie bardzo wiemy, gdzie mamy zwrócić się o pomoc. Tę sprawę trzeba nagłośnić, ponieważ w podobnej sytuacji jest więcej osób. Dla wielu ludzi jest to bardzo poważny problem – mówi małżonka pana Andrzeja.
Rzeczywiście, dla wielu ofiar chorób i wypadków zakup protezy bądź innego sprzętu rehabilitacyjnego to bardzo poważny problem. Pomoc państwa jest w tym zakresie niewystarczająca. Po naszej wizycie rodzina pana Andrzeja nawiązała kontakt z kilkoma fundacjami, które pomagają zebrać pieniądze. Pan Andrzej będzie miał własne konto, na które ludzie dobrej woli będą mogli wpłacać środki finansowe. Poważnym zastrzykiem może być 1 procent podatku od okolicznych firm. Panu Andrzejowi Śliwińskiemu gorąco kibicowaliśmy w powrocie do pełnej sprawności. Okazuje się, że warto było trzymać kciuki. W ciągu kilkunastu miesięcy mężczyźnie i jego rodzinie udało się zebrać środki na zakup wymarzonej protezy. Pan Andrzej był tak miły, że nas o tym poinformował, a jednocześnie podziękował za pomoc. Nie ukrywamy swojej radości, ponieważ dołożyliśmy do tego małą cegiełkę. 
Pan Andrzej w tym roku kończy 54 lata. Przed amputacją kończyny pracował w firmie MDD. Jest kolegą ze szkolnej ławy burmistrza Waldemara Stupałkowskiego i synem Elżbiety Gregorich znanej z występów w zespole „Lutowianie”.

Artykuł wyświetlono 126 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Najczęściej czytane
W Więcborku odbył się niecodzienny ślub. Przed ołtarzem...
A więc jednak szowinizm. Tego, co wydarzyło się w trakcie meczu 22....
Bandy pijanych wyrostków wrzeszczących w niebogłosy w środku nocy,...
Najwyżej oceniane
Rada Miejska w Sępólnie nie zgodziła się na budowę kościoła na...
Prawo serii rządzi Fuksem Wielowicz. Kolejny remis drużyny z...
Lidze powiatowej nareszcie towarzyszyło słońce. Wprawdzie jeszcze...