stat4u
Opowieści krajeńskie

Sezamie otwórz się, czyli jak skarby toruńskiego muzeum przetrwały wojnę w Sępólnie

Łukasz Jakubowski, 07 grudzień 2017, 14:01
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Bezcenne dzieła sztuki, łapczywi naziści i nieustanna gra w kotka i myszkę pomiędzy hitlerowcami, którzy myśleli już o zabezpieczeniu własnej przyszłości, a aliantami, których celem było zachować jak najwięcej z materialnego dziedzictwa kulturowego Europy. I nie myślcie, że chodzi tylko o bursztynową komnatę, złoto Wrocławia czy skarby zachodnioeuropejskich muzeów. Grabież dóbr kultury przyjęła olbrzymie rozmiary i nawet nasze Sępólno odegrało swoją małą rolę w walce o być albo nie być muzeów.
Sezamie otwórz się, czyli jak skarby toruńskiego muzeum przetrwały wojnę w Sępólnie

Wnętrze jednej z sal toruńskiego muzeum w okresie hitlerowskiej okupacji. Autorem tego zdjęcia i zdjęć przedstawiających poszczególne eksponaty jest Kurt Grimm. Dzisiaj fotografie Grimma są ważnym źródłem w procesie ustalania, co znajdowało się w muzeum przed ewakuacją zbiorów w 1944 roku

Sezamie otwórz się, czyli jak skarby toruńskiego muzeum przetrwały wojnę w Sępólnie

Amforka znaleziona w Sępólnie przy ul. Jeziornej - dar Jerzego Andruszkiewicza

Znamy ten temat? Owszem, znamy. Niedawno odżył on za sprawą pociągu z Wałbrzycha, co jakiś czas dowiadujemy się również o jakimś drogocennym artefakcie, który wypłynął na jakiejś aukcji lub odnalazł się gdzieś na strychu lub w piwnicy. Swoje w popularyzacji zagadnienia zrobili też spece z Hollywood. Być może oglądaliście „Łowców skarbów” – obsadzoną filmowymi gwiazdami historię grupy amerykańskich żołnierzy, historyków sztuki przebranych w mundury, przemierzających Europę Zachodnią śladem zrabowanych skarbów. Na czele wojaków stał oficer grany przez George’a Clooneya – tradycyjnie wyglądającego niczym młody bóg. Jego odpowiednikiem w realu na Pomorzu Gdańskim była na swój sposób Halina Załęska. Po ustaniu działań wojennych robiła ona co w jej mocy, żeby odzyskać zbiory Muzeum Okręgowego w Toruniu, wywiezione przez okupantów latem i jesienią 1944 roku, gdy realne stało się zagrożenie ze strony Armii Czerwonej. 
 

Nie tylko pierniki

Niewiele nam wiadomo o skali i przebiegu ewakuacji artefaktów. Z przekazów pamiętnikarskich osób zaangażowanych w odtwarzanie instytucji kultury po wojnie oraz z artykułów wspomnianej już Haliny Załęskiej (wieloletniego i bardzo zasłużonego pracownika toruńskiego muzeum) wiemy, że część zbiorów utraconych w czasie II wojny światowej odnaleziono w Wyrzysku, Sępólnie Krajeńskim i Górsku. Odnalezione zbiory wracały do Torunia pomiędzy sierpniem 1945 a marcem 1947 roku. Transporty z Wyrzyska wyruszyły 23 i 24 sierpnia 1945, 29 sierpnia 1946 oraz w styczniu i marcu 1947 roku. Przewieziono wówczas m.in. 50 obrazów, 9 tarcz herbowych, 8 rzeźb, 12 witraży gotyckich, 4 miecze, hełm, skrzynkę cechową, 8 drzwi intarsjowanych i 73 formy piernikarskie. Z Górska w 1946 roku przetransportowano m.in. skrzynię cechową z 1679 roku, szafkę ścienną intarsjowaną, 2 skrzynki cechowe z XVIII wieku, korzec chełmiński oraz fotel barokowy. Z Sępólna 14 września 1945 roku przewieziono do Torunia m.in. skrzynię drewnianą z 1794 roku, drzwi intarsjowane i formy pierników toruńskich.
W zasadzie to wszystko, co wiemy o sępoleńskich losach toruńskich muzealiów. Jakie jeszcze eksponaty znajdowały się wśród nich? Kiedy transport dotarł do Sępólna? Jakim cudem skrzynie i ich zawartość przetrwały pobyt czerwonoarmistów? A właśnie może nie przetrwały; może co niektóre przedmioty zostały w Sępólnie wykradzione? I kto wiedział o bezcennym ładunku? Gdzie przechowywano precjoza – w piwnicy, na strychu, w magazynie? W starostwie, piwnicach sądu czy w innym miejscu? Pytania można mnożyć w nieskończoność – oczywiście tak w skali mikro, czyli w kontekście sępoleńskiego epizodu, jak i w skali makro, czyli biorąc pod uwagę losy całego muzealnego zasobu. 
 
http://krajna.com.pl/system/27/assets/000/006/122/tancerki.jpg?1513257643
Muzeum Okręgowe w Toruniu straciło w czasie wojny wiele obrazów z bogatej kolekcji malarstwa niemieckiego. 
Wśród zaginionych obrazów jest płótno „Tancerki” Leopolda Schmutzlera z 1864 roku...
 

Dr Markowska na tropie

W czasie ewakuacji Niemców w 1944 roku zaginęło lub zostało zniszczonych wiele eksponatów. O utraconych zasobach muzeum toruńskiego w piśmie do Ministerstwa Kultury i Sztuki z 1965 roku informował ówczesny dyrektor Muzeum – prof. Jerzy Remer. Wymienił w nim zespół obrazów olejnych z Sali Sądowej ratusza, dzieła malarstwa, ryciny. Nie był to jednak spis kompletny. Sporządzenie dokładnego katalogu strat było i jest bardzo utrudnione ze względu na fakt, że okupanci celowo niszczyli księgi inwentarzowe i katalogi. 
O tym, że część toruńskich muzealiów przeczekała najgorsze wojenne miesiące w Sępólnie dowiedziałem się od dr Iwony Markowskiej, pracownika Muzeum Okręgowego w Toruniu. Dr Markowska jest członkiem zespołu, który podjął się próby możliwie precyzyjnego oszacowania strat wojennych muzeum. W ramach prowadzonych badań sprawdzany jest każdy trop związany z ewakuacją zbiorów – stąd wizyta dr Markowskiej w Sępólnie. Niestety ani ja, ani Biblioteka Publiczna w Sępólnie nie byliśmy w stanie wnieść do sprawy niczego nowego. Ale być może nasi Czytelnicy dysponują jakąś wiedzą w tym temacie? Jeśli tak, bardzo prosimy o kontakt z Redakcją lub z autorem niniejszego tekstu (proszę się kontaktować przez Bibliotekę Publiczną w Sępólnie). Każda informacja może się tutaj okazać niezwykle cenna!
 

Kwity w starostwie

Tajemnicą poliszynela jest, że niektóre sępoleńskie domy i mieszkania zdobią wciąż wiekowe meble, sprzęty i bibeloty. Gdyby tylko potrafiły mówić… W niektórych szufladach oraz na niektórych półkach znaleźć też można bardziej rozmowne pamiątki po dawnych sępólnianach – zdjęcia, książki, dokumenty. Najczęściej szczęśliwi posiadacze owych przedmiotów są w pełni świadomi ich wartości i pochodzenia. Nikt jednak nie wie, jakie tajemnice skrywają wciąż tutejsze piwnice, lamusy, strychy, poddasza, a nawet podwórza. Tutaj za odkryciami stoi już przeważnie przypadek. W zbiorach Cyfrowego Archiwum Tradycji Lokalnej przy Bibliotece Publicznej w Sępólnie znajduje się na przykład gliniana amforka, dar Pana Jerzego Andruszkiewicza. Ofiarodawca dołączył do niej krótką notkę o następującej treści: Amforkę znaleziono w Sępólnie Kraj. przy ul. Jeziornej podczas dokonywania wykopu pod budynek mieszkalny w październiku 1970 roku. Po rozebraniu budynku mieszkalnego, który mógł stać w tym miejscu około 150 lat, ukazało się palenisko o wymiarach 2,5 x 2,5 metra i grubości ok. 5 cm. Był to dowód, że stał tam budynek mieszkalny – tzw. “kurna chata”. Mógł tam stać ponad 100 lat. W popielisku był tylko popiół drzewny. Po usunięciu popiołu, ukazał się czysty piasek. W piasku na głębokości 5-8 cm znajdowała się amforka zatkana korkiem. Próba otworzenia nie powiodła się - korek natychmiast odłamał się, pozostawiając część w szyjce flakonu. Amforka była pusta […] Fascynujące, prawda? 
W ubiegłym roku do biblioteki zgłosili się Państwo, którzy podczas remontu domu w pobliskiej wsi natrafili na mocno już zniszczony notesik. Po bliższych oględzinach okazało się, że to słownik niemiecko-francuski, prowadzony zapewne przez tego z domowników, który uczył się języka Moliera. Najświeższym odkryciem są rzecz jasna dokumenty ze Starostwa Powiatowego w Sępólnie. Z tego, co dowiedziałem się od Pani Anny Dei-Dobrowolskiej, sekretarza urzędu, papiery znaleziono w trakcie wymiany drzwi. Była wśród nich książeczka Stahlwerk II Thomasbirne Reinolda Schmidta z 1936 roku, stanowiąca dodatek do filmu dokumentalnego pod tym samym tytułem. Znacznie ciekawszych okazało się kilka kart z kartoteki z okresu II wojny światowej. Na kartach jest wprost napisane, że chodzi o ausweis, przy czym termin ten oznaczał w czasie wojny dokumenty różnego rodzaju – zazwyczaj identyfikacyjne związane z miejscem pracy. Charakter informacji zawartych na kartach sugeruje jednak, że w tym przypadku chodzi raczej o personalausweis, czyli dowód osobisty. I od razu rozczaruję łowców sensacji - karty nie zawierają żadnych smaczków, które mogłyby sugerować, że ukryto je przez wzgląd na ich zawartość. Są po prostu interesującą ciekawostką. 
Jestem przekonany, że takich odkryć było u nas trochę od zakończenia wojny. Z różnych powodów zachowywało się je - i nadal zachowuje - dla siebie. Nietrudno zrozumieć motywy, którymi szczęśliwi odkrywcy kierowali się i kierują, podejmując takie a nie inne decyzje. Mimo to szkoda, bo nikomu by nie ubyło, gdyby na znaleziska rzucili okiem nie tylko marszandzi, ale i lokalni historycy. Stanowczo zbyt często między palcami, po cichu i dyskretnie przelatują nam te jakże cenne świadectwa przeszłości, historie, odpryski minionego, które szczęśliwie nie dały się rozjechać wolnemu, ale nieubłaganie prącemu przed siebie walcowi przyszłości.
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Najczęściej czytane
5 października 2013 r. w Gdańsku zmarł Henryk Napieralski, gorący...
Na początku 1945 r., kiedy front przekroczył linię Wisły, a wojska...
Była bardzo pracowita i kochała pomagać innym. Swoją dobrocią,...
Najwyżej oceniane
Była bardzo pracowita i kochała pomagać innym. Swoją dobrocią,...
Czasami trzeba czekać wiele, wiele lat, żeby poznać swoje prawdziwe...
5 października 2013 r. w Gdańsku zmarł Henryk Napieralski, gorący...