Powiat

Spirka kontratakuje

Robert Lida, 03 marzec 2012, 22:27
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Proces lustracyjny byłego wicestarosty sępoleńskiego Jana Spirki wlecze się jak brazylijska telenowela. W ubiegłym tygodniu odroczono kolejny termin z powodu choroby sędziego sprawozdawcy, ale do sądu wpłynęło bardzo interesujące oświadczenie Jana Spirki. Udało nam się dotrzeć do tego wielostronnicowego dokumentu.

Spirka oskarżony przez prokuratora Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Gdańsku o kłamstwo lustracyjne znalazł w materiale dowodowym słabe punkty i wyraźnie przeszedł do kontrofensywy. „Nigdy nie współpracowałem z tajnymi służbami PRL. Dziś czuję się ofiarą działań SB, ale także niegodnego postępowania Instytutu Pamięci Narodowej. W rozumieniu współpracy i jej wykładni, Trybunał Konstytucyjny wywiódł, że zachowanie, aby mogło być zaliczone do współpracy, nie może ograniczać się do samej deklaracji woli, lecz musi materializować się w świadomie podejmowanych konkretnych działaniach w celu urzeczywistnienia podjętej współpracy, a wymóg świadomości jest spełniony, gdy osoba współpracująca zdawała sobie sprawę, że nawiązała kontakt z przedstawicielem jednej ze służb wymienionych w ustawie lustracyjnej. W myśl ustawy nawet przyjmując, że moje oświadczenie o współpracy jest prawdziwe (choć dotyczyło tzw. »afery zbożowej« w PZZ i podpisałem je na żądanie prowadzącego dochodzenie), to za mało, aby prokurator oskarżał mnie o współpracę” - czytamy w oświadczeniu.

W dalszej kolejności Spirka wymienia nieścisłości, których dopatrzył się w zebranym materiale dowodowym, zarzucając prokuratorowi manipulacje i celowe przekłamania. Na przykład świadek Stefan M. stwierdził przed sądem, że w SB pracował od roku 1980, natomiast z jego akt osobowych wynika, że pracę w RUSW w Sępólnie rozpoczął w 1985 roku. We wniosku „o opracowanie kandydata” nieznany z nazwiska funkcjnariusz SB napisał: „Motywem pozyskania może być jego dobrowolne wyrażenie zgody na współpracę. Zaproponowałem współpracę na warunkach obustronnego zachowania tajemnicy, a na dowód tego odbiorę od niego zobowiązanie. Uzyskałem od niego informację o sytuacji w PZZ w Kamieniu. TW obrał sobie pseudonim Witold oraz podpisał własnoręczne zobowiązanie do współpracy z zachowaniem zasad konspiracji. Sposób kontaktu, telefoniczny pod pozorem wypożyczenia książek lub pozdrowień od kolegi. Funkcjonariusz będzie kontaktował się telefonicznie, czy będzie mógł przywieźć zboże do analizy.”

Spirka twierdzi, że żaden magazyn PZZ nie miał prawa robić prywatnych analiz. Robiło to laboratorium w Bydgoszczy. Niemożliwy byl również kontakt telefoniczny w miejscu pracy.

– W miejscu mojej pracy mogłem korzystać jedynie z telefonu towarzyskiego, centrala była w sekretariacie magazynu. Natomiast połączenie telefoniczne z iasta były możliwe jedynie poprzez zamawianie rozmów na poczcie. Tu się wszyscy znali i jak to się ma do wcześniej ustalonych zasad konspiracji? –pytał Jan Spirka.

Nieścisłości występują także w związku z datą rejestracji TW ,,Witold”. Według notatki służbowej M.Ż. Spirka przyjął propozycję współpracy poza obszarem Kamienia 5.05.1969 roku lub 15.05.1969 roku. Tymczasem jeden ze świadków zeznał przed sądem, że ,,Witold” został pozyskany przez A.B. w wyższym seminarium duchownym w 1965 roku.

W notatce z dnia 6.05.1969 roku TW Kamiński pisze o rodzinie Spirki, ciotce-siostrze zakonnej, o ks. Franciszku Gaborze, o tym, że nie utrzymuje kontaktu z kobietami. Lustrowany twierdzi natomiast, że od kwietnia 1968 roku miał narzeczoną, z którą w 1971 roku zawarł związek małżeński. W innej charakterystyce funkcjonariusz SB pisze, że ,,Witold” nie posiada nałogów, a do dziś jest nałogowym palaczem.

W materiałach dotyczących sprawy o kryptonimie „Dąbrowa” znalazła się informacja, że Spirka pełnił funkcję sołtysa wsi Dąbrowa i brał udział w defraudacji funduszu sołeckiego. Spirka twierdzi, że nigdy nie był sołtysem Dąbrowy.

To tylko niewielka część nieścisłości, które znalazły się w aktach sprawy. Jan Spirka ma status lustrowanego, ale odpowiada przed sądem powszechnym w wydziale karnym. W polskim systemie prawnym każda wątpliwość przemawia na korzyść oskarżonego, a więc także lustrowanego. Spirka odrębnym pismem nie pozostawił suchej nitki na biegłym grafologu z Krakowa, który w swoich ekspertyzach popełnił karygodne błędy. Pisaliśmy o tym w relacji z poprzedniej rozprawy. Obiektem ataku jest również prokurator Krzysztof Grodziewicz, który występuje przed sądem w imieniu iBiura Lustracyjnego IPN w Gdańsku: „Prokurator w szczątkowy sposób, wbrew podstawowym zasadom warsztatu prokuratorskiego odnosi sie do obowiązujących w tamtym czasie regulacji prawnych dotyczących choćby funkcjonowania SB. Poza tym manipuluje materiałami archiwalnymi. W oparciu o dokumenty wytworzone, takie jak np. wniosek o opracowanie kandydata na tajnego współpracownika próbuje budować obraz głupiego, wiejskiego chłopaczka, takiego co to podeptał sutannę i wielkie nadzieje wiąże ze zrobieniem kariery na współpracy z SB. Dodając do tego kłamstwo, jakie zaoferował mediom, zanim jeszcze Wysoki Sąd podjął decyzję o wszczęciu procesu, że Spirka się przyznał, a grafolog potwierdził prawdziwość podpisów. Jest to nadużycie godne pozwu sądowego o naruszenie moich dóbr osobistych, uwłaczające mojej godności i podważające zaufanie do mnie, wówczas osoby publicznej” - czytamy w oświadczeniu Jana Spirki.

Czy sąd pochyli się nad tym pismem, czy skojarzy zawarte tak fakty, nie wiadomo. W Polsce młyny sprawiedliwości mielą bardzo wolno. Niesprawiedliwości - bardzo szybko.