stat4u
Gmina Sępólno

Sprzedał część nadleśnictwa

Piotr Pankanin, 12 październik 2017, 12:08
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Kolejna afera w okolicach Sępólna? O tym może zadecydować Dyrektor Generalny Lasów Państwowych. O co chodzi? O część siedziby Nadleśnictwa Lutówko, której sprzedaż ogłoszono na www.olx.pl z telefonem tajemniczego pana Waldemara. Sprawa kładzie się cieniem na postać dość pazernego nadleśniczego, który ledwie nim został, w jeden dzień sprzeniewierzył 43-letni staż byłego głównego księgowego Kazimierza Trzosa i ponad 30-letni jego małżonki.
Sprzedał część nadleśnictwa

Między innymi te obiekty upolował były nadleśniczy z Lutówka

Sprzedał część nadleśnictwa

 

Bogacenie się poprzedniego nadleśniczego z Lutówka śledziliśmy od dłuższego czasu - w zasadzie od początku przejęcia przez niego sterów nadleśnictwa. Z różnych stron powiatu docierały do nas sygnały o systematycznym zwiększaniu powierzchni gruntów, wchodzących w skład zasobów jego i małżonki. Oboje pracowali w tym samym nadleśnictwie, mając świetny przegląd możliwości w oparciu o decyzyjność przypisaną sprawowanemu stanowisku. W związku z tym trochę się nasłuchaliśmy, a reszta zawarta i upamiętniona została w opasłych księgach wieczystych.
 
Warszawa
Ryszard Zambrzycki, o nim mowa, trafił do Lutówka jesienią 1998 roku. Prawie natychmiast wybuchł głośny skandal, kiedy to niemal dosłownie na bruku wylądowało małżeństwo Bernadetty i Kazimierza Trzosów, związanych z tym samym nadleśnictwem od wielu lat. Pozbawieni pracy i lokum schronili się u syna. W 2012 roku pan Kazimierz zwrócił się do dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu z prośbą o kupno mieszkania w budynku nadleśnictwa z wykorzystaniem ustawowego pierwszeństwa. Na przeszkodzie stanął ten sam nadleśniczy wespół z dyrektorem regionalnym Januszem Kaczmarkiem. Na nic gwarancje wynikające z przepisów prawa, które jak się wydaje, stanowi nadleśniczy i nikt więcej. Były główny księgowy „odpadł” więc od starego pruskiego muru, składającego się na rzeczony pustostan. Okazało się bowiem, że budynek ten znajduje się w wykazie lokali niezbędnych dla poprawnego funkcjonowania nadleśnictwa. Na antypody stanowiska przełożonych wspiął się jednak sam nadleśniczy, który zapewniał dyrekcję generalną o niezbędności lokalu, uznając jednocześnie, że jest zbędny. Kiedy i dlaczego kłamał? A może to norma w tej jednostce organizacyjnej ówczesnego państwa na niby? Śledząc długoletnie poczynania Zambrzyckiego, wydaje się, że to rzeczywiście norma, która zniewala, zwłaszcza ludzi żądnych gratyfikacji ze strony państwa, za bardzo zwyczajną, czasami nawet kiepską, choć dobrze płatną robotę.
Sprawa krętactwa Zambrzyckiego oparła się o gabinet Konrada Tomaszewskiego - Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych. W Warszawie, w obecności Zambrzyckiego sprawę referował sponiewierany przez niego Kazimierz Trzos. – Dyrektor Tomaszewski podkreślał, że dla niego, człowiek jest wartością najwyższą. Mówił o przykrej sytuacji, jaką zastał ze strony Zambrzyckiego. Zwrócił uwagę na zmienne stanowisko nadleśniczego w sprawie budynku, w którym zamierzałem kupić mieszkanie. Zobowiązał też Zambrzyckiego do przedstawienia propozycji uhonorowania mnie za 43-letnią pracę i „doznanie łaski zwolnienia” - jak powiedział, na kolejnym spotkaniu w Toruniu. Dobry zarządca powinien rozwiązywać takie problemy z łatwością - mówił z nadzieją dyrektor. Niestety, nadzieja okazała się płonna. Znając Zambrzyckiego nie widzę dobrego rozwiązania. Proponował nam 3-4 mieszkania w tym w miejscu, gdzie nieco wcześniej dokonano morderstwa, powiedziałem opuszczając gabinet generalnego dyrektora Lasów Państwowych – mówi pan Kazimierz.
 
Toruń
Do kolejnego spotkania „na szczycie” w sprawie sponiewierania głównego księgowego Nadleśnictwa Lutówko przez jego przełożonego doszło w Toruniu. W siedzibie dyrekcji regionalnej Lasów Państwowych w Toruniu. Tam w obecności Konrada Tomaszewskiego i Janusza Kaczmarka miały zapaść ostateczne decyzje w sprawie państwa Trzosów. Okazało się jednak, że wiara dyrektora Tomaszewskiego względem Zambrzyckiego okazała się bezpodstawna. Zatem rację miał Kazimierz Trzos, który, jak każdy, kto choć trochę poznał byłego nadleśniczego z Lutówka, wiedział z kim ma do czynienia. Z impasu sprytnie wyreżyserowanego przez Zambrzyckiego wyłoniło się kilka możliwości naprawienia krzywdy, które były nie do przyjęcia przez sponiewieranego księgowego. Jeszcze raz powróciła kwestia tak zwanej osady Lutówko 16, do nabycia której nie dopuszczono państwa Trzosów pod pozorem niezbędności. Oni nie, ale ten sam nadleśniczy, który doprowadził do zrównania osady z ziemią, owszem, ależ dlaczego nie? O zburzeniu spornego budynku pisaliśmy w reakcji na gniew mieszkańców Lutówka, patrzących ze zgorszeniem na panoszących się po wsi kilku cwaniaków, nastawionych na zdobywanie atrakcyjnych powierzchni. Nie da się ukryć, że jest wśród nich były nadleśniczy, wykorzystujący swoje stanowisko do zdobywania korzyści. W Toruniu dyrektor Kaczmarek mówił z przekonaniem, że w Lutówku nie ma możliwości zrealizowania zadośćuczynienia państwa Trzosów. Na dodatek sugerował totalną bzdurę, jakoby nie można zamieniać gruntów wykrojonych z zasobów Lasów Państwowych na żadne inne. Czy nie wiedział, że właśnie w tym specjalizuje się nadleśniczy Zambrzycki? W okolicach i w samym Lutówku nikt w to nie wierzy. Tutejsi mieszkańcy świetnie poznali się na możliwościach byłego nadleśniczego, na jego prywatnej zorgowności. Większość dowodów, prostych, dostępnych w internecie, świadczących o czerpaniu przez niego korzyści, trafiła do rąk dyrektora Kaczmarka. Tego samego, który od wielu lat jest niezatapialny, nawet za rządów PO. Czy to o czymś świadczy? Świadczy bezsprzecznie źle o strukturach władzy w Lasach Państwowych. Jeśli dzisiaj w Warszawie powszechnie potępia się HGW za reprywatyzację w oparciu jawne złodziejstwo, to dlaczego nikt nie mówi o wyczynach Zambrzyckiego pod nadzorem Kaczmarka? Nikt nie da wiary, że do tak wielkich manewrów na majątku Lasów Państwowych dochodziło jedynie w Lutówku. Dlaczego Kaczmarek udaje zaskoczonego wyczynami swojego kolegi? Ilu Zambrzyckich rozsianych jest od Bałtyku po gór szczyty i od Odry po Bug?
Odprawa w Toruniu nie przyniosła żadnego rozwiązania. Zawiódł Zambrzycki, zawiódł Kaczmarek zganiający winę za handel gruntami leśnymi na poprzednie kierownictwo. Z relacji Kazimierza Trzosa zwłaszcza ten drugi posługiwał się retoryką w stylu wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy. Jak mówi Kazimierz Trzos, na pazerność Zambrzyckiego miał bardzo nerwowo zareagować Konrad Tomaszewski, któremu przyszło nalewać z tego, co spił Zambrzycki, czyli z niczego, co po sobie pozostawił. Stanowisko dyrektora deklarowane w Warszawie, zmierzające do zadośćuczynienia sponiewieranemu księgowemu poprzez ewentualną zamianę gruntów - legło w gruzach. Tym samym status Kazimierza Trzosa - założyciela NSZZ Solidarność w Nadleśnictwie Różanna i przewodniczącego komisji rewizyjnej Solidarności w Toruniu - pomimo upływu wielu lat pozostaje bez zmian. Na jego krzywdzie natomiast świetnie się urządził Ryszard Zambrzycki, który w karygodny proceder zdobywania majątku zarządzanego przez siebie nadleśnictwa, wciągnął własną żonę. Czy ta sprawa trafi w objęcia Centralnego Biura Antykorupcyjnego? Trafi.
 
Lutówko
Kto śledzi stronę internetową OLX, ten z pewnością trafi na zaskakujące informacje. Tak było wieczorem 19 września, kiedy to pod hasłem „Lutówko budynki” pojawiła się oferta sprzedaży majątku Nadleśnictwa Lutówko wyrwanego przez nadleśniczego Ryszarda Zambrzyckiego. „Dwa budynki gospodarcze z działką 540 m2 , doskonała lokalizacja w parku z własnym dojazdem. Budynek 1 podwójny garaż murowany z kanałem samochodowym - możliwość adaptacji na mieszkalny, budynek 2 - konstrukcja drewniana w b dobrym stanie. Doskonała lokalizacja jezioro i las 200 m miejsce doskonałe do wypoczynku- możliwość przekształcenia i zamieszkania w rewelacyjnym miejscu. tel kontaktowy 605 xxx xxx”. Ofertę wartą 48 tys. zł wystawił tajemniczy pan Waldemar. Kiedy sprawdziliśmy, jegomość okazał się już mniej tajemniczy. To kolega Zambrzyckiego, niejaki Waldemar Lamparski. Dlaczego podjął się sprzedaży działek 332 i 333 wyłączonych przez Zambrzyckiego z nadleśnictwa, stanowiących tereny mieszkaniowe zapisane w księdze nr 00023547 z chwilą wpływu 2014-10-02, 12:10:22? Czy dlatego, żeby nazwisko Zambrzycki nie drażniło dyrektora Konrada Tomaszewskiego i niezatapialnego szefa z Torunia? Ogłoszenie doczekało się ponad 1600 wejść i ostatecznie przestało być aktualne. Sprzedaż zatem powinna być dokonana. Kto okazał się szczęściarzem i będzie w bezpośrednim sąsiedztwie Nadleśnictwa Lutówko, sprawdzimy wkrótce i z przyjemnością poinformujemy naszych Czytelników.
W spółce z Zambrzyckim występuje również jego żona Jolanta. Dzięki operatywności męża trącającej korupcją, grunty zapisane w KW by2t/00025776/2,wydzielone z KW by2t/00023286/6 o powierzchni 4,5 ha z Lasów Państwowych stały się własnością jego małżonki.
Przykład z Lutówka, zwłaszcza podstawianie kolesia do zbycia przejętych działek, świadczy o dużych możliwościach nadleśniczych dysponujących wedle własnego widzimisię przeogromnym majątkiem powierzonym im przez państwo. Czy jego nowe struktury będą umiały osądzić pazerność nadleśniczego z Lutówka? Czas pokaże.
Artykuł wyświetlono 297 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Najczęściej czytane
W Więcborku odbył się niecodzienny ślub. Przed ołtarzem...
A więc jednak szowinizm. Tego, co wydarzyło się w trakcie meczu 22....
Bandy pijanych wyrostków wrzeszczących w niebogłosy w środku nocy,...
Najwyżej oceniane
Rada Miejska w Sępólnie nie zgodziła się na budowę kościoła na...
Prawo serii rządzi Fuksem Wielowicz. Kolejny remis drużyny z...
Lidze powiatowej nareszcie towarzyszyło słońce. Wprawdzie jeszcze...