stat4u
Kamień

Tryb interwencyjny, a nie porwanie

Robert Lida, 01 sierpień 2019, 10:26
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Pracownicy Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Kamieniu bez postanowienia sądu odebrali dziecko partnerowi Natalii Z., podejrzewanej o zamordowanie swojego nowo narodzonego dziecka. Mężczyzna najpierw oddał córeczkę, ale po kilku dniach zmienił zdanie i uważa, że dziecko zostało po prostu porwane.
Tryb interwencyjny, a nie porwanie

W tym domu rozegrała się tragedia

– Dziecko zostało odebrane w trybie interwencyjnym, zgodnie z prawem i za zgodą ojca. Taki mieliśmy obowiązek – mówi Zofia Krzemińska, dyrektor MGOPS w Kamieniu.
Dzisiaj wracamy do makabrycznej historii, która wydarzyła się w sobotę 20 lipca na terenie jednego z gospodarstw w Witkowie. Znaleziono tutaj martwego noworodka ukrytego w szafie. Jego matkę, 31-letnią Natalię Z., prokurator oskarżył o morderstwo, a sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu na okres trzech miesięcy. W tle tych wydarzeń pojawiła się też 13-miesięczna Amelia, córeczka Natalii Z. i jej partnera Błażeja. Dziecko zostało odebrane ojcu, który wówczas posiadał pełnię praw rodzicielskich, i przekazane pod opiekę matce Natalii.
– Wszystko to działo się tak szybko, byłem w szoku, podpisałem jakieś dokumenty, ale nie wiem, co to było. Jeszcze w sobotę około 18.00 przyjechała do nas dyrektor opieki społecznej z Kamienia, pani Krzemińska ze swoim pracownikiem. Powiedziała, że dziecko musi być odebrane, bo tak zarządził sąd. Pani Krzemińska nie miała żadnego dokumentu z sądu. Dopiero we wtorek, o godzinie 15.00 odczytała mi z faksu postanowienie o ograniczeniu władzy rodzicielskiej. Czy tak można odebrać komuś dziecko bez nakazu sądu? Nie jestem o nic oskarżony, byłem pełnoprawnym ojcem dziecka, dom jest mój i są tutaj odpowiednie warunki. Nigdy wcześniej nie miałem nic wspólnego z opieką społeczną. Zamierzam walczyć o swoje dziecko. To, co się stało, nie ma nic wspólnego z Amelką. Będę o nią walczył – mówi ojciec dziecka.
– Właściwie wyglądało to na normalną rodzinę. Tyle że nie mieli ślubu. Nieraz widziałam, jak ona spacerowała pod drodze z wózkiem. Była cicha, skryta, można powiedzieć, że zamknięta w sobie. Podobno kiedyś chciała iść do klasztoru. Nic złego na tych ludzi nie można powiedzieć. Dla nas wszystkich to jest szok – mówi mieszkanka Witkowa.
Czy odebranie dziecka ojcu odbyło się w zgodzie z literą prawa?
– O przyjazd do Witkowa w tamtą sobotę poprosiła nas policja. W trybie interwencyjnym zabraliśmy dziecko spod opieki ojca i przekazaliśmy osobie spokrewnionej. Tryb interwencyjny polega na tym, że jeśli dochodzi do przemocy, to mamy obowiązek zabrać dziecko w bezpieczne miejsce. W pierwszej kolejności szukamy kogoś z najbliższej rodziny. Telefonicznie skontaktowaliśmy się z babcią dziecka, która mieszka w Kamieniu. Ona już wiedziała, co się stało i wyraziła gotowość do przyjęcia dziecka. W Witkowie przebywaliśmy około półtorej godziny. Pan Błażej podpisał stosowne dokumenty, nie wyrażał żadnego sprzeciwu. Zaproponowaliśmy, aby do Kamienia pojechał z nami. Ostatecznie pojechał swoim samochodem za nami. Jednocześnie, zgodnie z procedurą, pouczyliśmy go, że może złożyć skargę na nasze czynności. Zresztą taką skargę później złożył. Był weekend, więc w poniedziałek rano mailowo i telefonicznie o wszystkim poinformowałam sąd. Postanowienie sądu dotarło do nas faksem we wtorek o godzinie 14.55. W postanowieniu sąd wskazuje, że dotyczy ono wydarzeń z dnia 20 lipca – mówi Zofia Krzemińska, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Kamieniu.
Przepis mówiący o tak zwanym interwencyjnym odebraniu dziecka rodzinie wynika z artykułu 12a ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie:
„W razie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka w związku z przemocą w rodzinie pracownik socjalny wykonujący obowiązki służbowe ma prawo odebrać dziecko z rodziny i umieścić je u jednej u innej niezamieszkującej wspólnie osoby najbliższej. Decyzję, o której mowa, pracownik socjalny podejmuje wspólnie z funkcjonariuszem policji, a także lekarzem lub pielęgniarką. Pracownik socjalny ma obowiązek niezwłocznego powiadomienia sądu opiekuńczego, nie później niż w ciągu 24 godzin” - czytamy w ustawie.
Kontrowersje może budzić ostatnie cytowane zdanie. Trzeba wziąć jednak pod uwagę fakt, że były to dni wolne od pracy, a sąd rodzinny w Tucholi to tylko jeden sędzia. Tak czy inaczej sąd wydał z wtorkową datą postanowienie, w którym tymczasowo ogranicza prawa rodzicielskie matki i ojca Amelki oraz wskazuje z imienia i nazwiska rodzinę zastępczą, w której dziecko ma być umieszczone. Postanowienie obowiązuje do czasu wyjaśnienia sprawy. Trzeba pamiętać, że Natalia Z. w myśl polskiego prawa jest osobą niewinną do czasu ewentualnego skazania prawomocnym wyrokiem sądu. Z kolei jej partnerowi nie postawiono dotąd żadnych zarzutów.
– Codziennie odwiedzam to dziecko. Czuje się dobrze, jest uśmiechnięte. To jest normalne, że tęskni za mamą. Jako ośrodek mamy pełne zaufanie do babci. Również pan Błażej codziennie ją odwiedza. Chcę też powiedzieć, że jako ośrodek umożliwiliśmy tej rodzinie dostęp do psychologa oraz adwokata. Pan Błażej z tej pomocy skorzystał. Nie wiem, co się stało, że nagle jest niezadowolony z naszych działań, ale to jego prawo – dodaje dyrektor Krzemińska.  

Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Najczęściej czytane
W Więcborku odbył się niecodzienny ślub. Przed ołtarzem...
A więc jednak szowinizm. Tego, co wydarzyło się w trakcie meczu 22....
– Kilka tygodni temu pisaliście o apelu samorządowców w sprawie...
Najwyżej oceniane
Sprawa lip rosnących przy ulicy Dworcowej w Kamieniu wciąż budzi...
Lidze powiatowej nareszcie towarzyszyło słońce. Wprawdzie jeszcze...
Rada Miejska w Sępólnie nie zgodziła się na budowę kościoła na...