Wieczorna ,,Siesta” z Marcinem Kydryńskim

Robert Środecki, 17 listopad 2013, 00:22
Średnia: 4.0 (1 głosów)
W piątek w Bibliotece Publicznej w Sępólnie gościł Marcin Kydryński, dziennikarz radiowy, podróżnik, fotograf, autor tekstów, syn Lucjana Kydryńskiego i Haliny Kunickiej. Prezenter zabrał publiczność w fascynującą podróż po Afryce i Południowej Europie. W bibliotece ten niezwykle ciepły i skromny człowiek promował swoją nową książkę pt. ,,Lizbona. Muzyka moich ulic”.
Wieczorna ,,Siesta” z Marcinem Kydryńskim

Marcin Kydryński chętnie opowiadał o swoich pasjach, a także odpowiadał na liczne pytania uczestników spotkania w bibliotece. Fot. Piotr Pankanin

Spotkanie ze znanym prezenterem radiowym poprowadziła redaktor Lucyna Sztandera. Przez godzinę gość bez wytchnienia opowiadał o swoich zainteresowaniach i licznych podróżach, głównie na Czarny Ląd. W drugiej części wieczornej ,,Siesty” Kydryński odpowiadał na pytania publiczności. Oto kilka wybranych wątków, które poruszył:
- Dom: – Dom mam w bardzo wielu miejscach: i w Warszawie, i w Lizbonie, i na farmie. Tak naprawdę zawsze jestem w drodze. To jest kwestia mojego tułaczego usposobienia.
- Saksy i pierwsze podróże: – Kiedy byłem młodszy, było tak ciężko, że jeździłem do pracy za granicę na tzw. saksy. W Szwecji byłem niańką, kamieniarzem i stolarzem. Imałem się rozmaitych zajęć. Przez lata pracowałem w Niemczech w okolicach Monachium przy chmielu, przy podwiązywaniu i ścinaniu. Ze wszystkich rzeczy, które można robić z chmielem najbardziej mi odpowiada ta ostatnia czynność ale za to nie płacono. Gdy zarobiłem jakieś pieniądze to kupowałem płyty, za oszczędności ruszaliśmy z przyjaciółmi dalej w wędrówkę po Europie. To były moje pierwsze podróże min. do Paryża i do Włoch, mojego ulubionego kraju.
- Afryka i Lizbona: – Moja fascynacja Afryką rozpoczęła się od książek. Miałem cały czas nadzieję, że kiedy tam wreszcie dotrę, to ona będzie dokładnie taka sama jak na kartach tych książek. Podczas pierwszej wielkiej wyprawy po Afryce z Marcinem Mellerem i Olgą Stanisławską wędrowaliśmy przez pół roku z Kairu do Kapsztadu autostopem, łodziami, samochodem, pociągami i czym się dało. Wówczas na połączenie telefoniczne z rodziną czekało się 3 - 4 dni. Dzisiaj trudno to sobie wyobrazić. To był zupełnie inny świat. Naszą podróż odbyliśmy w 1993 roku. Wkrótce minie 20 lat od tego wydarzenia. Od tamtego czasu do Afryki wracam nieustająco. Kilka lat temu postanowiłem mieć dom w Afryce. Szukałem go na pograniczu Kenii i Somalii. Było to miejsce diablo niebezpieczne. Przyjechała tam moja żona [Anna Maria - Jopek] i powiedziała, że nie ma mowy, abyśmy tam zamieszkali. Musiałem się z nią zgodzić. To się zbiegło w czasie z moim pierwszym pobytem w Lizbonie. Wówczas odkryłem, że to miasto tak cudownie zapomniane przez Boga i ludzi na krawędzi Europy tak bardzo odpowiada mojemu usposobieniu. Okazało się również, że Lizbona składa się w dużej część z emigrantów afrykańskich. Mieszkając tam, czuję się trochę jak w Afryce. Wszystkie podróże do Afryki (Sudan, Somalia) są szczególnie niebezpieczne. To są miejsca bardzo zapalne. Podświadomie takich miejsc szukam, żeby trochę na tej krawędzi balansować.
- Muzyka i praca w radiu: – Moim ukochanym miejscem do słuchania muzyki jest samochód. Było w moim życiu wiele muzycznych inspiracji. Moim największym muzycznym mistrzem obok Stinga jest Pat Metheny. Razem z nim i moją żoną udało nam się zrobić i nagrać płytę. Miałem szczęście poznać obu tych artystów. Pat nauczył mnie, żeby nigdy nie odpuszczać, bo potem będzie się ogromnie żałowało. Jest to człowiek, który pracując nad płytą, właściwie nie śpi, nie je, ale ma potem świadomość, że zrobił absolutnie wszystko, co mógł zrobić, żeby zostawić jakieś dzieło. Najbardziej dumny jestem z moich utworów, które trafiły na płytę Pata.
Prowadzenia audycji w radiowej Trójce nie traktuję jako pracy. Polega to na tym, że w niedzielę wychodzę z domu przed obiadem, biorę wianuszek płyt, które mam ochotę posłuchać, i jadę do radia. Jest tam cicho i spokojnie, bo w niedziele nikogo tam nie ma. Siadam sobie w przytulnym studiu i słucham ulubionej muzyki. Ja bym pracą tego nie nazwał. ,,Siesta” jest dla mnie pretekstem do wielu innych przedsięwzięć.
- Fotografia: – To jest dla mnie rzecz ogromnie ważna. Ja fotografuję, odkąd pamiętam. Początkowo biegałem po parku z aparatem i fotografowałem przyrodę. Potem zacząłem robić zdjęcia podczas wędrówek. Wychowując się na piśmie ,,National Geographic” wiedziałem, że z moimi zdjęciami jest coś nie tak. Pewnego dnia poznałem Tomka Tomaszewskiego, który przez lata był bliskim współpracownikiem pisma i jest jednym z najwspanialszych fotografów wszystkich czasów. Wprosiłem się do niego i pokazałem mu 36 swoich zdjęć. Na co on powiedział, że one wszystkie są do bani ale potem wybrał 2 zdjęcia i powiedział, że te nie są takie złe. Bardzo dokładnie mi wytłumaczył dlaczego. Potem usiedliśmy nad jego albumami i on opowiadam mi o tych wszystkich zdjęciach. Nauczył mnie, jak można inaczej postrzegać świat. Moim nieustającym źródłem fascynacji są ludzie, ponieważ każda z napotkanych osób ma swoją historię. Niechętnie fotografuję w czerni i bieli. Dla mnie kolor jest dodatkowym językiem, ogromnie ważnym. Teraz robię zdjęcia wyłącznie aparatem cyfrowym chociaż w przeszłości używałem aparatów analogowych. Robię zdjęcia dwoma aparatami Nikonem D700 i Leicą M9.
- Przyszłość: – Mam podpisaną umowę z ,,National Geographic” na 3 duże afrykańskie projekty, które będę realizował już za tydzień. One są zaczęte, a teraz będę je świadomie kontynuował. Sporo się będzie działo. To będzie opowieść afrykańska podsumowująca 20 lat wędrówek po czarnym lądzie.
*     *     *
W bibliotece podczas spotkania z czytelnikami Marcin Kydryński promował swoją ostatnią książkę pt. ,,Lizbona. Muzyka moich ulic”. To efekt jego fascynacji tamtejszą kulturą i muzyką fado. Książki przywiezione przez Kydryńskiego rozeszły się jak świeże bułeczki. Autor sprzedawał je okraszone autografem lub dedykacją. Po spotkaniu chętnie rozmawiał z wielbicielami swojej twórczości i bez żadnych oporów pozował do zdjęć. Dodatkowym smaczkiem ubarwiającym wieczorną siestę była prezentacja jego uroczych zdjęć wykonanych podczas licznych podróży. Było na co popatrzeć.