Gmina Sępólno
Dostał mandat i zaginął
Kilkudziesięciu policjantów i strażaków przez cały dzień szukało mężczyzny, który w piątkowy poranek spowodował kolizję drogową w Piasecznie. Odnalazł go strażak ochotnik, ale już po zakończeniu akcji.
Przed godziną 5.00 Mercedes Sprinter jadący ulicą Chojnicką zjechał nagle z drogi, uderzył w tablicę oznaczającą koniec terenu zabudowanego, „skosił” płot prywatnej posesji, kilka świerków i zawisł na betonowym przepuście, który znajduje się w dolinie obok drogi krajowej. W samochodzie znajdował się kierowca, mieszkaniec województwa zachodniopomorskiego, oraz pasażerka. Na szczęście nic im się nie stało. Na miejscu pojawił się patrol policji, który zakwalifikował to zdarzenie jako kolizję. Sprawca był trzeźwy.
– Kierowca został ukarany mandatem karnym. Po jakimś czasie na komendę zadzwoniła kobieta z tego busa, która poinformowała, że kierowca oddalił się z miejsca zdarzenia i nie ma z nim kontaktu. Nie miał ze sobą telefonu – relacjonowała nam na miejscu zdarzenia st. asp. Małgorzata Warsińska, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Sępólnie.
W związku z tą sytuacją zarządzono szeroko zakrojone poszukiwania, w które zaangażowano niemal wszystkich dostępnych policjantów, także z posterunków w Więcborku i Kamieniu. O pomoc poproszono również strażaków. W poszukiwaniach wykorzystano drony i psy tropiące. Około godziny 13.00 akcję przerwano. Po jakimś czasie na miejsce poszukiwań, ale już prywatnie, powrócił strażak z Ochotniczej Straży Pożarnej w Sępólnie.
– Coś nie dawało mi spokoju. Wydawało mi się, że w Dziechowie mogłem widzieć jakieś ślady. Okazało się, że poszukiwany stał na drodze Dziechowo - Piaseczno. Był cały i zdrowy. Odwiozłem go na komendę. Kontakt z nim był utrudniony – mówi strażak, który na własną rękę odnalazł poszukiwanego. Ratownik dokładnie wiedział, kogo szuka, ponieważ jest właścicielem autolawety i rano był przy kolizji w Piasecznie. Wówczas widział kierowcę busa w charakterystycznej czerwonej koszulce.
Ta historia jest dosyć intrygująca. Najprawdopodobniej kierowca Sprintera doznał jakiegoś urazu lub szoku po tym, jak wypadł z drogi. Okazało się, że mimo upływu wielu godzin był niedaleko od miejsca zdarzenia, ale jaką drogą tam dotarł, nie wiadomo. Najważniejsze, że nic mu się nie stało.
