Felieton Radka Skórczewskiego
Eid al-Fitr, powolna podmiana kulturalna
Pod koniec muzułmHańskiego miesiąca postu, ramadanu, prezydent Republiki Federalnej Niemiec Frank-Walter Steinmeier wysłał pozdrowienia do wierzących muzułmanów w Niemczech. „Ramadan stał się świętem, który jest również rodzimy dla Niemiec i jest częścią życia religijnego naszego kraju” - czytamy w przesłaniu opublikowanym przez biuro prezydenckie. Bundespresident, pochodzący z lewicowej partii SPD, pisze, iż po tygodniach celowego wyrzeczenia się i w czasie, który niestety charakteryzuje się również troską o kryzysy międzynarodowe, życzy sobie spędzenia wspólnych godzin podczas jedzenia i świętowania w kręgu rodziny, a także z przyjaciółmi.
W liście prezydent RFN dziękuje wielu społecznościom meczetowym i rodzinom muzułmańskim za zaproszenie ich (tzn. niemieckiego) sąsiedztwa na święto przerwania postu. Jest to „cudownie hojny gest, który ułatwia poznanie tradycji religii islamskiej i wzmocnienie spójności”. Przypominam, iż post w ramadanie jest jednym ze świętych obowiązków muzułmanów. Od świtu do zachodu słońca powinni nie pić, nie jeść, nie pić alkoholu i nie palić. Islamski miesiąc postu skończył się w ten czwartek wieczorem. Kolejne dwudniowe święto przerwania postu oznacza koniec postu dla muzułmanów. Można normalnie jeść. Na przykład w takiej Turcji festiwal nazywany jest również Festiwalem Cukru, ponieważ dzieci otrzymują słodycze za darmo. Wyjątkowo początek tegorocznego ramadanu zbiegł się z początkiem chrześcijańskiej Męki przed Wielkanocą. No cóż, katolikom życzeń Steinmeier nie przesłał. Bundespresidenta przebili jednak niemieccy Zieloni. „Historyczny wieczór!” - oznajmili na swoich łamach internetowych. Pierwszy Eid al-Fitr w dziejach Bundestagu zorganizowali rzecz jasna oni - Zieloni. 16 marca na zaproszenie posłanki Lamii Kaddor ok. 150 gości zebrało się na modlitwę i wspólny wieczorny posiłek ramadanowy w budynku przy Placu Republiki 1 (nota bene zbudowany na działce należącej niegdyś do hrabiego Atanazego Raczyńskiego, polskiego ziemianina i pruskiego dyplomaty). To, że w berlińskim Landtagu (siedzibie parlamentu miasta) islamskie eventy mają miejsce od lat, jest wszystkim wiadomo, tym razem skrajnie lewicowi parlamentarzyści partii Grüne Bündnis90 zrobili zakończenie ramadanu po raz pierwszy i to na terenie Bundestagu. Ale czemu się dziwić obecnemu prezydentowi, skoro już w 2010 roku ówczesny prezydent RFN Christian Wulff - powiedział: „Islam należy do Niemiec”. Nie lepszy był w roku 2018, przewodniczący Bundestagu Wolfgang Schäuble: „Nie możemy zatrzymać biegu historii. Wszyscy muszą pogodzić się z faktem, że islam stał się częścią naszego kraju”.
Patrząc na to, to niedługo Niemcy będą częścią islamu, a nie islam częścią Niemiec. Ale to nie jedyne pomysły skrajnej lewicy, tych od LGT plus i minus, queersów i diversów (swoją drogą, gdyby taki propalestyński queers pojawił się w Gazie, to Hamas zrobiłby mu z groty Nestle co najmniej jesień średniowiecza)... Zieloni chcą, aby życie muzułmańskie w Niemczech było bardziej widoczne. Jakby mało było tego widać w Breme czy Hamburgu... W tym celu stworzyli 24-punktowy katalog żądań, który ma być omawiany w Bundestagu. Cel: zniesienie „uprzywilejowań” organizacji i kościołów chrześcijańskich w stosunku do organizacji muzułmańskich. Jak donosi „Tagesspiegel”, grupa Zielonych postrzega „uporczywą dyskryminację i wrogość wobec muzułmanów” jako „głęboko zakotwiczony problem społeczny i strukturalny” i dlatego chce, aby rząd federalny wprowadził zmiany prawne - tj. wprowadził dni wolne od pracy w święta muzułmańskie, aby lepiej pogodzić pracę z praktyką religijną muzułmanów. Należy również poprawić ochronę meczetów: „Odpowiednie środki ochronne” musiałyby być „wystarczająco finansowane”, siły bezpieczeństwa powinny zostać przeszkolone w radzeniu sobie z islamofobią. Zieloni chcą nowych struktur ochronnych dla muzułmanów. Tylko że w dużych miastach to nie demolowane są meczety, tylko świątynie chrześcijańskie i synagogi.
A tak poza tym, szczególnie w centrum uwagi Zielonych jest temat chusty na głowie (po czesku: szmaticzka na kapucynie). Zakazy jej noszenia są częścią tych „przeszkód w służbie publicznej”, które należy zlikwidować. Zieloni widzą również potrzebę nadrobienia zaległości w sektorze społecznym: muzułmańskie organizacje opiekuńcze „nie są reprezentowane w równym stopniu” i powinny być silniej promowane i zaangażowane.
Takie podlizywanie się elektoratowi muzułmańskiemu z niemieckim paszportem (bo Niemców coraz mniej, natomiast coraz więcej obywateli niemieckich...) przez lewicowe partie SPD i Zieloni90 mnie wcale nie dziwi. Są to bowiem te partie, które promują programy socjalne, czyli... rozdawnictwo kasy za nicnierobienie... Tak więc powiela się tu schemat Francji, gdzie większość muzułmanów oddaje swoje głosy na skrajnie lewicową partię LFI - La France Insoumise (pol. Niepokorna Francja).
Przed ponad tygodniem ukazał się artykuł w Bild ze zdjęciem baneru reklamowego w centrum rodzinnego miasta mojego dziadka, Duisburga, na którym młoda kobieta w chuście reklamowała czekoladki Katjes... Ale to nie była słynna od lat reklama Katjes.. Yes.. Yes... Yes tylko... Katjes bez żelatyny. Obecnie firma Katjes reklamuje swoje produkty specjalnie dla muzułmanów, życząc im „błogosławionego Ramadanu” na ramadan 2026 i oferując specjalne pudełko halal składające się głównie z produktów wegetariańskich. Ponieważ Katjes rezygnuje z żelatyny zwierzęcej, wiele produktów jest wegetariańskich i dlatego jest halal i nadaje się do spożywania przez wyznawców religii pokoju.
Tak zwana poprawność religijno-polityczna odpala szkopom na wielu poziomach. W pewnym przedszkolu w Gelsenkirchen w okresie ramadanu uczono modlić się dzieciom w meczecie.
A niemiecka telewizja publiczna ZDF (taka niemiecka Dwójka) w programie dla dzieci z 19 marca przypomina dzieciom, że zakończył się ramadan.
Niestety, Niemcy tracą swoją tożsamość narodową pod dyktando poprawności politycznej. Jeżeli będziemy powielać Europę Zachodnią, to za dwie dekady będziemy mieli to samo na naszych ulicach... i w szkołach.
Pakt migracyjny jest złem, które będzie pomagało w legalizacji nielegalnej imigracji, głównie takiego materiału ludzkiego, który się nie integruje i wysysa zasoby budowane przez pokolenia krajów tych imigrantów przyjmujących.
Kilka tygodni temu rozmawiałem na temat aktualnej sytuacji z kolegą, który pracuje w Niemczech też ponad 20 lat.
– Radziu, powiedz mi ku…a, jak można przepier...lić swoje państwo w 20 lat. No ku...wa... jak?
W temacie energetyki
A wiecie, iż w pierwszej połowie 2025 roku w Niemczech nastąpił spadek udziału energii z odnawialnych źródeł w miksie energetycznym, podczas gdy zwiększyło się wykorzystanie paliw kopalnych, głównie węgla i gazu. Produkcja energii z pracy wiatraków spadła aż o 18 proc. Przyczyna? Słaby wiatr. Nie wiało... Pochmurno było... mało słońca. Udział energii odnawialnej w Niemczech spadł do około 58 proc., głównie z powodu mniejszej produkcji wiatrowej. Ogólnie to elektrownie węglowe wyprodukowały więcej energii niż systemy fotowoltaiczne. A Niemcy więcej energii importują (głównie z Francji), niż eksportują, co wpływa na bilans energetyczny kraju.
Według danych niemieckiego Federalnego Urzędu Statystycznego udział węgla w produkcji energii elektrycznej wzrósł z 20,9 proc. w pierwszej połowie 2024 roku do 22,7 proc. Jednocześnie udział gazu w miksie energetycznym zwiększył się o 1,7 punktu proc., osiągając 16,2 proc. Łącznie paliwa kopalne odpowiadały za 42,2 proc. produkcji energii, a jej całkowita ilość wzrosła o 10,1 proc. do 93,2 mld kWh. Chcecie wiatraki? To postawcie je sobie na własnej posesji i podepnijcie do domu... i dmuchajcie...
Zeszły tydzień. Sympatyczna starsza pani lekko się uśmiecha, jak przekazuję jej wynik badania echokardiograficznego.
– A wie pan, że moja córka też jest lekarzem. Też dojeżdża codziennie do pracy, bo mieszka w Berlinie. Tylko pracuje w Neuruppin. Ale jeszcze trochę... kończą budowę domu tam niedaleko...
– E... Po co? – odpowiadam. – Tam jest takie dobre połączenie. Sam tam pracowałem, jak mieszkałem w Berlinie.
– Panie doktorze, to nie o to chodzi... Chodzi o szkołę... Widzę, jak ten blask w szarych oczach lekko przyćmiewa, uśmiech znika, pojawia się wyraz takiej jakieś rezygnacji... – Chodzi o wnuczkę. W klasie, tam w Berlinie, jest jedynym dzieckiem niemieckim.

