Powiat
Kiedyś była placówka. Teraz jest dom
Wielkimi krokami zbliża się jubileusz 20-lecia powstania Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej Wielofunkcyjnej w Więcborku. Przez te wszystkie lata przewinęło się tam ponad 300 dzieci. Wiele z nich znalazło prawdziwy dom i rodzinę, inne zdobyły wykształcenie i usamodzielniły się. O trudnych początkach oraz losach wychowanków z dyrektor Beatą Lidą rozmawia Robert Środecki.
- Od powstania Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej Wielofunkcyjnej w Więcborku minęło już 20 lat. Proszę przypomnieć naszym Czytelnikom, jak to się wszystko zaczęło?
– Na początku lat dwutysięcznych władze powiatu podjęły decyzję o utworzeniu placówki opiekuńczo- -wychowawczej dla dzieci. Decyzję o powołaniu do życia naszej placówki podjął razem z zarządem powiatu starosta Stanisław Drozdowski. Przewodniczącą rady była wówczas Anna Szuca. Oni wywołali uchwałę o powołaniu placówki opiekuńczo- -wychowawczej. Zarząd powiatu chciał wyłonić dyrektora. Ja przystąpiłam do konkursu i z dniem 1 kwietnia 2006 zostałam powołana. Pierwszym etapem było przygotowanie budynku. Trwały remonty, później musieliśmy wyposażyć obiekt i przeprowadzić proces rekrutacji personelu i kadry. Wszyscy byliśmy nowi. Nie było nikogo, kto miał doświadczenie z pracy w podobnej placówce. Nie ukrywam, że moja wiedza była książkowa. Dzieciaki też były nowe więc wszyscy uczyliśmy się siebie nawzajem. Pierwsze dzieci przyszły do nas na początku sierpnia 2006 roku. Wszystko zaczęło się tutaj w budynku przy Alei 600 - lecia w Więcborku. Mieliśmy do dyspozycji dwa piętra. Byliśmy tu wszyscy razem, czyli 30 dzieci, wychowawcy i całe personel. Znałam każde dziecko bardzo dobrze. Dzisiaj się to trochę pozmieniało, ponieważ jesteśmy rozproszeni.
- Potem był następny ważny krok. Utworzyliście kolejną placówkę w Małej Cerkwicy.
– Z czasem uznałam, że fajnie by było, gdybyśmy utworzyli w innym miejscu placówkę dedykowaną małym dzieciom. Podjęłam ten temat z zarządem powiatu. Zamysł był taki, aby tutaj w budynku na 600- lecia w Więcborku przebywały starsze dzieci, a nowa placówka w innym miejscu była dla młodszych dzieci. Zarząd powiatu wyraził zgodę i zaaprobował ten pomysł. Rozpoczęły się poszukiwania miejsca, gdzie by można było utworzyć nową placówkę. Udało się ją stworzyć w Małej Cerkwicy w budynku po dawnej szkole. Pozyskaliśmy środki unijne na rozbudowę. Po otwarciu placówki w Cerkwicy nie przenosiliśmy tam młodszych dzieci, bo uznaliśmy, że dzieciaki, które są u nas w Więcborku, już się tutaj wpasowały i zaadaptowały. Wszystkie dzieci bez wyjątku zostały w Więcborku. Placówka w Cerkwicy powstała w 2011 roku. Starostą był wówczas Tomasz Cyganek. Zainteresowanie nową placówką było bardzo duże. Trafiły tam zupełnie nowe dzieci.
- Ważnym momentem w 20 – letniej działalności placówki była budowa tzw. czternastek.
– Tak. Był to kolejny etap rozwoju. W latach 2015- 2016 narodził się pomysł budowy zupełnie nowych domów przy szpitalu, tzw. czternastek. Znowu udało się pozyskać środki unijne na budowę. W tamtym czasie marszałek województwa podjął decyzję o przydzielaniu dotacji na budowę takich domów. To było bardzo dobre posunięcie. Przed wybudowaniem tych domów nasze dzieci często mówiły „idziemy do placówki”. Jak inwestycję udało się zrealizować i nasi wychowankowie się tam przenieśli, to przestali mówić o placówce, tylko zaczęli mówić o prawdziwym domu i tak jest do dzisiaj. Obecnie w naszych placówkach przebywa 56 dzieci (4 x 14). Na 600- -lecia nie ma już dzieci. Zostało tylko mieszkanie chronione dla wychowanków usamodzielniających się. Mieszka w nim dziewczyna.
- Ile dzieci przewinęło się przez placówkę przez te wszystkie lata?
– W latach 2006-2026 przez nasz dom przeszło 320 osób; 72 dzieci trafiło do rodzin zastępczych.
- Co się dzieje z dzieckiem, które kończy 18 lat i wkracza w dorosłość?
– W starej ustawie było tak, że dzieci do 18. roku mogą u nas mieszkać, a potem muszą nas opuścić. W nowej ustawie dokonano takiego wpisu, że wychowankowie, którzy skończyli 18 lat i kontynuują naukę, mogą u nas przebywać. Są traktowani jak wychowankowie. Muszą się stosować do regulaminu. W praktyce mogą z nami być do 25. roku życia i tak się dzieje. Potem musimy się pożegnać. Uważam, że jest to dla nich dogodny moment. Dobrą robotę ułatwiającą im start zrobiło świadczenie 500 plus, a potem 800 plus.
- Dlaczego?
– Początkowo dzieci przebywające u nas nie kwalifikowały się i nie otrzymywały tego świadczenia, ale przyszedł taki moment, gdy dokonano korekt w ustawie i dopisano również dzieci przebywające w placówkach opiekuńczo-wychowawczych. Pozwolono na wnioskowanie o świadczenie dla naszych wychowanków. Przysługuje ono każdemu dziecku od urodzenia do 18. roku życia. Utworzyliśmy specjalne konto dla tych środków. Każde dziecko posiada swoje subkonto i tam są gromadzone pieniądze z tego świadczenia. Całą kwotę dzieci otrzymują, gdy opuszczają naszą placówkę. Większość wychowanków odchodzących, usamodzielniających się wykorzysta te pieniądze we właściwy sposób. Mam prawo skorzystać ze środków przypisanych do danego wychowanka na realizację bieżących potrzeb. Odbywa się to na wniosek wychowanka. Są zalecenia, na co mogą je wydać. Te pieniądze są na rozwój dziecka. Są przypadki, gdy nasi wychowankowie oprócz środków z 800 plus mają przyznane renty po rodzicach. Wówczas po opuszczeniu naszej placówki otrzymują okrągłe sumki.
- Czyli jak wasi wychowankowie wkraczający w dorosłość was opuszczają to mają środki do życia na start. Nie muszą się martwić o to, że nie będą mieli, za co wynająć mieszkania.
– Ostatnio dziewczyna w wieku 18 lat opuściła naszą placówkę i na odchodne otrzymała 66 tys. zł. Tyle jej się nazbierało przez te lata.
- Czy po wyjściu w jakikolwiek sposób monitorujecie losy swoich wychowanków?
– Nie mamy takiego obowiązku, ale oni się sami monitorują i z nami utrzymują kontakt. Na naszym jubileuszu, który zbliża się wielkimi krokami, będzie wielu naszych byłych wychowanków, którzy wezmą udział w debacie. Będą opowiadali, co się z nimi działo po wyjściu. Oni się nie mogą doczekać. Będą wśród nich osoby, które skończyły 30 lat. Nasi wychowankowie zdobywają wykształcenie, wyjeżdżają za granicę i zakładają rodziny. To, że wielu z nich chce przyjechać na nasz jubileusz, to dla nas ogromny sukces. Docierają do nas również negatywne informacje na temat naszych wychowanków. Wiem, że 6 z nich już nie żyje. Okoliczności były różne.
- Jeszcze kilkanaście lat temu domy dziecka lub placówki opiekuńczo-wychowawcze wywoływały negatywne emocje, ale to się zmieniło. Są to nowoczesne obiekty, a dzieciakom niczego nie brakuje.
– Tak, bo jesteśmy otwarci i wychodzimy na zewnątrz. Podam jaskrawy przykład tego, jak jest u nas. Trafiła do nas dziewczyna namówiona przez naszą wychowankę. Nasi wychowankowie opowiadają w szkole swoim kolegom i koleżankom, jak u nas jest fajnie, gdzie wyjeżdżają, co mają i co robią. Ta dziewczyna została zmanipulowana i doszła do wniosku, że będzie miała u nas lepiej niż w rodzinnym domu. Ostatecznie dziewczyna wróciła do domu. Nasi wychowankowie mają dobrze, niczego z rzeczy materialnych im nie brakuje, ale nie mają tego, co najważniejsze.
- Dziękuję za rozmowę i życzę udanego świętowania podczas jubileuszu.