Felieton Radka Skórczewskiego
Mamy sukces (wir haben Erfolg)
Któregoś dnia siedziałem przy komputerze na moim INK-u, przeglądając dane pacjentów, kiedy przysiadła się do mnie Angela, korpulentna siostra, która z niejednego szpitalnego pieca chleb jadła. Była co prawda przydzielona do mojego oddziału, ale że była wykształconą siostrą anestezjologiczną, czasami robiła też dyżury na OIOM-ie. W ręku trzymała dwa kubki kawy...
– Skorti - kawki? – rzuciła w moim kierunku... Wie, że jestem kawoszem, dobrej kawy nie odmówię... Coś ją gryzie. Wierci się na krześle, miesza łyżeczką w kubku, a przecież nie słodzi...
– Wiesz, przedwczoraj miałam dyżur na OIOM-ie... – dalej się wierci.
– I wiesz, był wypadek na autobanie, skasowali busa i taką jedną w czarnej chuście przywieźli do nas z tego wypadku na obserwację, zrobili jej tomograf, ale nic nie było... I wiesz, jak ona poszła do toalety, jak już jej pozwolili wstać..., to ja jej poprawiałam poduszki na łóżku (niemiecki Ordnung jest głęboko zaszczepiony w starszym pokoleniu), i wiesz, tam były trzy paszporty! Wszystkie na nią! W każdym było jej zdjęcie. I w każdym były inne dane! Jak to jest możliwe?
– To były pewno fałszywki – mówię. – Zgłosiłaś to na policję?
– Nie.
Niemieckie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ogłosiło sukces (Wir haben Erfolg) w polityce migracyjnej. Otóż, według ministerstwa, liczba obywateli Syrii mieszkających za Odrą wyraźnie spadła w ostatnim czasie. Statystyki pokazują zjazd z poziomu około 974 tysięcy w 2024 roku do obecnych 940 tysięcy. Jednak nie oznacza to wcale, że uchodźcy masowo pakują walizki i wyjeżdżają. Bo wyjechało niecałe 1000 osób od czasu upadku Assada i osadzenia w Damaszku przez Turków islamisty.
Prawdziwy powód tej zmiany jest czysto urzędowy. Ponieważ ogromna grupa imigrantów spełniła warunki integracyjne, masowo otrzymują oni niemieckie paszporty. Warunki pozwalające uzyskanie obywatelstwa niemieckiego zostały w ubiegłych latach przez lewicowo-socjalistyczny rząd kanclerza Scholza bardzo obniżone. Obecnie wystarczą 3 lata pobytu w RFN, aby ubiegać się o obywatelstwo niemieckie. Trzeba zdać jeszcze tylko egzamin, którego pula pytań jest powszechnie znana i tak naprawdę jest to łatwizna. Ja bez przygotowania zrobiłem 97 na 100 pytań poprawnie. W rezultacie w tabelkach przestali figurować jako obcokrajowcy, a stali się pełnoprawnymi obywatelami RFN. Skala tego zjawiska jest imponująca, bo tylko w samym 2025 roku procedurę naturalizacji przeszło aż 83 150 Syryjczyków. Najwięcej w rządzonym przez lewicowo-tęczową koalicję Berlinie.
Co ciekawe, sytuacja polityczna w ich ojczyźnie na razie nie wpływa na decyzje o wyjeździe. Chociaż reżim Asada upadł, jak dotąd jedynie nieliczni zdecydowali się na powrót do domu. Zatem większość woli budować swoją przyszłość w Europie, formalizując swój pobyt nowym obywatelstwem. Statystyczny spadek liczby Syryjczyków to więc tak naprawdę wzrost liczby „nowych Niemców”. Tylko że duża część z nich nawet nie jest w stanie dogadać się po niemiecku... Jak zdali test? Po prostu działają zorganizowane grupy przestępcze, które oferują zdanie testu... Kto się zorientuje na egzaminie, że ten tu Abdul to nie ten Abdul... tylko inny. Ahmed. Więc nie dziwcie się, że w oficjalnych statystykach rządowych nie ma już Niemców, a jest pojęcie obywatele niemieccy... A to cholernie szerokie pojęcie. Osobniki będące zawartością tego pojęcia czasami nawet nie mówią po niemiecku. Taka drobnostka.
„Dzień dobry, osoby ubiegające się o azyl odeszły”
W „Die Welt” obszerny artykuł o znikających azylantach.
Okazuje się, że prawie co dziesiąta osoba ubiegająca się o azyl znika z miejsca zakwaterowania w Nadrenii-Palatynacie. Jak się okazuje w tym landzie (Nordrhein-Westfalen) prawie co dziesiąta osoba ubiegająca się o azyl po prostu wyprowadziła się z miejsca zakwaterowania w ciągu ostatnich 18 miesięcy. Dokąd? Nie wiadomo. Szambo wywaliło po wycieku danych w ośrodka dla azylantów w Bitburgu. Pracownik ochrony wielokrotnie przesyłał e-mailem wewnętrzne listy z nazwiskami tak zwanych „odchodzących” mieszkańców. Zero reakcji. Według gazety „Die Welt” od 1 lipca 2024 r. do końca zeszłego roku 923 osoby ubiegające się o azyl po prostu zniknęły. W tym samym okresie Nadrenia-Palatynat przyjęła 10 120 osób ubiegających się o azyl. To daje odsetek osób zaginionych do 9,1 procent. Czyli co 10. azylant się ulotnił... A jak to wygląda w innych landach...? Na razie milczenie. Tajemnicą poliszynela jest, iż tzw. azylanci posiadają kilka różnych dowodów tożsamości, nadawanych przez naiwnych niemieckich urzędników. Z jednym zarejestrują się w tym landzie, z innymi dokumentami w kolejnym. A kasa socjalna leci na otwarte na różne dokumenty konta. Nikt tego nie kontroluje... Bo każdy land to oddzielny system... A wystarczyłoby wprowadzić aplikację na linie papilarne...
Jak już kiedyś wspomniałem gazeta „Die Welt” (prenumeruję) zajęła się ostatnio zorganizowaną przestępczością w Niemczech. Mają chłopaki w gazecie niezłe cohones, bo to temat dość szorstki.
W zeszłym tygodniu postawiono w Berlinie policję w stan gotowości. Berlin był świadkiem niezwykłego pożegnania, które bardziej przypominało zjazd zarządu wielkiej korporacji, niż typową ceremonię żałobną. Jednak w tym przypadku chodziło o zarząd świata przestępczego. W wieku 62 lat zmarł Mehmet K., znany jako „Kurdyjski Mehmet”, kończąc pewną epokę w historii niemieckiego półświatka.
Jego biografia to gotowy scenariusz na film. Przybył do Niemiec jako 17-latek, zaczynał skromnie jako tokarz. Mimo to szybko porzucił pracę fizyczną, by zbudować fortunę na zakładach bukmacherskich i nieruchomościach. W rezultacie stał się postacią, która łączyła zwaśnione klany tureckie, arabskie oraz gangi motocyklowe.
Jeszcze w grudniu zeszłego roku jego willa została ostrzelana przez zamaskowanych sprawców. Chociaż Mehmet K. przeżył ten zamach i wyznaczył pół miliona euro nagrody za wskazanie winnych, pokonała go ciężka choroba.
Pogrzeb w dzielnicy Neukölln stał się demonstracją siły gangów. Wśród tysiąca żałobników pojawili się przedstawiciele potężnych klanów Remmo i Al-Zein oraz członkowie Hells Angels. Policja musiała zabezpieczać teren setkami funkcjonariuszy, obawiając się incydentów. Służby ostrzegają, że teraz, gdy zabrakło „ojca chrzestnego”, na ulicach Berlina może wybuchnąć krwawa walka o sukcesję i wpływy.
Berlin to nie tylko Unter der Linden, Reichstag i Brama Brandenburska. To jest na filmach. Prawdziwy Berlin jest kilka przecznic dalej. A to nie jest Berlin, który poznałem przed 20 laty.
Dzisiaj (wtorek) w brandenbursko-berlińskiej telewizji RBB, jak i w radiu hitem jest sytuacja w berlińskiej policji. Jak już kiedyś wspomniałem, w Niemczech istnieje zarówno policja federalna (Bundespolizei), jak i policje landów (Landespolizei), takie jak np. w Berlinie.
Otóż berlińska policja nie może znaleźć wystarczającej liczby odpowiednich kandydatów na wakaty. A jest ich 300. Oto, co powiedziała szefowa policji Barbara Slowik Meisel w poniedziałek w Komisji Spraw Wewnętrznych Izby Reprezentantów: – Mamy bardzo poważny problem ze znajomością języka niemieckiego, niezależnie od narodowości – powiedziała. – Nie chcę uderzać w system szkolnictwa, ale jest problem z poziomem wykształcenia, z tym młodzi ludzie kończą szkołę.
Wielu kandydatów nie zdaje testów językowych, gdzie wymagane jest co najmniej 80 procent poprawnych odpowiedzi znajomości języka niemieckiego. W tym roku test to dyktando składające się z... 200 słów niemieckich. Być może, gdyby chodziło o słownictwo arabskie, wyniki byłyby lepsze...
Jednak wymagania nie są w żadnym wypadku zbyt wysokie i nie można ich dalej obniżyć, podkreśliła. Są one i tak nieco niższe w berlińskiej policji w stosunku do innych landów. Dlatego berlińska policja oferuje własne kursy korepetycji dla kandydatów z przedmiotu niemieckiego i tym samym ma nadzieję na poprawę.
Z rocznej puli 1224 miejsc szkoleniowych w policji berlińskiej tylko 936 miejsc zostało zajętych w zeszłym roku, jak powiedziała senator spraw wewnętrznych Iris Spranger (SPD). W tym samym czasie policja reklamuje się w mediach na wszelkie sposoby i pomimo tego jest tak mało kandydatów. Nie dziwi mnie to... Już przed 15 laty senator berliński Thilo Sarrazin w książce „Deutschland schafft sich ab” - „Niemcy się wykańczają” opisywał katastrofalny poziom szkolnictwa w Berlinie. Większość dzieciaków ma korzenie migracyjne i nie przejawiają chęci do nauki. Mój niemiecki kolega z pokoju jest szczęśliwy, że jego dzieci chodzą do polskiej szkoły w Szczecinie.
Nic dziwnego, że moi znajomi ze szpitala chętniej jeżdżą na zakupy do Szczecina, niż do Berlina…
A... w zeszłym tygodniu przy zachodnim brzegu Odry przy Wałach Chrobrego zacumował nasz „Jantar”, nowy polski prom, zbudowany w Gdańsku... Nie da się? Da się! Trzeba tylko chcieć... Piękny jest...
