Felieton Radka Skórczewskiego
Puchar Afryki w Europie
– I jeszcze jedną sznekę z glancem proszę. Ekspedientka patrzy na mnie i się uśmiecha pod nosem. Łapie za szczypce i jeszcze ciepłą sznekę wkłada do papierowej torebki. Nie zamyka jej, żeby drożdżówka nie zaparowała. Oddaję jej uśmiech.
– Co, rzadko się to już słyszy? – pytam.
– A nie, czasami to jeszcze ktoś tak zagada. Pan to chyba tutejszy?
– No jo, w sumie tak... część rodziny jest z Bydzi... Ile płacę?
- Gotówką czy kartą?
– Kartą. Wyciągam moją kartę bankomatową i przykładam do terminala. Pika..., przeszło.
– A co ona taka inna jest? – pyta sprzedawczyni. Koleś stojący za mną tak z ciekawością zerka mi przez ramię. Dopiero teraz zauważam, że ma czapeczkę z logo Zawiszy. Jestem w starej rodzinnej piekarni na starym Szwederowie, mateczniku ultrasów bydgoskiego klubu. Moja karta jest w barwach bordowo-granatowych ze złotym gryfem pośrodku.
– To jest karta w barwach Pogoni Szczeci – tłumaczę.
– Aha, potakuje ekspedientka, nie wiedziałam, że takie robią. Wyjaśniam kobiecinie, że w PKO BP jest taka usługa, można sobie wyrobić kartę bankomatową w barwach ulubionego klubu ekstraklasy. Więc mam kartę w barwach Pogoni Szczecin. Jestem po prostu tzw. „Pogoniarzem” - fanem klubu szczecińskiego. Zawsze lubiłem piłkę, a mieszkając pod Szczecinem po prostu przesiąkłem atmosferą tego klubu. Poszedłem raz i załapałem bakcyla. Nie latam na każdy mecz, ale jak mam czas i chętnych kumpli, to idę na stadion im. Krygiera. Atmosfera jest zawsze super, czysto, schludnie, nawet czasami z dzieciakami chodziłem na trybuny rodzinne. Tylko raz byłem świadkiem burd, ale wywołanych przez kibiców gości. Ale tu, na Szwederowie lepiej nie epatować symbolami Pogoni. Na aucie mam też naklejkę loga Pogoni, podkładki pod tablicę rejestracyjną mają też barwy bordowo-granatowe, tak więc auta nie zostawiłbym na noc w centrum Szwederowa. Bo Zawisza ma tzw. „kosę” z Pogonią. Kiedyś, siedząc koło trybuny gości, którzy mieli kosę z Pogonią, usłyszałem chór kibiców: „Zawisza Bydgoszcz, Zawisza Bydgoszcz”... To ultrasi z Bydzi pomagali swoją obecnością fanom drużyny przeciwnej. Wiem, że fani obu drużyn nie pałają do siebie miłością. I tak na przykład na Marszu Niepodległości ręki sobie nie podają, a o co poszła ta kosa, tego nie wiem. Na Pogoń przyjeżdżają także fani z Niemiec. W takim Neubrandenburgu jest nawet oficjalny klub Pogoni. Bo po tamtej stronie Odry najbliższy jakiś znany klub to słynna Hansa Rostock albo Union Berlin, czy Hertha Berlin. Obecnie w Niemczech jest taka trochę żałoba, ponieważ w półfinale ligi mistrzów Bayern Monachium tylko zremisował na własnym podwórku z paryskim PSG (Paris Saint Germain). Zespół PSG zakwalifikował się do finału LM po remisie 1:1 w Monachium, gdyż w pierwszym meczu u siebie wygrał 5:4. Bawarczycy poszli zalewać smutki piwem w licznych knajpach piwnych rozrzuconych po całym centrum miasta. Poszli, popili, pewnie kilka osób się zalało w sztok i... Nic więcej. Poszli następnego dnia do pracy.
Tymczasem w Paryżu... o finał LM. I się zaczęło „Na początku tzw. kibice zaczęli świętować, podpalając kosze na śmieci, potem poszły pod ogień samochody. Sytuacja w XVI dzielnicy osiągnęła punkt kulminacyjny, kiedy grupy agresywnych osób próbowały wtargnąć na obwodnicę Paryża. Do neutralizacji zamieszek włączono brygadę BRAV-M - „Brigades de Répression de l’Action Violente Motorisées”, specjalną zmotoryzowaną wysoce mobilną jednostkę policyjną. Policjanci jeżdżą na motocyklach dwójkami, przez co są bardziej mobilni, niż gdyby musieli się przebijać transporterami. Z daleka wyglądają jak bojówki Maduro z Wenezueli. W funkcjonariuszy rzucano kamieniami i petardami, co zmusiło specjalne jednostki policji do zastosowania środków kontroli tłumu. W ruch poszedł gaz łzawiący i granaty hukowe. Ostateczny bilans to 2 ofiary śmiertelne (17-letni chłopak zasztyletowany, 23-letni motocyklista zabity), 192 rannych w tym policjanci (jeden w śpiączce), 559 aresztowań, 264 spalone samochody, splądrowane wystawy sklepowe i zdewastowane sklepy na Polach Elizejskich. Czy mnie to dziwi? Już nie. Niemcy, którzy przegrali u siebie, nie zrobili żadnych burd. Po prostu poszli na sznapsa czy też na parę browarów, potopili smutek w alkoholu... i ruszyli do domów. Tymczasem to w stolicy Francji, gdzie mecz się nie odbywał, doszło do masowych rozrób. Ale to nie jest nowość. W styczniu i grudniu do zamieszek doszło w wielu miastach Holandii i Belgii wywołanych przez kibiców, które były powiązane z Pucharem Euro... Tfu... nie... nie Europy... Afryki. Szczególnie nocy z 18 na 19 stycznia w Hadze wybuchły masowe zamieszki po porażce Maroka z Senegalem 0:1 w finale Pucharu Narodów Afryki. Maroko przegrało. Agresywne grupy młodzieży zebrały się w dzielnicy Schilderswijk na obrzeżach stolicy Holandii - Hagi. Sfrustrowani porażką Marokańczycy zignorowali policyjne rozkazy rozejścia się, co skłoniło do interwencji mobilną brygadę policji. Chuligani mieli rzucać fajerwerkami w funkcjonariuszy organów ścigania, w tym funkcjonariuszy patrolujących okolicę na rowerach (sic!). Doniesiono, że funkcjonariusze policji musieli użyć siły, aby przywrócić porządek. Podobne incydenty odnotowano w innych holenderskich miastach. W Amsterdamie również wezwano mobilne jednostki policji. W Rotterdamie, według doniesień lokalnych mediów, zaobserwowano oficjalnie „ogromne tłumy i niepokoje społeczne”. Ile spalono samochodów, nie podano. Także w Paryżu wywołano tego dnia rozróby. Ale w stolicy Francji zamieszki wzniecili z kolei rozentuzjazmowani Senegalczycy. Policja użyła tam również gazu łzawiącego. Aut spalono kilka. No cóż, takie świętowanie meczów ma też swoje plusy... Zyskuje przemysł samochodowy. Kilkaset spalonych samochodów trzeba zastąpić innymi pojazdami.
Tak... nasi kibice też nie są święci, ale u nas nie dochodzi nawet w ułamku do takiej patologii, jaką serwują w miastach Europy Zachodniej tzw. „kibice” tamtejszych klubów. Owszem, chłopaki się naparzają na ustawkach. Ostatnio ultrasi Jagi zamierzali się spotkać z ultrasami Pogoni, ale zapobiegła temu policja (Jaga wygrała z Portowcami 3:2), ale nikt nie demoluje miast. Tam nie było nawet utarczek z kibicami przeciwnika. Po prostu masy imigranckie z północnej Afryki, głównie z północno-zachodnich przedmieść Paryża, w ramach kulturowego ubogacania europejskiej cywilizacji znajdują zawsze pretekst, aby zrobić rozróby, podpalać sklepy, podpalić samochody. Tak samo jest w krajach Beneluxu, gdzie jest duża ilość migrantów z północnej Afryki. A przodują oni w holenderskich statystykach przestępczości oraz wśród osób pobierających świadczenia socjalne, które są bezrobotne i nie poszukują pracy. Czy w Maroku jest wojna? Nie! A w Senegalu? Też nie!
Jeżeli nic nie zrobimy w tym kierunku i pozwolimy na to, co zrobiły sobie kraje Europy Zachodniej, wpuszczając masy o zupełnie innym poziomie „kultury”, to za dwie dekady w Polsce może wyglądać podobnie. I dotknie to nie tylko nas, ale także nasze dzieci.
