Felieton Radka Skórczewskiego

Somalia

Radek Skórczewski, 09 styczeń 2026, 09:30
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Klucz Blackhawków przelatuje nad plażą, o którą rozbijają się fale Oceanu Indyjskiego. Powoli na horyzoncie pojawiają się białe domki. To pierwsze zabudowania stolicy Somalii, Mogadiszu. W tle fantastyczna muzyka Hansa Zimmera, w którą wplótł lokalne melodie. To obraz z jednego z najbardziej kultowych filmów batalistycznych „Black Hawk down.”
Somalia
W okresie okołoświątecznym przez internet przewaliła się inba związana z uznaniem Somalilandu przez Izrael. Somaliland ogłosił secesję od Somalii w 1991 roku i od tamtej pory zdołał zbudować funkcjonujący organizm państwowy z demokratycznie wybieranym prezydentem i parlamentem. Dokumenty o nawiązaniu pełnych relacji dyplomatycznych i gospodarczych podpisano podczas zdalnego połączenia.
Izrael jest pierwszym krajem, który to zrobił, choć teoretycznie Somaliland ogłosił niepodległość po oderwaniu się od upadłej Somalii w 1991 roku. Somaliland leży w Afryce Wschodniej nad Zatoką Adeńską. Graniczy z Dżibuti, Etiopią i Puntlandem - inną częścią Somalii. Premier Izraela, Bibi Netanjahu, okazał się ponownie bardzo zręcznym graczem na arenie międzynarodowej, dając potężnego prztyczka w nos rozpychającym się w Afryce takim krajom jak Turcja czy Arabia Saudyjska. Raczej bez pozwolenia Pomarańczowego zasiadającego w Białym Domu tego nie zrobił. Izrael w ten sposób uzyskuje przyjazne terytorium nad Zatoką Adeńską, co może mieć znaczenie w kolejnych rundach wojny z Iranem w wspieranymi przez nich Huti w Jemenie. Baza wywiadowcza, sił specjalnych czy wręcz lotnisko nad Oceanem Indyjskim będą tu nieocenione. Dla władz w Hargejsie to krok w kierunku międzynarodowego uznania, a co za tym idzie, inwestycji i rozwoju terytorium, które w dużej mierze uniknęło koszmaru somalijskiej wojny domowej.
Somaliland to tak naprawdę dawne Somali Brytyjskie (ang. British Somali). Wielka Brytania objęła to terytorium swoim protektoratem w 1884 roku, a 26 czerwca 1960 roku Somali Brytyjskie uzyskało niepodległość, by już 1 lipca wraz z terytorium powierniczym Somalii utworzyć Republikę Somalii. 18 maja 1991 roku, w wyniku załamania się rządu somalijskiego, Somaliland wystąpił z unii i ogłosił swoją niepodległość. Nowe państwo nie zostało uznane przez społeczność międzynarodową, ale uniknęło koszmaru somalijskiej wojny domowej. 
Tymczasem w pozostałej części Somali Brytyjskiego chaos, grabierze, niestabilność gospodarcza, ciągła wojna domowa, głód doprowadziły do tego, iż setki tysięcy ludzi uciekło z kraju. 
Dużo emigrantów z Somalii ulokowało się w amerykańskim stanie Minnesota. Z uwagi na biedę tej części nowego społeczeństwa założono tam wiele fundacji, których celem był jego rozwój i wyrównywanie szans na rynku pracy. Płynęło do nich dużo pieniędzy z funduszy socjalnych. Młody youtuber z USA, Nick Shirley, postanowił sprawdzić, co się dzieje z pieniędzmi przeznaczonymi na opiekę nad dziećmi w somalijskiej społeczności. Okazało się, że powstało mnóstwo „firm” opieki dziennej dla dzieci, gdzie nie było ani jednego dziecka. Puste lokale, zero maluchów, a mimo to pieniądze płynęły strumieniami, mówi się o milionach dolarów z budżetu stanowego i federalnego. Shirley i jego towarzysze sprawdzili kilkadziesiąt takich miejsc - w większości pustki, a przelewy szły regularnie. Klasyczna afera z fikcyjnymi fakturami i firmami „słupami”. Obecnie senator Timm Walz musi się mocno tłumaczyć przed Kongresem. Podobna historia wyszła na jaw w Szwecji. Tam dziennik „Expressen” zrobił bardzo podobne śledztwo. Też Somalia, też opieka nad dziećmi, też wielkie pieniądze, które w części trafiały nawet do organizacji powiązanych z terroryzmem. Mówimy o dziesiątkach milionów koron szwedzkich, które po prostu znikały.  
Śledztwo Expressen (największej szwedzkiej gazety) ujawniło, iż Abdirizak Waberi - były członek parlamentu szwedzkiego, wyprowadził 12 milionów koron poprzez fałszywe faktury IT. Pieniądze trafiły na kluby turystyki seksualnej w Tajlandii, luksusowe hotele i jego własną partię islamistyczną w Somalii.
 
A teraz Niemcy, gdzie znaleziono fikcyjne hotele dla uchodźców, puste obiekty, za które płacono setki tysięcy euro miesięcznie. A najjaśniejszą gwiazdą na firmamencie dojenia kasy z niemieckiego systemu socjalnego był Ayub Abdirizak, którego filmy na TikToku i posty na Facebooku docierają do setek tysięcy osób. Abdirizak, którego zwolennicy znają jako „Kabtan Ayub”, sieje w sieci nienawiść i przemoc wobec rywalizujących ze sobą klanów somalijskich. Ayub Abdirizak przyjechał do Niemiec w 2017 roku. Mieszkał tu przez siedem lat, jednocześnie rozwijając swoją karierę w mediach społecznościowych. Jego działalność przez długi czas pozostawała ukryta przed władzami niemieckimi. W filmie z 2022 roku „Chwyć za broń i walcz” radzi swoim zwolennikom wspinać się na wysokie budynki, aby dostrzec wrogów z daleka. „Zastrzel każdego umundurowanego mężczyznę”, żąda. A także celuje w cywilów. „Jeśli nie wpuszczą ciebie do swojego domu, zastrzel go, wpakuj mu dziurę prosto pysk.”
 
Jak dowiedział się zespół śledczy Deutsche Welle wraz z redaktorami ARD Kontraste, władze niemieckie dość późno zdały sobie sprawę z wezwań Abdirizaka do przemocy. W wyniku śledztwa dziennikarskiego okazało się, że nie on jeden z terenu Niemiec nawołuje do nienawiści w Somalii. Zanim go aresztowano, zwiał do Afryki, do Somalii.
 
Powyższe przykłady pokazują, jak społeczności migranckie pod przykrywką pomocy socjalnej drenują systemy opieki w krajach, do których udają się, uciekając przed tzw. przemocą. Sami unikają pracy, migają się od jakiejkolwiek odpowiedzialności, wszelkie porażki zwalają na nieefektywny system integracji. Dodatkowo w Niemczech mamy system translandowej turystyki. Meldujesz się w urzędzie socjalnym w jednym landzie z dziećmi, następnie pod innym nazwiskiem w kolejnym landzie z innymi dziećmi …i tak dalej. Kto sprawdzi biedną muzułmankę? Przecież oni wszyscy wyrzucają swoje własne dokumenty. I pamiętaj, Drogi Czytelniku, że w ich mniemaniu to nie jest żadne oszustwo. Tu działa mechanizm muzułmańskiej takkiji. To oszukiwanie niemuzułmanów w celu uzyskania korzyści przez muzułmanów. Dla nas Europejczyków to jest chore, dla nich to… normalne zachowanie. Państwo niemieckie sponsoruje wszystkim rozmaite kursy językowe, oni chodzą na nie, bo inaczej nie otrzymają wsparcia finansowego. Ale się nie uczą… bo jeżeli zdadzą pewien poziom językowy, to będą w stanie starać się o pracę... Ale nie... Po co...? Lepiej się nie uczyć... Więc durne państwo niemieckie wyśle takiego delikwenta na kolejnym kurs... i kolejny... I tak rok za rokiem mija. A po niemiecku ni w ząb. No bo to trzeba naprawdę mieć niewiele pod deklem, aby po roku kursu językowego nie być w stanie przedstawić się po niemiecku. Ja porozumiewam się w 5 językach... jeszcze do niedawna, z automatu przestawiałem się na rosyjski, angielski czy francuski, tylko po to, aby wytłumaczyć coś danemu pacjentowi. Ale tego już nie robię od pewnego czasu. Po prostu mówię w języku Goethego, o co chodzi i fertych... jeżeli ktoś od kilku lat jest w Niemczech i mnie nie rozumie... to nie mój problem. Nie mam czasu na to, aby pani owinięta w czarną szmatkę podsuwała mi pod nos iphonika i włączała funkcje „translate”.
 
Emigranci z Somalii, według urzędników agencji pracy, uznawani są jako jedni z tych, którzy szerokim łukiem omijają jakiekolwiek oferty pracy... Zresztą nie ma ich wiele dla nich, ponieważ nie mają... żadnych kwalifikacji. Uznanie Somalilandu na arenie międzynarodowej jest małym światełkiem w tunelu, które może dalej się rozprzestrzeni na całą pozostałą Somalię i potok uchodźców z Rogu Afryki zmaleje. 
Ja mam tylko nadzieję, że ten cały imigrancki, głównie muzułmański burdel nie dotknie naszej ojczyzny. Chociaż patrząc na tych probrukselskich idiotów, którzy robią wszystko, co Ursula von coś tam zarządzi, to mam ku temu wątpliwości. I nie będzie zmiłuj się... wcisną nam ten pakt migracyjny... 
 
A jeżeli ktoś jest za przyjmowaniem migrantów z Afryki... to niech przyjmie paru pod swój dach... Ciekawe, jak długo wytrzyma...