Więcbork
Chwilowa pułapka na kierowców
Wystarczyła chwilowa zmiana znaku drogowego przy ulicy Złotowskiej, a natychmiast uaktywnili się tam lokalni policjanci, wyrabiając plany mandatowe i podnosząc statystyki aktywności. Przekonała się o tym pani Agnieszka, która mandatu nie przyjęła i teraz walczy w sądzie. Nie chodzi jej jednak o mandat za wykroczenie drogowe, a o sposób traktowania przez funkcjonariuszy.
– Od 19 lat razem z mężem prowadzimy działalność gospodarczą przy ulicy Złotowskiej w Więcborku. Znam to miejsce od lat i znam organizację ruchu, która tam obowiązywała. W weekend poprzedzający 11 grudnia ubiegłego roku wymieniono tam oznakowanie. 11 grudnia podjechałam pod sklep od tylnej strony znaku. Zaparkowałam samochód i wyszłam dosłownie na kilka minut. Nie widziałam lica znaku, ponieważ zatrzymałam się od jego tylnej strony. Po chwili podjechał patrol policji i poinformował mnie, że popełniłam wykroczenie. Byłam przekonana, że doszło do pomyłki. Poprosiłam funkcjonariuszy o obejrzenie monitoringu sklepu, który wskazywał, jak krótko trwał mój postój. Zapytałam również, skąd wzięła się nagła zmiana oznakowania. Usłyszałam, że była to decyzja gminy. Nie uwierzyłam w tę odpowiedź, dlatego odmówiłam przyjęcia mandatu i postanowiłam sama sprawdzić, jak wygląda sytuacja. Jeszcze tego samego dnia zaczęłam dzwonić do różnych instytucji. Kontaktowałam się z urzędem miejskim. Byłam również w kontakcie z panem Tomaszem Fifielskim, który prowadził ustalenia z właściwymi służbami. Z moich ustaleń wynikało, że doszło do błędu przy wymianie oznakowania, a znak ma być przywrócony do poprzedniego stanu. Następnego dnia rzeczywiście został zmieniony z powrotem. Po tej sytuacji rozmawiałam z innymi osobami prowadzącymi działalność czy mieszkającymi przy tej ulicy. Dowiedziałam się, że wcześniej policja prowadziła tam kontrole i wystawiała mandaty – relacjonuje pani Agnieszka.
O tym, jakie oznakowanie funkcjonuje na danej drodze, mówi projekt stałej organizacji ruchu przygotowywany przez zarządcę danej drogi. Taki projekt opiniuje również właściwa jednostka policji. Są też projekty tymczasowej organizacji ruchu przygotowywane na przykład w związku z toczącymi się w obrębie drogi inwestycjami. Zgodnie z projektem stałej organizacji ruchu na ulicy Złotowskiej po stronie prawej, patrząc w kierunku Wituni, obowiązuje zakaz postoju powyżej 5 minut. Informuje o tym znak B-35 z odpowiednią adnotacją. Okazało się, że w grudniu ubiegłego roku w związku z prowadzonymi pracami konserwacyjnymi oznakowania dosłownie na kilka dni zdjęto znak „zakaz postoju” z napisem „do 5 minut” znajdujący się przy sklepie pani Agnieszki i zastąpiono go takim samym znakiem, ale bez tego napisu.
– Pamiętam tę sytuację. Zadzwoniłem wtedy do pracownika zarządu dróg wojewódzkich odpowiedzialnego za oznakowanie i poinformował mnie, że doszło do pomyłki. Następnego dnia zamontowano właściwy znak – mówi Tomasz Fifielski, kierownik referatu rolnictwa, ochrony środowiska i dróg Urzędu Miejskiego w Więcborku.
Jeśli rzeczywiście tak wyglądał przebieg rozmowy pani Agnieszki z policjantami, to powinni oni wiedzieć, że ulica Złotowska w Więcborku znajduje się w ciągu drogi wojewódzkiej nr 189 i gmina nie ma z nią nic wspólnego. Przekopaliśmy internet do samego dna i z wielu artykułów podpisanych przez poważnych inżynierów wynika, że znak niezgodny z projektem stałej organizacji ruchu jest nieważny.
Pani Agnieszka mandatu nie przyjęła i zgodnie z procedurą policja skierowała sprawę do sądu. W dniu 6 marca br. Sąd Rejonowy w Tucholi wyrokiem nakazowym uznał obwinioną za winną popełnienia wykroczenia drogowego i orzekł karę grzywny w kwocie 300 zł oraz obciążył ją kosztami postępowania sądowego w kwocie 100 zł. Tryb nakazowy to tryb uproszczony. Sprawa jest rozpatrywana bez przeprowadzania rozprawy i bez udziału stron. Oczywiście w takiej sytuacji istnieje droga odwoławcza. Pani Agnieszka wniosła sprzeciw do wyroku z 6 marca. W takiej sytuacji wyrok uznaje się za niebyły, a sprawa trafia na salę sądową i jest rozpatrywana w trybie zwykłym. Tak też się stało w tym przypadku. W dniu 19 czerwca zapadł identyczny wyrok, jak w trybie nakazowym.
– Na rozprawie przedstawiłam swoją wersję wydarzeń i wyjaśniłam dlaczego nie zaufałam informacjom przekazanym przez policjantów. Dla mnie nie był to brak szacunku dla policji jako formacji. Był to brak zaufania do informacji, które w mojej ocenie okazały się niezgodne z późniejszymi ustaleniami. Podczas ogłaszania wyroku odniosłam wrażenie, że większą uwagę poświęcono ocenie mojego zachowania wobec policjantów niż analizie okoliczności związanych z oznakowaniem drogi. Wyszłam z sali sądowej z poczuciem, że zostałam oceniona przede wszystkim za to, że nie zgodziłam się z przedstawioną mi wersją wydarzeń i próbowałam samodzielnie wyjaśnić sprawę. To było dla mnie najbardziej bolesne. Uważam, że obywatel ma prawo nie zgodzić się z decyzją funkcjonariusza i ma prawo ją weryfikować. Ma prawo zadawać pytania. Ma prawo szukać wyjaśnień. To nie jest brak szacunku. To korzystanie z praw, które przysługują każdemu obywatelowi. Do dziś zadaję sobie jedno pytanie: jeśli obywatel uważa, że funkcjonariusz przekazał błędne informacje, to do kogo ma się zwrócić? Nie oczekiwałam, specjalnego traktowania. Oczekiwałam jedynie, że ktoś sprawdzi czy oznakowanie rzeczywiście było prawidłowe. Nie walczę z policją jako instytucją. Walczę o to, aby obywatel nie był z góry traktowany jako osoba, która nie ma prawa mieć wątpliwości i aby przedsiębiorców nie traktować jak przestępców. To z naszych podatków są opłacane wszystkie instytucje i one mają nam pomagać, a nie traktować z góry. Dlatego będę korzystać z przysługujących mi środków odwoławczych. Nie po to, aby uniknąć odpowiedzialności za wszelką cenę, ale po to, aby sprawa została oceniona pod względem wszystkich okoliczności i wszystkich istotnych dowodów – mówi rozżalona pani Agnieszka, która już wystąpiła o pisemne uzasadnienie wyroku i przygotowuje apelację do sądu drugiej instancji.
Feralnego dnia interweniujący policjanci mieli jej powiedzieć, że przy tym znaku jej biznes długo nie pociągnie. To zabrzmiało tak, jakby się z tego faktu cieszyli. W odpowiedzi usłyszeli, że to przecież z jej podatków mają pensje. Przecież to najprawdziwsza prawda. Zresztą przy ulicy Złotowskiej działają jeszcze inne podmioty gospodarcze. Podobno w tym samym dniu mandatem został ukarany mieszkaniec, który dosłownie na chwilę zatrzymał swój samochód na ulicy i poszedł otworzyć bramę swojej posesji, aby wjechać na jej teren. Co by się stało, gdyby policjanci, widząc, że zmieniło się oznakowanie, przez pierwsze dni pouczali kierowców, dali im możliwość zaadaptowania do nowej sytuacji? Przecież świat z tego powodu istniałby nadal. Dlaczego na ulicy Hallera samochody z zaopatrzeniem mogą się zatrzymywać na 15 minut, a na Złotowskiej tylko 5 minut? To ten sam zarządca drogi.
„W ocenie sądu należy się odnieść do kwestii legalności zmiany znaku drogowego. Otóż zgodnie z z informacjami otrzymanymi z Zarządu Dróg Wojewódzkich w Bydgoszczy znak drogowy B-35 z napisem Ponad 5 minut poddany został renowacji z uwagi na jego stan – wyblaknięcie. W ocenie sądu nie można przypisać jakiejkolwiek bezprawności lub naruszeń działaniom organów polegających na zamianie znaków z uwagi na potrzebę ich renowacji. Skoro zamiana była zatwierdzona przez uprawnione organy, a także polegała na wymianie na znak tego samego typu pod względem rodzajowym, to nie można przypisywać zawinienia działaniom zmierzającym do uskutecznienia renowacji, a tym samym działaniu polegającym na tymczasowej zmianie znaku w niniejszej sprawie. Kwestia wyjaśnienia legalności postawienia znaku była dla sądu zagadnieniem istotnym z punktu widzenia możliwości przypisania winy obwinionej” – czytamy w uzasadnieniu wyroku Sądu Rejonowego w Tucholi z dnia 19 czerwca.
Nawet jeśli wysoki sąd ma tutaj rację, to do represyjnych działań policjantów można mieć duże zastrzeżenia. Ulica Złotowska w kilka chwil stała się ulubionym miejscem więcborskich policjantów. To tam mogli podgonić swoje statystyki.
