Więcbork
Na koc i przed szpital
Mieszkanka gminy Więcbork uległa wypadkowi na hulajnodze. Kobietę mąż i jego kuzynka zawieźli do izby przyjęć Szpitala Powiatowego w Więcborku.
– Kazano nam zabrać nieprzytomną i nieświadomą pacjentkę z zakrwawioną twarzą na koc przed szpital i tam wezwać karetkę pogotowia – mówi mąż pacjentki. Jakie miał wyjście? Tak zrobił i zadzwonił na numer 112. Zespół ratownictwa medycznego wykonał kilkudziesięciometrowy kurs do pacjentki i udzielił jej fachowej pomocy. Przetransportowano ją do Szpitala Wojskowego w Bydgoszczy. W tej sprawie do szpitala trafiła oficjalna skarga złożona przez męża. – Nie doszło do żadnych zaniedbań ze strony kadry szpitala – mówi Bożena Pieczka, prezes spółki Novum- -Med prowadzącej Szpital Powiatowy w Więcborku.
Do zdarzenia doszło w sobotę 15 sierpnia po godzinie 15.00 na terenie jednej z wsi pod Więcborkiem. Pani Jowita elektryczną hulajnogą jechała po gruntowej drodze. Nie w mieście, nie po chodniku czy asfaltowej drodze, ale po gruntowej drodze, na dalekim wybudowaniu, gdzie ruch jest minimalny. Hulajnogę na co dzień traktuje po prostu jako środek transportu. Nie pamięta, jak doszło do upadku. Na szczęście było to w bezpośrednim sąsiedztwie domu.
– Wyszedłem przed dom i zobaczyłem żonę leżącą na skraju drogi. Pamiętam, że w buzi miała ziemię zmieszaną z krwią. Praktycznie nie było z nią kontaktu. Traciła świadomość. Nie zastanawiałem się długo i postanowiłem ją zawieźć do szpitala. Pojechałem tam razem z kuzynką. Już od wejścia do izby przyjęć pytano, dlaczego nie wezwaliśmy karetki pogotowia. Powiedzieli wprost, że oni nie udzielą żadnej pomocy, ponieważ nie działa tomograf, nie ma kto wykonać rentgena, a na izbie nie ma żadnego lekarza. Pielęgniarka wytarła tylko zakrwawioną twarz żony i dała jej worek, ponieważ zaczęła wymiotować. Kazano nam zabrać nieprzytomną i nieświadomą pacjentkę z zakrwawioną twarzą na koc przed szpital i wezwać karetkę pogotowia. Kazali nam skłamać, że do wypadku doszło przed szpitalem – relacjonuje pan Jerzy, mąż poszkodowanej w wypadku.
Widząc, co się dzieje, mężczyzna posłuchał rady. Swój telefon przekazał kuzynce, a ta zadzwoniła z niego pod numer alarmowy 112. Dyspozytor centrum powiadamiania ratunkowego zadysponował zespół rRatownictwa Medycznego, który stacjonuje... przy szpitalu w Więcborku.
– Załoga karetki zachowała się bardzo profesjonalnie. Żona dostała kroplówkę, wykonano badanie EKG i jeszcze inne czynności. – mówi pan Jerzy.
Pacjentka została przewieziona do Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy i tam wykonano komplet badań, które pozwoliły określić stan jej zdrowia i ustalić plan dalszych działań. W nocy została zwolniona do domu. W dokumentach bydgoskiego szpitala napisano między innymi: „Pacjenta przywieziona na SOR przez ZRM. Uraz w wyniku upadku na hulajnodze w dniu dzisiejszym. Uraz głowy, uraz twarzoczaszki po stronie prawej, rana wargi górnej około 3 cm, utrata przytomności, nie pamięta całości zdarzenia. Uraz Th kręgosłupa. Obicia żeber i pleców”. Trzeba przyznać, że to całkiem spory katalog kontuzji, które z pewnością musiały budzić niepokój najbliższych.
Osoby, które słyszały tę historię, kręcą głowami z niedowierzaniem. Pan Jerzy złożył oficjalną skargę na działania personelu izby przyjęć zawierającą wniosek o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego w tej sprawie i wyciągnięcie wniosków wobec osób, które nie udzieliły pomocy pacjentce. Sprawą zajął się również powiatowy radny Tomasz Fifielski, który skierował do starosty sępoleńskiego 12 szczegółowych pytań z nią związanych, łącznie z wnioskiem o zabezpieczenie szpitalnego monitoringu.
– Odpowiedź na skargę oraz na zapytanie pana radnego jest przygotowywana i będzie udzielona. W przypadku takiego zdarzenia należy wezwać zespół ratownictwa medycznego. To on w konsultacji z dyspozytorem podejmie właściwe działania i tak też było w tym przypadku. Życie pacjentki nie było zagrożone. Zwracam uwagę na to, że pacjentka nie była hospitalizowana w Bydgoszczy. Po wykonaniu badań zwolniono ją do domu. Niestety, mieliśmy tutaj też zbieg okoliczności, na które szpital nie ma wpływu. Jest to awaria tomografu. To bardzo poważna awaria jego serca, czyli lampy. Dodatkowo mamy problem z obsadą lekarską dyżurów nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. Nie dość, że nie ma lekarzy, to był okres urlopowy. Pacjentka została zaopiekowana i nie doszło do zaniedbań ze strony kadry szpitala. Wydaje mi się, że to jest niepotrzebne bicie piany – mówi prezes Bożena Pieczka.
Mimo upływu niemal trzech tygodni pani Jowita nie czuje się najlepiej. Ciągle ma zawroty głowy, a szwy założone w wewnętrznej stronie ust powodują duży dyskomfort. W kalendarzu, który wisi na ścianie jej kuchni, spora część dat we wrześniu jest zakreślona. To daty wizyt i konsultacji u lekarzy. W większości bydgoskich lekarzy.
– 21 sierpnia zadzwonili do mnie ze szpitala w Więcborku i zaproponowali, że mogę się położyć na 3 dni na oddziale w celu przeprowadzenia wszystkich badań. Jak oni to chcą zrobić, skoro na stronie szpitala jest komunikat, że tomograf jest zepsuty? – pyta pani Jowita.
W naszym artykule nie chodzi o sensację, czy o to, aby komuś dokopać. Chodzi o to, aby tego typu historie już się nie powtórzyły, a pacjent lub jego bliscy wiedzieli, jak się zachować.
Na stronie internetowej więcborskiego szpitala co jakiś czas ukazują się komunikaty, że dnia tego i tego nie będą udzielane świadczenia lekarskie w nocnej i świątecznej opiece zdrowotnej z powodu braku możliwości obsadzenia dyżuru lekarskiego. „Pacjent w stanie zagrożenia zdrowia i życia uzyska pomoc w Izbie Przyjęć szpitala w Więcborku”.
Wyraźnie mówi się tutaj o stanie zagrożenia nie tylko życia, ale też zdrowia. Jeśli pan Jerzy widział krwawiącą i tracącą świadomość żonę, to miał prawo widzieć w tym zagrożenie co najmniej jej zdrowia, więc zgodnie z instrukcją zawiózł ją do izby przyjęć. Czy w tej sytuacji nie mógł do niej na chwilę zejść jakiś lekarz ze szpitalnego oddziału?
– Przyszedł chirurg, który usiadł na krześle i sobie ziewał. Zachowywał się, jakby dopiero wstał z łóżka. Nie zrobił nic – mówi pan Jerzy.
Pani prezes mówi, że w takich przypadkach należy wzywać zespół ratownictwa medycznego. W porządku, tylko że bardzo często słyszymy pretensje, że takie zespoły są wzywane w nieuzasadnionych przypadkach. Rodzina poszkodowanego nie ma zdolności rozpoznania skali zagrożenia. Wyjaśnienie opisywanego przypadku, jak to się mówi „do spodu”, chyba nie jest trudne. Są zapisy monitoringu, są zapisy rozmów telefonicznych, są jakieś dokumenty.
Tak przy okazji chcieliśmy wrzucić kamyczek do powiatowego ogródka. Podczas piątkowej sesji rady powiatu ani starosta, ani nikt z zarządu nawet nie zająknął się na temat awarii tomografu. Koszt zakupu i wymiany lampy to podobno 700 tys. zł, a może więcej. Tymczasem w ostatnich dniach starosta przeciął trzy wstęgi i kroił dożynkowy chleb.
Szpital w Więcborku to nasza wspólna, mieszkańców powiatu sępoleńskiego, własność. Wszystkim powinno zależeć na tym, aby funkcjonował jak najlepiej i jak najdłużej.
Imiona bohaterów artykułu zostały zmienione
