stat4u
Opowieści krajeńskie

Komierowscy – wszystkie drogi prowadzą do domu

Łukasz Jakubowski, 15 listopad 2018, 15:01
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Otwarcie hotelu w Komierowie stanowi wydarzenie bez precedensu w najnowszej historii regionu. I nie chodzi tutaj o metamorfozę pałacu, bo byliśmy już świadkami podobnych przeobrażeń. O wyjątkowości komierowskiego projektu decyduje zaangażowanie rodziny Komierowskich. Bo ile jest takich miejsc w kraju, które stanowią własność jednej i tej samej rodziny od średniowiecza?
Komierowscy – wszystkie drogi prowadzą do domu

Rok 1989. Janina i Andrzej Komierowscy przy grobie Tomasza Komierowskiego, ojca Andrzeja, na cmentarzu w Komierowie

Komierowscy – wszystkie drogi prowadzą do domu

Rok 1989. Andrzej Komierowski przed pałacem w Komierowie - po raz pierwszy od emigracji do Południowej Afryki

Pałac w Komierowie to miejsce niezwykłe. Miejsce, które od setek lat - według rodzinnej legendy od lat tysiąca - zamieszkuje jedna rodzina. Takie historie zdarzają się rzadko. A jeśli już się zdarzają to dlatego, że ziemia na to pozwalała, że pastwiska, lasy, pola i sady rodziły na tyle obficie, żeby przez te wszystkie wieki zapewnić rodzinie utrzymanie.
Na pałace Radziwiłłów czy Zamoyskich pracowały setki tysięcy hektarów, dziesiątki wsi, nawet miasta. Na uboższych Komierowskich pracowało zaś przede wszystkim Komierowo. To były rodowe płuca i serce. Kiedy coś tutaj zaczynało niedomagać, a tak stało się choćby w czasie wojen napoleońskich, rodzina stawała na krawędzi przetrwania. Nic dziwnego, że wytworzył się tutaj szczególny rodzaj przywiązania ziemian do ziemi.
Chociaż bywało bardzo trudno, Komierowscy trwali w Komierowie aż do wybuchu II wojny światowej. Ostatniego dnia sierpnia 1939 roku pan na Komierowie, Tomasz Komierowski, odprawił swojego jedynaka, Andrzeja, do krewnych nad Bugiem. Ojciec i syn rozstali się na dworcu kolejowym w Toruniu. Andrzej prosił tatę, żeby jechał razem z nim. – Komierowski należy do Komierowa i nikt go stamtąd nie ruszy – usłyszał. To były ostatnie słowa ojca do syna. I jego testament. Wkrótce Niemcy zamordowali Tomasza Komierowskiego, młodziutki Andrzej rozpoczął w Toruniu życiową wędrówkę, a Komierowo po raz pierwszy przestało być domem Komierowskich.
Po wojnie Andrzej odnalazł grób ojca w Lipce. Ekshumował jego ciało, włożył je do trumny i przewiózł do Komierowa. No bo przecież, do jasnej cholery, Komierowski należy do Komierowa i nikt go stamtąd nie ruszy. Andrzeja póki co ruszyła władza ludowa. Pozbawiony ojcowizny, wyrugowany, musiał szukać szczęścia gdzie indziej. Mieszkał w Krakowie, w Trójmieście (gdzie się ożenił z Janiną z domu Klotzek), w Szwajcarii, wreszcie na kilkadziesiąt lat wyemigrował do Południowej Afryki. 
Po 1989 roku Andrzej i Janina Komierowscy wrócili do Polski. Co ich do tego skłoniło? Oczywiście możliwość powrotu do domu. Niestety rzeczywistość okazała się mniej różowa, niż wynikałoby to z zapewnień władz (nieruchomość miała być zwrócona bez większych problemów). O pałac - o dom - trzeba było powalczyć. Andrzej nie doczekał szczęśliwego końca tej walki. Jego zmagania kontynuowała żona, Janina Komierowska. Ostatecznie majątek w Komierowie trafił z powrotem w ręce Komierowskich w 1997 roku.
Lata leciały, pałac stał się miejscem do folgowania swoim najróżniejszym słabościom. Kiedy byłem tam gdzieś w okolicach 2010 roku, wnętrza zdobiła radosna twórczość grafficiarzy, rymy częstochowskie, butelki po alkoholach. Na szczęście Komierowscy z Warszawy, którzy stali się właścicielami majątku, nie zapomnieli o rodowym gnieździe. Wymagało to pewnie takiego samego samozaparcia, jakim po powrocie wykazali się Andrzej i Janina - ale pewnego dnia w pałacu pojawili się robotnicy. Majątek zaczął pięknieć, aż w końcu zamienił się w cudo, jakie możemy podziwiać na zdjęciach oraz na żywo. Andrzej i Janina Komierowscy nie śnili pewnie o budowie przeprowadzonej z takim rozmachem, chociaż sami planowali zamienić pałac w hotel lub pensjonat.
Komierowski należy do Komierowa i nikt go stamtąd nie ruszy. Słowa Tomasza Komierowskiego nabrały mocy magicznego zaklęcia. Zegar, odliczający lata z Komierowskimi w pałacu, ciągle bije. Ile jest takich miejsc na Pomorzu? W powiecie sępoleńskim w dobrej kondycji zachowały się Zamarte, Runowo, Sypniewo i właśnie Komierowo. Przy czym wyłącznie w Komierowie majątek należy do dawnych właścicieli. Podczas otwarcia hotelu nie zapomniano wspomnieć o tych, którzy jako pierwsi podjęli trud odzyskania pałacu. To było także ich święto. Nie zdziwiłbym się, gdyby tego dnia na cmentarzu we wsi, na grobach Tomasza, Andrzeja i Janiny Komierowskich, pojawiły się znicze i kwiaty.
Janina Komierowska zrobiła ważną rzecz dla zachowania pamięci o historii rodu. Zgodnie z jej wolą do Biblioteki Publicznej w Sępólnie trafiła bogata kolekcja pamiątek, w tym książki, fotografie, pamiętniki. Biblioteka stara się mądrze korzystać z tego daru: opracowała już część kolekcji, wydała wspomnienia Janiny Komierowskiej, cały czas udostępnia materiały zainteresowanym. Ten rok upływa nam pod znakiem Komierowskich. Właściciele pałacu zatroszczyli się o obiekt, biblioteka troszczy się o dzieje familii. W ramach projektu ,,Komierowscy - wszystkie drogi prowadzą do domu” na początku grudnia odbędzie się wernisaż wystawy i prezentacja strony internetowej, które poświęcone będą niezwykłej historii Andrzeja i Janiny Komierowskich. 
We wspomnianej kolekcji znajdziemy pamiątki o dużej wartości. Oto przykład: Andrzej Komierowski miał zwyczaj zapisywania podręcznych kalendarzyków i notesów. Posiadamy kilkanaście takich skarbów. Są to zapiski niezwykle szczere, osobiste. Czytając je, czuję się jak barman, przed którym klient z drugiej strony kontuaru mocno się odsłania. Są tam smutki i radości, pierdoły i kwestie ważne. Słowem - życie. Bez pudru, bez cyzelowania, bez autocenzury.
Pałac w Komierowie to przede wszystkim dom. Jego mieszkańcy byli ludźmi takimi, jak wszyscy inni. Szczególnie wyraźnie widać to, gdy się zasiądzie przy barze, to znaczy przy kalendarzykach i notesach Andrzeja. Dlatego w kolejnym artykule podzielę się fragmentami tych zapisków. Niech Andrzej Komierowski pokaże dzięki nim, że w jego żyłach nie płynęła błękitna krew. Że jeśli spojrzymy na niego, na poprzednich Komierowskich i na Komierowo, skupiając się wyłącznie na pałacu i rodzinnej mitologii, to otrzymamy obraz wykoślawiony, znacznie uboższy. Ze szkodą dla wszystkich.
 

 

Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Najczęściej czytane
5 października 2013 r. w Gdańsku zmarł Henryk Napieralski, gorący...
Na początku 1945 r., kiedy front przekroczył linię Wisły, a wojska...
Była bardzo pracowita i kochała pomagać innym. Swoją dobrocią,...
Najwyżej oceniane
Była bardzo pracowita i kochała pomagać innym. Swoją dobrocią,...
Czasami trzeba czekać wiele, wiele lat, żeby poznać swoje prawdziwe...
5 października 2013 r. w Gdańsku zmarł Henryk Napieralski, gorący...