stat4u
Wywiad

Przepraszam bardzo, to myśmy dotąd nic nie zrobili? Jesteśmy niezaradni?

28 wrzesień 2017, 11:20
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Od nawałnicy, jaka przeszła nad Sośnem, siejąc największe spustoszenie w całym kraju mija siódmy tydzień. Do walki z ogromem zniszczeń stanęły rzesze nie tylko mieszkańców cierpiącej gminy, a także powiatu sępoleńskiego. Na pomoc materialną i finansową otworzyły się liczne parafie i samorządy z terenu całej Polski. Olbrzymi wkład wniosła grupa PGNiG SA, a także Caritas Polska i diecezjalne. Niestety, tragedia Sośna wykorzystywana jest także do promocji bliżej nieokreślonej, hałaśliwej grupy z Bydgoszczy i dołączających do nich kilku mieszkańców poszkodowanej gminy. Czy to znak, że wybory samorządowe za pasem? Co o tym sądzi proboszcz doświadczonej nawałnicą parafii? Z ks. prałatem Andrzejem Jaskułą rozmawia Piotr Pankanin.
Przepraszam bardzo, to myśmy dotąd nic nie zrobili? Jesteśmy niezaradni?

Ks. prałat Andrzej Jaskuła

 

– Ksiądz proboszcz to u marszałka województwa, to u wojewody, to w radio i telewizji. Ciągle sporo pracy po tym nieszczęściu, jakie spadło na parafię Sośno. Mówiono o Rytlu, gdy tymczasem największe szkody zanotowano właśnie na obszarze Sośna.

– Parafia Sośno na ilość zniszczonych domów i zerwanych dachów z budynków gospodarczych została najbardziej dotknięta żywiołem. Nie ma drugiej takiej miejscowości. W parafii Brusy, będącej w naszej diecezji z 8,5 tys. mieszkańców, jest bodaj 16 zniszczonych domów. Nasza parafia liczy 1,2 tys., co w przeliczeniu na jednego mieszkańca stawia nas na czele najbardziej zniszczonych miejscowości. Najbardziej ucierpiały budynki stojące przy ścianie lasu w Hucie i Sitowcu, gdzie, a mówię to jako żeglarz, wiatr, napotkawszy na leśną blokadę, jeszcze bardziej przyspieszył. Stąd tak duże zniszczenia.
 
– Jak dzisiaj, z perspektywy czasu, można ocenić nie tyle znane powszechnie skutki kataklizmu, co pomoc niesioną z zewnątrz, ale też samopomoc?

– Po miesiącu od niszczycielskiej nawałnicy pewne rzeczy można już jasno opisać. Zwłaszcza jeśli chodzi o te historie, które układają się w niebezpieczny – dwubiegunowy system. Z jednej strony, ludzi, którzy są niezadowoleni, że to wszystko tak długo trwa w oparciu o niezrozumiałe dla nich procedury. Niektórzy po raz pierwszy w życiu spotkali się z tym, że odbudowanie domu czy pobudowanie czegoś na nowo wymaga tak wielu pozwoleń, uzgodnień bądź zatwierdzeń. Poza tym każdy na otarcie łez na początku dostał skromną zapomogę. Od tamtego czasu w wielu przypadkach nie ma ciągu dalszego. Pojawiają się inspektorzy, różni ludzie, są kalkulacje, mówi się, że niedługo ktoś dostanie dwadzieścia tysięcy, ktoś sto tysięcy, a inni może dwieście, natomiast. Pieniądze są na koncie gminy, jednak fizycznie ludzie ich nie mają.
 
– I to jest jedna strona medalu, ale przecież czuwa nad tym, jak słyszymy i widzimy, sztab urzędników i samorządowców.

– Tak, to jest drugi biegun, jak go nazywamy rządowo-samorządowy, który się tłumaczy, dlaczego to wszystko tak długo trwa. Ale przecież są ludzie, których można było ściągnąć, tak choćby jak zrobiły to firmy ubezpieczeniowe w przypadku swoich inspektorów i wszystko to błyskawicznie opisać. Oczywiście, zupełnie inną kwestią jest to, jak nędzne czasami środki z ubezpieczenia trafiają na konta poszkodowanych mieszkańców naszej parafii.
 
– Obecność księdza proboszcza na różnych forach związanych z skutkami nawałnicy jest powszechnie zauważana.

– Tak, staram się być aktywny i nieść pomoc od pierwszych minut tragedii. W noc nawałnicy na plebanii schroniła się wracająca znad morza rodzina. Zabiegam o pomoc z różnych źródeł, głównie z Caritasu, ale też od moich znajomych prawników i przedsiębiorców. Panuje aktualnie takie przeświadczenie, że wszystko dzieje się zbyt opieszale. Warto w tym momencie zapytać: Dlaczego nie został ogłoszony stan klęski żywiołowej? A przecież wówczas obowiązujące procedury są znacznie bardziej proste, prawda? Owszem, ze strony rządu pewne uproszczenia przyspieszające realną pomoc zostały już wprowadzone. Z jakichś powodów nie funkcjonuje to dobrze, bo np. jeśli ktoś ma kubaturę budynku gospodarczego ponad tysiąc metrów, to na załatwienie formalności musi czekać dwa miesiące, a taka powierzchnia w dobie nowoczesnych gospodarstw to przecież nic nadzwyczajnego. Dziwne to tym bardziej, że nie mówimy o projektowaniu czegoś od początku, tylko o istniejących budynkach, które miały nadzór i odbiór techniczny, a teraz trzeba tylko czapkę, czyli dach dołożyć. I to jest problem.
 
– Tu i ówdzie słyszy się o heroicznych postawach, o pomocy płynącej szerokim strumieniem.

– Mówienie o tym, co kto mógłby zrobić z pozycji gospodarza regionu czy państwa, to jest jedna sprawa. Ja natomiast chciałbym powiedzieć, że pozytywniejsze jest mówienie o tym, co już zrobiono, czyli o tym, co ludzi buduje i cieszy. Chciałbym się odnieść do tego wszystkiego jako jeden z wielu mieszkańców Sośna. Od dwudziestu siedmiu lat tu jest mój dom. Wprawdzie nie mam swoich prywatnych włości, ale też zostałem poszkodowany. Nie walczę o własny interes. Tymczasem uczestnicząc niedawno w nagraniu programu telewizyjnego, spotkałem się z niepokojącym zjawiskiem. Czas antenowy jest jakimś dobrem, które kształtuje świadomość ludzi i powinien być dzielony sprawiedliwie. Niestety, ludzie robiący jedną potańcówkę w naszej miejscowości lub ktoś przysyłający jednego czy drugiego psychologa w reakcji na kataklizm, są lepiej traktowani od proboszcza, któremu odebrano prawo powiedzenia, co myśmy prawdziwie dotąd w Sośnie zrobili. Przecież nie kto inny, jak ochotnicza straż pożarna i ksiądz proboszcz od pierwszych minut, tyle ile było można, pomagali poszkodowanym mieszkańcom. Dopiero po dwóch, trzech tygodniach znaleźli się jacyś ludzie z Facebooka. Trzeba o tym jasno dzisiaj powiedzieć! To bardzo pięknie, jak rodzi się społeczna oddolna inicjatywa, jak ktoś daje komuś ze swojej kieszeni. Jednak kiedy to przekazujemy w telewizji publicznej, to powinna być zachowana proporcja. Nikt nie wspomniał, że największą organizacją - prawdziwie samorządną i wolontariacką jest Caritas. Milion trzysta tysięcy złotych zebrała niewielka przecież diecezja pelplińska. Te pieniądze już są rozdzielone. W mojej parafii ponad dwieście tysięcy złotych trafi do poszkodowanych z samej tylko zbiórki społecznej. Dodatkowo jedna rodzina, która musiała rozebrać dom do fundamentów, z centralnego budżetu Caritas ma przyznane sto tysięcy złotych. I to wszystko odbywa się bez żadnych problemów. Wystarczy, że rodzina ta przedstawi faktury na tę kwotę, a ksiądz dyrektor Caritasu w Pelplinie ureguluje należność. Proszę zauważyć, jak sprawnie działa ta organizacja, nie mając tylu urzędników. Chciałem o tym powiedzieć w studiu telewizyjnym, gdzie ustawiono cztery fotele, a dla podmiotu niosącego największą pomoc nie było miejsca nawet na wypowiedź.
 
– To rzeczywiście skandal. Jak widać, telewizja rządzi się ciągle dziwnymi prawami, otwierając swoje studia dla ludzi i spraw nie tyle wartościowych, co hałaśliwych.

– Owszem, poszedł taki przekaz, z którego wynika, że oprócz tego, co zdołano nagłośnić czy zaakcentować, nikt więcej nic nie zrobił. Tymczasem nie wolno zapominać, że wśród wielkiego dobra płynącego z zewnątrz do tak zwanego centrum pomocy przy gminnym ośrodku kultury, był ogrom darów z różnych parafii. Część z nich przywieźli osobiście proboszczowie na przykład z diecezji łomżyńskiej. Sześć godzin jechali, wioząc żywność i zebrane pieniądze prosto z dożynek po to, żeby się ludzie zwyczajnie uśmiechnęli. Właśnie tak wygląda samoorganizacja społeczeństwa polskiego. Tymczasem program telewizyjny opanowała ekipa facebookowa z hasłem: ,,Sośno potrzebuje wszystkiego”. Przepraszam bardzo, to myśmy dotąd nic nie zrobili? Jesteśmy niezaradni? Mamy dwie lewe ręce i czekaliśmy, aż w Internecie ktoś zacznie się nami troszczyć?
 
– Widać, że ekipa nastawiona na promocję własnych twarzy. Mnożone z upodobaniem obrazki postaci w mało poważnych pozach, zamiast fotografii i stonowanych filmików pokazujących ogrom zwiezionej do Sośna pomocy.

– Trzeba wiedzieć, że lekarzy i psychologów znacznie wcześniej przysłał marszałek województwa. Wcześniej spod Warszawy przyjechał mój wychowanek, który teraz jest tam wójtem, przesyłając na konto gminy pięćdziesiąt tysięcy złotych. To są konkrety dziejące się każdego dnia. Jeżeli teraz przyszedł czas na sprzedawanie publiczne tego, co ktoś zrobił, to nie może królować energia toksyczna. Miałem okazję powiedzieć, że wszystkie organizacje społeczne i komitety, które się ad hoc zebrały, one kiedyś z gminy Sośno odfruną. Natomiast my tutaj zostaniemy. Wobec tego nie życzę sobie ani nikomu tego, żeby nas podzielono na tych, co dostali pomoc z opieki społecznej, urzędu gminy albo od Caritasu. To jest bardzo niebezpieczne. Odnoszę wrażenie, że niektórym chodzi o przygotowanie do wyborów. Jeśli tak jest, to nic bardziej ohydnego!
 
– Zima za pasem, dzień coraz krótszy, a do zrobienia jeszcze sporo.

– To prawda. Chcę podkreślić, że pieniądze, tak bardzo potrzebne do dźwignięcia tego wszystkiego, prędzej czy później trafią gdzie trzeba. Rzecz w tym, że czas oczekiwania nie powinien wpływać na odkładanie remontów. Dysponujemy setkami, a nawet tysiącami urzędników, których solidarne włączenie się spowodowałoby ściągnięcie firm mogących w krótkim czasie ponaprawiać dachy.
W prostych relacjach międzyludzkich nie ma większych problemów. Proszę zauważyć, że wioski w odróżnieniu od miast są zakładami produkcyjnymi. Jeden z rolników mówi do mnie, że ma zapas paszy dla zwierząt tylko na dwa dni. Niemal od razu parafie Strzelce i Żadkwin z mogileńskiego przywiozły do Sośna 20 ton paszy i sporą ilość zboża siewnego, co rozdzieliliśmy na kilkunastu rolników. To jest konkretna pomoc! Jest coś jeszcze bardziej szczególnego. Otóż, Caritas diecezji pelplińskiej wpadł na wspaniały pomysł. Spośród 290 parafii 34 ucierpiały przez nawałnicę. Ich losem zajmą się pozostałe 256 parafie, czyli ponad siedem przypadać będzie na jedną zranioną. Proszę popatrzeć, jak prosto i bez medialnego i internetowego krzyku można budować pomoc.
 
– Pomysł rzeczywiście genialny, ale to jest typowe dla tej kościelnej organizacji. W przeciwieństwie do ekipy kręcącej się wokół pewnego krzykacza.

– Chcę z całą mocą podkreślić, że Caritas oferuje największe spektrum pomocy przy najmniejszej liczbie zatrudnionych. Przy okazji warto z całą mocą podkreślić, że społeczeństwo polskie jest naprawdę samorządne i w sytuacjach zaskakujących swoim ogromem natychmiast staje na wysokości zadania. Warto też podkreślić ogrom pomocy niesionej przez ochotnicze straże pożarne. Zazwyczaj mówimy o ich udziale w rozmaitych akcjach, do czego przywykliśmy. W przypadku likwidowania skutków nawałnicy ci strażacy pracowali całymi tygodniami, oddelegowani przez swoich pracodawców. To są przeogromne koszty, o których mało się mówi. Niewielu też im za to dziękowało, niestety.
 
– Ksiądz proboszcz reprezentuje głównie Kościół, którego postawa, zawsze w takich razach zatroskana, nie była podkreślana w medialnych przekazach, a już telewizyjnych doprawdy.

– Trzeba przyznać, że Kościół był zawsze nieobecny, ale nie dlatego, że nie uczestniczył w pomocy. Zapominano o tym, że wiele dobrych rzeczy robi się z takich oto pobudek, że chce się zwyczajnie podobać Chrystusowi. Zwracanie się do księdza proboszcza, wikariuszy czy ludzi z rad parafialnych było bardzo niepoprawne politycznie. Mówienie o zasługach, o dzieleniu trosk – tym bardziej. Ot, taki relikt z czasów socjalistycznych.
 
– Kościół był jednak zawsze obecny w bogatym już dorobku Chrześcijańskiej Szkoły Pod Żaglami z siedzibą w Sośnie, której ksiądz prałat ciągle przewodzi na prostej drodze do dwudziestolecia.

– Muszę powiedzieć, że jest to dla mnie miły temat. Teraz tym bardziej, ponieważ spustoszenie po przejściu nawałnicy spotkało się z szybką reakcją wielu uczestników dalekomorskich szkoleń i rejsów. Dzwonili do mnie z różnych stron, nawet z zagranicy, pytając o rozmiary tragedii. Wielu z moich znajomych, z którymi pływałem, przyjechało z darami, między innymi z piłami motorowymi, pomagając rolnikom w ich prywatnych lasach. Trzeba powiedzieć, że dobre imię żeglarskiej szkoły sławiące Sośno - kolebkę CSPŻ - zaowocowało i tym razem. Wracając jednak do samej szkoły. Dziesięciolecie istnienia zorganizowaliśmy na „Pogorii”, płynąc z Genui na spotkanie z Benedyktem XVI, gdzie usłyszeliśmy papieskie pozdrowienie. Piętnastolecie uczciliśmy pod żaglami „Generała Zaruskiego” i „Kapitana Głowackiego”, płynąc na Bornholm, budząc zainteresowanie Duńczyków, których protestancki poziom wiary zetknął się z modlącą młodzieżą w jedynym tam kościele katolickim. Za rok dwudziestolecie i w zasadzie nie możemy równać w dół, zatem nie pozostaje nic innego jak rejs „Darem Młodzieży”. Odbędzie się on 21-28 lipca i popłyniemy z Antwerpii do Gdyni. Liczę na pełną studwudziestoosobową załogę, ubolewając jednocześnie, że będzie to zaledwie znikomy odsetek spośród 1800 żeglarzy wyszkolonych przez naszą szkołę. Sprawa udziału w rejsie jest otwarta, zatem sądzę, że znajdą się chętni także z naszego powiatu, choćby spośród kilkunastu adeptów CSPŻ szkolonych na wyspie Iż w Chorwacji.
 
– Wspominając choćby krótko historię CSPŻ, nie sposób pominąć „Strażnika Poranka” - jachtu darowanego szkole przez Ryszarda Kuklińskiego.

– To jest wielki dar, który generał Kukliński podarował dlatego, że chodziło mu o to, o czym mówił ostatnio prezydent Stanów Zjednoczonych: Można mieć najlepszą armię, można mieć najlepsze wyposażenie, ale jeśli społeczeństwo i armia nie będzie miało ducha do obrony wartości, to nic to nie daje. Dostrzegamy to w Europie, która wycofuje się, jakby ją parzyły te wartości, na których została zbudowana. Generał Kukliński mówił, że potrzebuje takiej organizacji, która sama będzie umiała pływać, a z drugiej strony będzie jej chodziło o wychowanie patriotyczne młodzieży i hart ducha. I tak to przez długie lata realizowaliśmy przesłanie Jack Stronga na wodach Adriatyku. Od 2015 roku słynny Opal znajduje się w Gdańsku, a od niedawna na przystani w Błotniku w oczekiwaniu na rewitalizację. Liczę na to, że potrzeby ponad pięćdziesięcioletniego jachtu spotkają się z przychylnością Ministerstwa Obrony Narodowej, do którego zwróciłem się o pomoc w przywróceniu Opalowi dawnej świetności. Przewiduję, że docelowo jacht powinien stać się wybitnym eksponatem choćby muzeum marynarki wojennej. Musimy nauczyć się chwalić polskimi osiągnięciami, będącymi cząstką światowego żeglarstwa.
 
– Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę pomyślnych, lecz nigdy nie huraganowych wiatrów i na morzu, i na parafialnym lądzie w Sośnie.
Artykuł wyświetlono 223 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Najczęściej czytane
W Więcborku odbył się niecodzienny ślub. Przed ołtarzem...
A więc jednak szowinizm. Tego, co wydarzyło się w trakcie meczu 22....
Bandy pijanych wyrostków wrzeszczących w niebogłosy w środku nocy,...
Najwyżej oceniane
Rada Miejska w Sępólnie nie zgodziła się na budowę kościoła na...
Prawo serii rządzi Fuksem Wielowicz. Kolejny remis drużyny z...
Lidze powiatowej nareszcie towarzyszyło słońce. Wprawdzie jeszcze...