Gmina Sępólno

Nie jestem od tego, żeby oceniać

Robert Lida, 15 styczeń 2026, 15:35
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Mija pół roku, odkąd w trybie awaryjnym prezesem gminnej spółki Zakładu Transportu i Usług w Sępólnie został Dariusz Krakowiak. Kiedy obejmował jego stery, zakład był na potężnym minusie. Rok 2024 i pierwszą połowę 2025 roku zakończył stratą. Na swoje pieniądze czekali podwykonawcy i dostawcy materiałów. Kołem ratunkowym miał być kredyt poręczony przez gminę. Kredyt trzeba będzie spłacić w ciągu 3 lat, a jest to spore obciążenie. Dziś prezes Krakowiak mówi, że poprzedni rok na pewno nie zakończy się stratą, a być może „małym plusem”. Niestety restrukturyzacja zakładu odbyła się kosztem pracowników. Wstrzymano premie, podwyżki, zmniejszono liczbę etatów. Zawinili zarządzający spółką, a teraz płacą za to pracownicy. O sytuacji w Zakładzie Transportu i Usług z Dariuszem Krakowiakiem rozmawia Robert Lida:
Nie jestem od tego, żeby oceniać

Dariusz Krakowiak

– W swoich publicznych wypowiedziach twierdził Pan, że ujemnego wyniku finansowego za 2025 rok nie będzie. Udało się wyprowadzić spółkę na właściwe tory?
– Aby wyprowadzić ją na właściwe tory, to potrzeba czasu. Opanowanie kryzysowej sytuacji jak najbardziej się udało. Spółka na koniec roku nie zanotuje straty, a nawet będzie wynik dodatni. Część faktur za roboty drogowe przeszło na ten rok, tak że mamy jeszcze plus na ten rok. To mnie bardzo cieszy. Mieliśmy obawy, czy tę sytuację uda się opanować.
 
– Jak to możliwe, że w pół roku z dużego minusa zrobił się plus?
– W trakcie realizacji były duże kontrakty, za które pieniądze wpłynęły później. Do tego doszła restrukturyzacja spółki.
 
– Na czym polegała ta restrukturyzacja?
– Nastąpiło zmniejszenie zatrudnienia i częściowo zmiana umów. W tej chwili pracują u nas osoby na emeryturze, a wcześniej były jeszcze na etatach. Zgodzili się, aby pracować dalej. Załoga zakładu to bardzo dobrzy ludzie, którzy rozumieją sytuację. Nie było żadnych podwyżek i nadal nie ma. Nie ma też żadnych wielkich premii i nagród. Te elementy niestety zostały wyeliminowane. W tym miejscu chciałbym bardzo podziękować załodze, że rozumieją tę sytuację i nie rezygnują z pracy, chcą pracować. Ja im obiecałem, że jak tylko sytuacja się poprawi i będzie taka możliwość, to przynajmniej mała inflacyjna podwyżka być może w ciągu roku będzie. Kryzys jest zażegnany.
 
– Kryzys jest zażegnany również przy pomocy kredytów.
– Tak, mamy zaciągnięte kredyty w kwocie 2,2 mln zł. To nie jest żadna dotacja czy zwiększenie kapitału przez gminę. Spółka musi ten kredyt obsłużyć. Spłatę kredytu już rozpoczęliśmy. 700 tysięcy zł to kredyt w rachunku bieżącym, a 1,5 mln zł to kredyt, który musimy spłacić w ciągu 3 lat. W ciągu pierwszych 2 lat będziemy spłacać po 30 tys. zł miesięcznie, a w 3. roku będą to większe kwoty. Te 1,5 mln zł plus odsetki musimy oddać w ciągu 3 lat. To jest duże obciążenie i trzeba bardzo mocno pracować, żeby ten kredyt spłacić.
 
– Jak dobrze pamiętam, to w bilansie za 2024 rok na transporcie spółka straciła ponad 300 tys. zł. Jak to możliwe? Przecież to głównie transport szkolny, który jest obowiązkowym zadaniem gminy.
– Ja nie jestem od tego, żeby oceniać. Od tego jest właściciel i rada nadzorcza. W każdym razie ja zmieniłem system rozliczania. Uważam, że ten system jest sprawiedliwy. Jeżeli mechanik naprawia nie autobus szkolny, tylko naprawia koparkę, to gdzie powinniśmy zapisać koszty jego pracy? W drogach. Dwóch kierowców zostało na etatach, a dwóch pracuje na zleceniu. Może to jest troszeczkę brutalne, ale mają emerytury, rozumieją sytuację i dziękuję im za to. Swoją pracę wykonują bardzo dobrze i nie mamy żadnych skarg odnośnie transportu szkolnego. Wszystko odbywa się zgodnie z przepisami. Zmiany dotyczą również opiekunek w autobusach szkolnych. Dwie osoby pracują na pół etatu, a jedna pani została na etacie, bo ma ochronę. Ta pani poza opieką nad dziećmi sprząta i wykonuje inne prace. To również są spore oszczędności. Dzisiaj etat nawet z minimalnym wynagrodzeniem to ogromne koszty.
 
– Przez te pół roku zdążył Pan „wgryźć się” w sytuację spółki. Mówi Pan, że nie jest od tego, aby oceniać. Ja wiem, że pan Gliński, pan Stupałkowski, to pana koledzy, ale tak prywatnie: co spowodowało taką sytuację w naszej wspólnej, wszystkich mieszkańców gminy Sępólno spółce?
– Pan Grzegorz jest bardzo dobrym człowiekiem i fachowcem i nie będę go źle oceniał. Coś chyba nie do końca było dobrze skalkulowane. Pewne rzeczy były niedoszacowane albo później wydatki zbyt duże. O drobnych rzeczach nie chcę dyskutować. Jesteśmy spółkami gminnymi i nieraz komuś pomagamy, wykonując usługę z małym upustem. Jak byśmy chcieli wszystko komercyjnie traktować, to chyba nie tędy droga. Tę sytuację zdeterminowały raczej duże kontrakty.
 
– Ja mam taką teorię. Wiele prac budowlanych było realizowanych w trybie „z wolnej ręki”. Czy to nie było tak, że wartość podpisywanych przez burmistrza umów była po prostu zaniżona w stosunku do kosztów? Po prostu miało być tanio?
– Pan prezes był bardzo ambitny i być może nie doszacowywał pewnych kosztów, które wychodziły w trakcie realizacji. Mam na myśli na przykład soboty. Praca w soboty, a czasami w niedziele to przecież nadgodziny. Każdy z nas prezesów musi pilnować kontraktu. To jest świętość. Ja w to nie wchodzę i ja za to nie odpowiadałem. Dzisiaj nie chcę dociekać, dlaczego na przykład na przedszkolu czy jakiejś innej inwestycji była strata. Na pewno wpływ na to miał również system finansowania inwestycji z Polskiego Ładu. Najpierw trzeba było taką inwestycję wykonać od początku do końca, a potem można było wystawić fakturę. Dlatego konieczne było zaciąganie kredytów, ale odsetki należało uwzględnić w kalkulacji kosztów. Później ten system zmieniono na nieco bardziej korzystny. Skądś się te zobowiązania wzięły. Poprzedni rok zamykamy, kontrakty zamykamy i teraz mamy nowe wyzwania. Ta spółka nie ma zbyt silnej gminnej nogi, czyli przychodów z gminy. Mamy transport, ale to jest kwota około 1,3 mln zł. To nie jest jakaś wielka kwota przy całkowitych przychodach spółki ponad 10 mln złotych. Moim zdaniem ta spółka musi mieć roczny przychód na poziomie 6 -7 mln zł, żeby mogła przy takim zatrudnieniu i w takiej strukturze funkcjonować. Dlatego o resztę będziemy się bić w przetargach o nowe zlecenia. Mamy jeszcze cmentarz, ale to jest nieduży przychód. Na tym wielkiego biznesu nie ma. My jesteśmy tylko zarządcą cmentarza. Niestety cmentarz jest niedofinansowany. Burmistrz wspomniał, że czas poważnie zabrać się za nasz cmentarz. To nie może być tylko zadanie spółki. My z gminy dostajemy na cmentarz tylko 90 tys. zł rocznie. Tutaj nic nie da się już zaoszczędzić. Do cmentarza mamy przypisane tylko 1/3 etatu. Ta pani jest również księgową. To wszystko jest łączone, aby koszty były najniższe. Uważam, że na cmentarzu nie możemy mieć żadnej straty. Dlatego będę rozmawiał z gminą na ten temat. Największy koszt na cmentarzu to śmieci. Jest ich bardzo dużo i wszystkie musimy wywieźć do Złotowa. Uważam, że powinny tam powstać wreszcie ładne alejki, musi być uporządkowana kwestia odwodnienia. Coś jest nie tak z tym odwodnieniem. Niby cmentarz jest odwodniony, a woda stoi. Ona nie ma prawa tam stać. Musi być odpowiednie odwodnienie i koniec. To nie jest inwestycja spółki. To jest inwestycja gminy. To jest cmentarz komunalny. Spółka nim tylko zarządza. Nie chcemy na tym cudów zarabiać, ale nie możemy tracić. Będziemy w tej sprawie negocjować z gminą. Będę przekonywał radnych, aby to urealnić.
 
– Rok mamy zamknięty, a czy na ten rok jest front robót? Budowlane eldorado w inwestycjach publicznych związane z Polskim Ładem już minęło i raczej już nie wróci. W każdym przetargu na roboty budowlane jest co najmniej kilkanaście ofert.
– Przetargi dopiero się rozpoczynają. Faktycznie Ład się skończył i tak dużych pieniędzy już nie ma. Firmy miały dużo zleceń, a dziś już jest trudniej. To jest trudny okres dla wszystkich firm. Nie będziemy mogli szaleć z cenami. Nie można przegrywać przetargów w nieskończoność. Musimy się spotkać z radnymi, z burmistrzem i zastanowić się czy wrócić do zleceń in house?
W ostatnich latach ZTiU główne kontrakty robiło dla gminy. Wygrywane w przetargach, ale gminne. Sytuacja w spółce nabrzmiewała przez 5 lat. Jak brakowało po 200 może 300 tys. zł rocznie, to liczenie jest proste. To wszystko się nawarstwiało, a robót było mnóstwo. Być może zabrakło jakiejś refleksji. Nie chcę obwiniać prezesa. To najłatwiej powiedzieć, że on jest winny. To chyba nie tak. Chociaż z drugiej strony niestety prezesi odpowiadają za spółki. 
 
– Ile kosztuje utrzymanie rady nadzorczej w spółce?
– Ja chyba nie mam takich kompetencji, aby na to odpowiedzieć. To kompetencja właściciela. To nie jest jakaś porażająca kwota. To się chyba zamyka w 50 tys. zł rocznie.
 
– Jak został Pan prezesem drugiej spółki, to na co się z burmistrzem umawialiście?
– Ja się umówiłem na to, że przychodzę do spółki po to, żeby pomóc w momencie kryzysowym i to się dzieje. Jak długo będę, to dzisiaj nie powiem. Załoga też mnie pyta, czy jestem na miesiąc czy na dłużej. Ja nie chcę ich straszyć, że jutro mnie nie będzie. Na razie nie było żadnych rozmów na ten temat. Jeśli coś ustalimy, to na pewno w odpowiednim momencie zakomunikuję to pracownikom. Nie chcę robić czegoś z dnia na dzień. Musi się właściciel zastanowić, jak ma ta spółka funkcjonować. Czy zostaje w obecnej formie czy jest konsolidacja spółek? Ja uważam, że ta spółka ma rację bytu. Ma bardzo dobry kapitał ludzki. To są bardzo dobrzy pracownicy. To jest bardzo ważne. Kiedyś było ponad 50 pracowników, a dzisiaj jest 37. Jak nie będzie kontraktów, to zatrudnienie trzeba będzie zmniejszyć. Będziemy stawać na głowie żeby praca była. Nawet nie chodzi o zyski. Chodzi o to, żeby przetrwać trudny moment. 
 
– Dziękuję za rozmowę.
Wywiad autoryzowany.
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Najczęściej czytane
W Więcborku odbył się niecodzienny ślub. Przed ołtarzem...
A więc jednak szowinizm. Tego, co wydarzyło się w trakcie meczu 22....
– Kilka tygodni temu pisaliście o apelu samorządowców w sprawie...
Najwyżej oceniane
Rada Miejska w Sępólnie nie zgodziła się na budowę kościoła na...
- Nie chodzi o koncert, chodzi o spotkanie, o bycie razem -...
W sobotnie popołudnie na placu przy Wiejskim Ośrodku Kultury w...