Felieton Radka Skórczewskiego

Cugle na Energiewende – transformację energetyczną

Radek Skórczewski, 16 kwiecień 2026, 10:37
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Z racji tego, iż pracuję na styku dwóch bardzo uwiatrakowanych landów w RFN, mam w puli pacjentów kilka osób, które są ściśle związane z tzw. „zieloną energią” w postaci turbin wiatrowych. Wszyscy, jak się ich dokładnie zapyta o sens ich pracy, mówią wprost (bo wiedzą, że u mnie mogą mówić otwarcie), że w gruncie rzeczy jest to bez sensu, bo jest to opłacalne, dopóki jest.. dotowane...
Cugle na Energiewende – transformację energetyczną

Zawiatrakowanie i obłożenie hektarów fotowoltaiką nie daje stabilności energetycznej, co przekłada się na wzrosty cen energii

Wszyscy... poza jednym inżynierem, którego chłopaki przed kilku laty ściągnęli sprzed bram św. Piotra. Ten nadal jest fanem wiatraków i co wizytę mi objaśnia, jakie to nowości w dziedzinie wiatraków są na rynku... a to, że końcówki śmigieł są zakrzywione, co emituje mniej hałasu. Ostatnio robił mi wykład o bezłopatkowych pionowych turbinach... Hm... miało to nawet sens, ale zawsze go pytam: – A gdzie to pan zmagazynuje tę wytworzoną energię? Jak jest z tą stabilnością sieci? He? 
Tu zawsze jest chwila pauzy... i pada odpowiedź tego typu... – No, tu ma pan doktor rację... Ten problem nie jest jeszcze rozwiązany. Ale za kilka lat? – i taka nasza gadka przy każdej wizycie...
 
Tymczasem kilka dni temu w Frankfurter Allgemeine Zeitung (w skrócie FAZ) ukazał się bardzo znamienny artykuł minister gospodarki i energii RFN Katheriny Reiche, w którym broni ona przygotowywanych przez jej resort reform w obszarze Energiewende (tzw. transformacji energetycznej). Chodzi głównie o tamtejszy pakiet sieciowy („na rzecz synchronizacji przyrostu instalacji wytwórczych z rozbudową sieci oraz poprawy procedury przyłączania do sieci”) oraz nowelizację ustawy o OZE (np. planowane ograniczenie dopłat dla fotowoltaiki), których deklarowanym celem jest obniżenie kosztów transformacji energetycznej – drogą ograniczania niektórych przywilejów OZE. Plany resortu wywołały oburzenie zwolenników transformacji (tzw. ekoidiotów według lokalnej gawiedzi) i kolejną już falę zarzutów pod adresem pani minister o rzekomy „atak na Energiewende”.
Przygotowany przez resort gospodarki rządzącej partii CDU projekt nowelizacji prawa energetycznego „na rzecz synchronizacji przyrostu instalacji z rozbudową sieci oraz poprawy procedury przyłączania do sieci” polega na ograniczeniu dwóch głównych przywilejów dla OZE – prawa do priorytetowego przyłączenia do sieci nowych instalacji oraz pierwszeństwa odbioru energii z OZE.
 
Mianowicie resort gospodarki chce umożliwić operatorom sieci odejście od zasady przyłączania nowych OZE „niezwłocznie i w pierwszej kolejności” w obszarach, w których już obecnie OZE jest za dużo i często sieć nie jest w stanie przyjąć energii i konieczne jest tzw. redispatching, czyli czasowe ograniczanie mocy elektrowni lub nawet ich wyłączanie na życzenie operatora sieci. Obecnie za nieprzyjętą (i de facto straconą) energię właściciele elektrowni odnawialnych otrzymują rekompensaty (a dotyczy to obecnie około 4% produkcji z OZE w Niemczech), finansowane z opłat sieciowych ponoszonych na rachunkach odbiorców. I teraz: planowana reforma zakłada, że operatorzy sieci mogliby odroczyć przyłączenie nowej elektrowni odnawialnej w takim „przeciążonym” obszarze do czasu wzmocnienia sieci lub przyłączyć ją mimo stwierdzonego „przeciążenia”, ale pod warunkiem, że inwestor zrezygnuje z prawa do rekompensaty za utraconą energię. Po prostu, nawet jeżeli statystyczny Helmut (za parę lat będzie to statystyczny Ahmed) zamontuje fotowoltaikę, nie oznacza to, iż automatycznie będzie podłączony do sieci. 
 
Ponadto projekt zakłada, że operatorzy sieci otrzymają więcej narzędzi do selekcji projektów ubiegających się o przyłączenie (zwłaszcza w kontekście zalewu wniosków dotyczących przyłączeń magazynów energii – obecnie na ponad 400 GW!) i priorytetyzowania ich według określonych kryteriów (np. efektywności systemowej i kosztów). Resort chce też, aby inwestorzy w nowe OZE partycypowali w kosztach rozbudowy sieci. Czyli jeśli chcesz fotowoltaikę (PV) na dachu, musisz dopłacać do budowy sieci...
 
Wreszcie nie chodzi tu bynajmniej o odwrót od Energiewende czy rezygnację z dalszego rozwoju OZE jako kierunku transformacji. Ten pozostaje niezmienny, co zaznacza sam resort gospodarki, potwierdzając cel 80% OZE w miksie do 2030 r. W istocie chodzi po prostu o większe sterowanie rozbudową OZE (kierowanie inwestycji w regiony z mniejszą generacją i większym zapotrzebowaniem na energię) i ograniczenie kosztów transformacji w ramach przyjętego modelu.
 
Artykuł w FAZ nosi wymowny tytuł „Koniec z samooszukiwaniem się w polityce energetycznej”, sporo jest w nim zarzutów pod adresem wcześniejszych architektów Energiewende... („Przez lata uspokajaliśmy się ambitnymi celami. 80% energii elektrycznej z OZE do 2030 r., neutralność klimatyczna do 2045 r. – piękne liczby, które łagodzą niemieckie ekologiczne wyrzuty sumienia. Ale podczas gdy ostatnie rządowe ekipy niemieckie kurczowo trzymały się tych celów, ceny energii elektrycznej eksplodowały”... czy... „Tak, wiatr i słońce nie wystawiają rachunku. Ale cały system już tak: koszty EEG, rezerwa mocy, rezerwa sieciowa, koszty redispatchingu, subsydia sieciowe, dopłaty do obniżania cen energii – wszystko to sumuje się do kosztów systemowych przekraczających 36 mld euro rocznie”)... i brutalnych wręcz konstatacji („Jedna prawda była zbyt długo przemilczana: transformacja energetyczna, która ignoruje koszty systemowe, zrujnuje kraj, który rzekomo ma uratować”).
 
Faktem jest, że - upraszczając - Niemcy stworzyły system, w którym nowe elektrownie odnawialne powstają wprawdzie bardzo szybko, ale nie zawsze z sensem, tam, gdzie i kiedy trzeba, co rodzi dodatkowe, niepotrzebne koszty. Dla wielu zwolenników Energiewende w Niemczech szybki rozwój OZE stał się wręcz celem samym w sobie. Dlatego pani minister Reiche, która przecież nie wdraża żadnej rewolucji, lecz chce ograniczyć niektóre tylko przywileje branży, natrafia na ogromny opór. Jest wiele grup interesu, które istnieją na rynku dzięki ogromnym dotacjom.
 
A same Niemcy w nocy, kiedy dobrze wieje, często borykają się z nadwyżką energii produkowanej przez wiatraki, co prowadzi do ujemnych cen energii elektrycznej na giełdach. W takich sytuacjach kraj ten nie tyle kupuje energię, co często „pozbywa się” jej, oferując bardzo tanio innym krajom UE, w tym Polsce, Holandii i Austrii. Za dnia mają nadwyżki mocy, tak jak wszyscy. Ale z kolei, kiedy nie wieje... i nie świeci... to jest duża dziura w bilansie energetycznym kraju i Niemcy są zmuszone kupować energię po dużo wyższych cenach. Korzysta na tym przede wszystkim Francja, która sprzedaje sąsiadowi energię w dobrych cenach i zamierza inwestować w kolejne bloki atomowe. W ostatnich tygodniach kontrakty na dostawy energii elektrycznej w celu wyrównania salda w Niemczech na maj osiągnęły wycenę na poziomie średnio 80 euro za megawatogodzinę. Dla porównania we Francji cena tożsamych kontraktów wynosi obecnie około 20 euro za megawatogodzinę.
 
Zawiatrakowanie i obłożenie hektarów kraju fotowoltaiką nie daje stabilności energetycznej, co przekłada się na wzrosty cen energii. To z kolei powoduje, iż gospodarka staje się niekonkurencyjna, bo wytwarzanie produktów jest po prostu drogie. Sztandarowa niemiecka motoryzacja notuje znaczne spadki sprzedaży samochodów, bo... są drogie. Gaz też nie jest najlepszym rozwiązaniem, bowiem jego ceny nie są stabilne. 
Dlatego my powinniśmy dalej inwestować w budowę energetyki atomowej. Ale nie tylko w budowę jednej elektrowni na wybrzeżu, ale obok SMR-ów budować kolejne elektrownie atomowe. Tylko że oddanie do użytku pierwszego bloku elektrowni jądrowej w Kopalinie planowane jest na 2033 r. Do tego czasu będziemy zmuszeni zamknąć kilka elektrowni węglowych (Dolna Odra, Kozienice, Bełchatów) i też będziemy mieli luki w bilansie. I wtedy będziemy zmuszeni kupować energię u innych... I tanio to nie będzie.
 
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Najczęściej czytane
W Więcborku odbył się niecodzienny ślub. Przed ołtarzem...
A więc jednak szowinizm. Tego, co wydarzyło się w trakcie meczu 22....
– Kilka tygodni temu pisaliście o apelu samorządowców w sprawie...
Najwyżej oceniane
Pomysł zrodził się w naszej redakcji. Utrwalony został na mocno...
Rolnicy z całej Polski, także z terenu powiatu sępoleńskiego,...
Dwa ostatnie dni ubiegłego tygodnia kilkudziesięciu urzędników z...