Felieton Radka Skórczewskiego

Kalifatstadt Berlin

Radek Skórczewski, 19 luty 2026, 12:56
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Przed rokiem wychowawczyni klasy mojej córki zakomunikowała, iż zamierza zrobić wycieczkę klasową do Berlina z przewodnikiem. Plan jak na jeden dzień był bardzo ambitny: Muzeum Techniki, Wyspa Muzeów, Brama Brandenburska, zamek Hohenzollernów, Muzeum Ziemi... Tylko że Berlin w 2025 roku, to nie ten Berlin z roku 2010, który lubiłem i pokochałem...
Kalifatstadt Berlin
Tym bardziej, że właśnie przed kilkoma dniami młody Syryjczyk, przedstawiciel religii pokoju, próbował poderżnąć gardło hiszpańskiemu turyście w pobliżu pomnika Holocaustu w samym sercu Berlina. Na szczęście nie przeciął tętnic szyjnych wewnętrznych i chłopaki ze straży pożarnej (w Berlinie pogotowie ratunkowe jest w gestii Straży Pożarnej - Feuerwehr) zaopatrzyli krwawiącego Hiszpana i na bombach odtransportowali do szpitala, gdzie poddano go niezwłocznej operacji. Gość przeżył, ale sznyt na szyji będzie miał do końca życia. Na przesłuchaniu Syryjczyk stwierdził, że tak naprawdę nie miał konkretnego powodu... Po prostu turysta mu się nie spodobał.
Ale, no kurde, nie zabronię córce wyjazdu z klasą. Pojadę jako opiekun... Tak więc wziąłem wolne i w piątek z rana ruszyliśmy nach Berlin. Pierwszy etap Muzeum Techniki. Bilety mamy już kupione grupowo, więc tylko czekamy, aż grupa przed nami skończy zwiedzanie, abyśmy mogli wejść do części motoryzacyjnej i kolejnictwa... Czekamy, nasze grono pedagogiczne czeka przed salą, z której wybiegają dzieciaki z jakiejś berlińskiej szkoły podstawowej. Jeden, drugi, potem znowu kilku kolejnych. Hałastra tak na oko 4 klasa podstawówki, dzieci śniade, czarne, żółte, o jest i rudy... Oczka mniej i bardziej skośne, czarne, brązowe... Widzę jak piękne czarne oczy naszej pani od angielskiego robią się coraz szersze za oprawkami okularów. Jest dość bezpośrednia, ale dzieciaki ją uwielbiają. – Ty widziałaś?... zwraca się do biolożki, która też ma na buzi taki dziwny wyraz twarzy. – Tam były chyba tylko dwa typowo niemieckie dzieciaki...
Uśmiecham się pod nosem... Dziewczyny dawno już nie były w Berlinie. Z drugiej strony holu wychodzi kolejna niemiecka klasa, tak na oko 6 - 7 klasa, dwie dziewczyny w chustach szczebioczą w tureckim niemieckim, inne z włosami w kolorach topielic z ,,Wodnika Szuwarka” piercing tu i tam. Kolejna wygląda niczym Lord Vader w kolorze szałwi, brakuje tylko hełmu, widać jedynie oczy. Pewno Czeczenka zaczęła miesiączkować, więc rodzice, uznając ją już za kobietę, nakazali jej tak się ubierać. Czarne oczy naszego ciała pedagogicznego poszerzają się jeszcze bardziej. Dobra, idziemy zwiedzać. Muzeum Techniki w Berlinie jest... odjechane, można zwiedzać godzinami. Równać mu się może chyba tylko Muzeum Techniki w Mediolanie, tam to mają nawet U-boota. No dobra... Stwierdzamy, że nie damy rady całego muzeum zwiedzić, lecimy dalej. Wychodząc napotykamy kolejną wycieczką młodzieży, tak na oko 8 klasa. Smukłe, zadbane dziewczyny, krótkie spódniczki... lekki makijaż, wyrosłe chłopaki... Polska mowa... – Hej, skąd jesteście? – rzucam w gawiedź... – Z Poznania ...szę pana... Dwa światy...
W centrum handlowym jemy obiad. Dzieciaki na piętrze mogą sobie same wybrać, gdzie zjedzą fastfooda. Kolejna stacja, Wyspa Muzeów i katedra berlińska. Potem idziemy na drugą stronę ulicy do świeżo odbudowanego zamku Hohenzollernów. Dzieciaki w sklepie z pamiątkami latają w prawo i lewo, podziwiają piękną makietę przedwojennego Berlina. Biorę kawę na wynos w barze i idę na dziedziniec zamku. Przysiadam się na ławce do naszego przewodnika, z którym można fajnie pogadać o historii. Patrzy trochę w dal. – Czy pan widzi, panie Radku, k...wa, to samo, co ja widzę? – zwraca się do mnie. – A co? – pytam.
– No tam, w rogu dziedzińca... ruchem brody wskazuje azymut celu. Podążam wzrokiem. Młoda para robi sobie właśnie sesję zdjęciową. Szczupły pan młody w białym garniturze obskakuje swoją wybrankę... Pani fotograf ustawia ich tak i siak i strzela fotki, druhny uwijają się obok. Ale czemu panna młoda wygląda jak biała wersja Lorda Vadera? Miecza świetlnego tylko brakuje... Cała zakryta... Tylko oczy widać... Druhny przynajmniej pokazują twarz...
Współczesny Berlin to jedno z najbardziej wielokulturowych miast w Europie, zamieszkane przez ludzi z ponad 190 krajów, gdzie ponad 40% mieszkańców posiada korzenie migracyjne. Oficjalnie 25% ludności nie posiada niemieckiego obywatelstwa. Najliczniejszymi grupami obcokrajowców są osoby pochodzenia tureckiego, libańskiego, syryjskiego, kurdyjskiego, rosyjskiego, wietnamskiego. Typowo europejskie mniejszości, włoska i polska stanowią coraz mniejszą pulę w tej mieszańce. Dzielnice o najwyższym udziale obcokrajowców to Kreuzberg, Neukölln, Wedding oraz Prenzlauer Berg.
Niestety, coraz większy udział mniejszości generuje też patologie. Bo w takim Berlinie łatwo się zaszyć, ukryć przed wymiarem sprawiedliwości, czy też dostać nową tożsamość. Berlin tonie w przemocy, a władze do niedawna udawały, że problem nie istnieje. Średnio dochodzi do 9 ataków nożem dziennie, tysiące brutalnych napaści rocznie i dramatycznie niska wykrywalność sprawców.
 
Szef Stowarzyszenia Prokuratorów Berlińskich, Ralph Knispel, alarmuje, iż sytuacja wymyka się spod kontroli. Tymczasem senator ds. wewnętrznych Iris Spranger tłumaczy wzrost przestępczości wojną w Ukrainie i konfliktami na Bliskim Wschodzie.
Fakty są jednak bezlitosne - 58% sprawców ataków nożem nie posiada niemieckiego obywatelstwa, a przemoc coraz częściej przenosi się do parków i przestrzeni publicznych. Mieszkańcy żyją w strachu, a polityczne wymówki nie poprawiają bezpieczeństwa.
Berlin, stolica Niemiec, zaczyna kojarzyć się nie z historią i kulturą, lecz z rosnącą falą brutalnej przestępczości. W zeszłym roku w Berlinie (3,7 miliona mieszkańców) zanotowano 540 000 przestępstw, tymczasem w 37-milionowej Polsce 439 796 przestępstw. Berlin zaczyna przypominać Chicago w najgorszym momencie - ostrzega dziennik „Berliner Morgenpost”. W stolicy Niemiec od kilku tygodni, po śmierci kurdyjskiego bossa Mehmeta K., trwa wojna gangów i dochodzi do regularnych strzelanin, uprowadzeń, wzrostu wymuszeń haraczy. 
Dziennik „Berliner Morgenpost” zwraca uwagę, że w sumie od roku przez stolicę przechodzi fala przemocy, która teraz gwałtownie narasta. Zaczęło się wiosną 2025 od kilku ataków na niemiecko-turecką sieć marketów Eurogida w Spandau i Wilmersdorfie. „Od jesieni częstotliwość ataków wzrosła. Doszło do licznych strzelanin w oddziałach szkoły jazdy w Reinickendorfie i Siemensstadt, w domach podejrzanych o przemyt narkotyków w Schönebergu oraz w domach w Zehlendorfie, Mariendorfie i Spandau. W listopadzie 29-letni mężczyzna zginął przed barem szybkiej obsługi w dzielnicy Lichtenberg. Granat ręczny zniszczył klub w Kreuzbergu” – czytamy w artykule „BM”. „Doszło do postrzelenia kierowcy Mercedesa w Tegel, ucierpiały również dwa bary w Wedding i Wilmersdorf, warsztat samochodowy w Neukölln, a w piątek wieczorem – mieszkanie w Kreuzbergu”.
 
Niemiecki rząd wyłożył ostatnio karty na stół i opublikował szczegółowe statystyki dotyczące przestępczości zorganizowanej. Raport rzuca nowe światło na strukturę grup przestępczych działających za naszą zachodnią granicą.
Służby zidentyfikowały łącznie 647 gangów, z czego 36 zakwalifikowano jako tzw. imigrancką „przestępczość klanową”. Choć stanowią one mniejszość w ogólnej liczbie grup, ich struktura jest niezwykle specyficzna. Najwięcej, bo aż 13 klanów, ma korzenie arabskie. Kolejnych 11 grup wywodzi się z etnicznej grupy Mhallami (turecko-libańsko-syryjskiej), do której należą niesławne w niemieckich mediach rodziny Miri czy Remmo. Lista obejmuje również 9 klanów tureckich, 2 kurdyjskie oraz jeden wywodzący się z Bałkanów Zachodnich. Co istotne, większość z nich (22 na 36) to prawdziwe gangsterskie korporacje, które prowadzą interesy także poza granicami Niemiec. Raport podaje również szacunkową liczebność społeczności, z których wywodzą się te grupy. „Klany” te liczą łącznie pół miliona członków. Statystyki wyraźnie zaznaczają jednak, że tylko niewielki odsetek tej populacji jest faktycznie zaangażowany w działalność kryminalną. 
Kiedyś miałem kilku przyjaciół w Berlinie. Już ich nie mam. Opuścili to miasto i wynieśli się daleko poza granice Berlina, do małych miasteczek, czy też na wieś. Bardzo często w rozmowach pojawia się hasło: – Wiesz... teraz to mam spokój, nie muszę się bać o dzieciaki, nikt mi nie porysuje samochodu...
 
Multikulti, niestety, nie przynosi ze sobą niczego dobrego. Oprócz drenowania systemu socjalnego, pojawia się przestępczość. A taki Pruszków w porównaniu do przestępczości tych klanów to przedszkole. 
 
Z innej bajki: 
A tak poza tym... Wczoraj minister spraw wewnętrznych Aleksander Dobrint zapowiedział przedłużenie kontroli granicznych o kolejne 6 miesięcy. Tak więc strefa Schengen odchodzi powoli do lamusa. To, co było jednym z flagowych sukcesów Unii Europejskiej, zostało zniszczone chorą polityką emigracyjną Niemiec. 
 
Inba z SAFE. 
Za pieniądze z kredytu SAFE w Niemczech kupimy... no, nic nie kupimy. Opozycja na czele z Jarkiem rozkręciła w zeszłym tygodniu histerię, iż program SAFE będzie promował przemysł niemiecki... tylko że MY w Niemczech nie kupimy NIC. Okręty podwodne (program A 26) kupimy u Szwedów. Czołgi kupujemy u Pomarańczowego (Abrams) lub u dobrych skośnookich (K2 Czarna Pantera). Niemieckie Leopardy będą jeszcze w linii przez pewien czas, ale już żadnych nie kupimy. Bojowe wozy piechoty kupujemy u nas (Borsuk). Kołowe transportery opancerzone też sami majstrujemy przy pomocy kolegów z Finlandii (Rosomak). Broń strzelecka także jest robiona u nas (Grot). Fregaty (program Miecznik) budujemy sami przy pomocy Brytoli. Systemy przeciwlotnicze kupujemy u Pomarańczowego (dalekiego zasięgu Patriot) lub produkujemy przy pomocy Brytyjczyków (średniego zasięgu CAMM). Co możemy kupić w Europie: latające zbiornikowce od Airbusa lub też wielozadaniowe... Rafale albo Eurofighter... W Niemczech nie kupimy NIC.
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Najczęściej czytane
W Więcborku odbył się niecodzienny ślub. Przed ołtarzem...
A więc jednak szowinizm. Tego, co wydarzyło się w trakcie meczu 22....
– Kilka tygodni temu pisaliście o apelu samorządowców w sprawie...
Najwyżej oceniane
Pomysł zrodził się w naszej redakcji. Utrwalony został na mocno...
Rolnicy z całej Polski, także z terenu powiatu sępoleńskiego,...
Dwa ostatnie dni ubiegłego tygodnia kilkudziesięciu urzędników z...