Felieton Radka Skórczewskiego
Prętem po kratach… tych świętych kratach
Radek Skórczewski, 15 styczeń 2026, 15:23
Średnia:
0.0
(0 głosów)
Miałem pisać o sylwestrze w Berlinie… ale ruszyła mnie inna sprawa…
Porodówka na… SOR-ze… w Leżajsku
W 2008 roku mój szef zaproponował mi rozwój spiroergometrii w klinice pulmonologii pod Berlinem, w której pracowałem. Wiedzieliśmy, iż poza onkologią pulmologiczną (chorobami nowotworowymi płuc) szef nie miał o internie zielonego pojęcia. Więc trzeba to było wykorzystać. Poszukałem sobie kursu spiroergometrii (to badanie wysiłkowe oceniające równolegle wydolność płuc i serca) w jakimś fajnym miejscu. Jak szpital sponsoruje… Pojadę tam, gdzie jeszcze nie byłem… Tak więc wyszukałem sobie kurs na znanej wśród turystów snobistycznej wyspie Sylt, słynącej z pięknych plaż i Morza Wattowego, w którym można brodzić kilometrami po kostki w wodorostach. To ta wyspa, gdzie burmistrzem w mieście Westerland przez wiele lat był kat Warszawy, Heinrich Reinefarth. Kurs odbywał się w salach miejscowego szpitala, Klinice Westerland. Trwało to kilka dni, więc na przerwach mogliśmy pozwiedzać sobie cały szpital. Trafiliśmy na zamknięty oddział ginekologiczno-położniczy. Na nasze pytanie, a czemu zamknięto, nie otrzymaliśmy od personelu konkretnej odpowiedzi. Dopiero od miejscowych się dowiedzieliśmy, iż po przejęciu szpitala przez prywatny koncern zamknięto oddział, bo… był nieopłacalny. Zaleca się, aby kobiety na 2 tygodnie przed planowanym porodem jeździły do szpitali Husum, Heide lub Flensburgu. Natomiast w nagłych przypadkach ginekologicznych przylatywał helikopter albo przypływała… łódź ratownicza.
Tymczasem u nas od stycznia br. przestały działać dwa kolejne oddziały ginekologiczno-położnicze na Podkarpaciu - w Lesku i Leżajsku. Ministerstwo Zdrowia zapowiadało organizację porodów na izbach przyjęć lub SOR-ach oraz uruchomienie całodobowego transportu medycznego. Szpitale nadal nie mają rozporządzeń ani pieniędzy na to.
1 lipca zeszłego ministra zdrowia Izabela Leszczyna, z wykształcenia polonistka, obiecała pomoc rządu. Ale pomoc nie nadeszła. – Nie podjęto żadnych działań, które pozwalałyby mówić, że jesteśmy „w drodze” – mówił starosta leski Wojciech Stelmach.
Tak więc…
– 31 grudnia 2025 był ostatnim dniem pracy porodówek w Lesku i Leżajsku oraz powiązanych oddziałów neonatologicznych – informuje Rafał Śliż, rzecznik Podkarpackiego Oddziału NFZ. Wcześniej, w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy, zamknięto oddziały w Przeworsku i Nisku, a w poprzednich latach także w Ustrzykach Dolnych i Sanoku. Głównymi powodami były niska liczba porodów i rosnące straty finansowe. W czerwcu szpital miał już 110 milionów złotych długu, który z miesiąca na miesiąc rośnie o około półtora mln zł. Dodatkowym gwoździem do trumny był brak neonatologa, który przeszedł na emeryturę. A to oznacza, że ciężarne z Bieszczad, aby urodzić dziecko, czasem będą musiały przejechać sto kilometrów i więcej. Ministerstwo Zdrowia zapowiadało, że w razie nagłej potrzeby porody będą zabezpieczane na izbach przyjęć lub SOR-ach, a ciężarne dostaną transport do najbliższej porodówki przez całą dobę. Szpitale słyszą o tym głównie w deklaracjach, bo brakuje rozporządzeń i pieniędzy.
W Polsce z roku na rok ubywa oddziałów położniczo-ginekologicznych. Przyczyną są nie tylko coraz niższe wskaźniki urodzeń, ale też duże straty finansowe, jakie ponoszą szpitale utrzymujące porodówki. Z danych NFZ wynika, że w 2010 r. istniało 407 porodówek, na których odbył się co najmniej jeden poród na dobę, w 2023 r. już 333, a w 2024 – tylko 328. Od 2024 r. do końca lipca 2025 r. zamknięto co najmniej 19 oddziałów położniczo-ginekologicznych (najwięcej na Śląsku, w Małopolsce, na Warmii i Mazurach oraz w województwie kujawsko-pomorskim).
W Leżajsku (swego czasu robili tam świetne piwo) statystyka miała być argumentem przesądzającym. Zastępca dyrektora ds. medycznych SPZOZ Bogusław Piersiak mówi o ok. 250 porodach rocznie, a połowę stanowiły cięcia cesarskie. „Jeden poród naturalny na trzy dni to za mało, by utrzymywać oddział w gotowości” – podkreśla. A gotowość to nie tylko sala i sprzęt, ale też dyżury: przed likwidacją pracowało tam siedmiu lekarzy i dwanaście położnych. Po zmianach lekarze przeszli do poradni, a położne rozdzielono między inne oddziały i SOR.
Lesko to osobna historia, bo porodówka była jedyną w tej części województwa. Dla wielu mieszkanek Bieszczad dojazd do najbliższego szpitala oznacza nawet 100 km, a zimą dochodzą warunki drogowe. Ci, którzy chodzą po Bieszczadach mogą sobie wyobrazić, jak może wyglądać tam transport w warunkach zimowych.
W zamian pojawiła się koncepcja „sal narodzin” przy SOR-ach i izbach przyjęć. Pod koniec października 2025 r. do konsultacji trafił projekt rozporządzenia, który zakładał dyżury położnych i organizację transportu medycznego w szpitalach oddalonych o ponad 25 km od najbliższego oddziału położniczego.
Plan był prosty: położna dyżurująca na SOR-ze ocenia, czy poród można bezpiecznie odebrać na miejscu, czy trzeba przewieźć pacjentkę. Prezes NFZ Filip Nowak podkreślał, że porody na SOR-ze miałyby dotyczyć wyłącznie sytuacji awaryjnych. Plan miał też obejmować całodobowy transport medyczny, ale dyrektorzy pytają, kto będzie zlecał wyjazdy i jak je rozliczać.
Tyle że wraz z początkiem 2026 r. przepisy nie weszły w życie. Bez nich mnożą się pytania: kto zapłaci za dodatkowe dyżury, jaki ma być standard zabezpieczenia i kto sfinansuje transport.
„Nie wiemy nic. Nie ma rozporządzenia ani zasad finansowania. Sami zdecydowaliśmy o całodobowych dyżurach położnych na SOR-ze. Minimalna obsada – pięć położnych – to koszt miliona złotych” – mówi dyrektor Piersiak.
Niejasne jest też, czy placówki będą musiały kupować karetki typu „N” i z jakich środków.
Zamykanie porodówek dotyczy różnych placówek w różnych województwach, m.in. podkarpackim, łódzkim, wielkopolskim czy podlaskim. Wśród nich jest m.in. SPZOZ w Bielsku Podlaskim. Tamtejszy oddział ginekologiczno-położniczy, jak tłumaczy dyrektor szpitala Piotr Selwesiuk, generował ogromne straty – rocznie było to około 4 mln zł, co przy ograniczonych budżetach i rosnących kosztach utrzymania szpitala okazało się nie do udźwignięcia.
Największy ciężar zmian spada jednak na kobiety w ciąży. Zamknięta porodówka nie jest dla nich liczbą w sprawozdaniu, tylko ryzykiem, że skurcze zaczną się w złym miejscu i o złej porze.
– Będą drżały, czy zdążą dojechać do szpitala. Czy nie urodzą w karetce? Albo będą wynajmować mieszkania w Rzeszowie czy Przemyślu na miesiąc przed porodem, żeby mieć pewność, że zdążą – mówi jedna z położnych.
Podkarpacie staje się więc poligonem dla rozwiązania, które ma ratować bezpieczeństwo, a na razie opiera się na improwizacji. Dopóki nie pojawią się konkretne przepisy i finansowanie, „sale narodzin” pozostaną hasłem. A ciężarne dalej będą pytać: gdzie naprawdę będą rodzić.
Dochodzimy do sytuacji, którą obserwuje już od wielu lat w Niemczech, z tym, że tam po przejęciu szpitali to koncerny celowo zamykały oddziały, rozwijając tylko te, które przynosiły zyski.… Tak stało się z oddziałami położniczymi i pediatrycznymi w Anklam, Wolgast, Prenzlau… Owszem, liczba porodów spadała, ale... Jeżeli nie ma porodówki w okolicy, to która kobieta zdecyduje się na kolejne dziecko? Tak więc tego typu działania dobiły te miasta… w centrum starego Wolgast hula wiatr, wiele pustych mieszkań, na ulicach głównie widać emerytów pchających swoje chodziki…
U nas większością szpitali zarządzają jednostki administracyjne w postaci powiatu, który liczy każdą złotówkę. Jak nie ma zysku… zamykamy. To patrząc na rynek służby zdrowia w Niemczech, powiem, co będzie następne… nie bedą się rodziły dzieci… to nie będzie obłożenia oddziałów pediatrycznych… więc jako deficytowe będą zamykane…
Dzietność w Polsce spadła na psy… w przenośni i dosłownie. Coraz więcej par nie ma dzieci, ale ma psiecko. Bo taki obraz nowoczesnej rodziny propagują poniektóre media, a przoduje w tym Newsweek i GW.
A teraz prętem po kratach…
A tymczasem w pewnym unijnym kraju, w którym rząd świętuje ogromny skok gospodarczy… Ba, jest pretendentem do wejścia do G 20 (za Szwajcarię), jak co roku odbywa się inba w postaci narodowej akcji wielkiego żebrania na podstawowy sprzęt dla szpitali. W tym roku ta narodowa zrzutka połączona z podnietą co niektórych dziennikarzy i celebrytów odbywa się pod hasłem „zdrowe brzuszki naszych dzieci” - diagnostyka i leczenie chorób przewodu pokarmowego u najmłodszych pacjentów! Cyferki znowu będą się na ekranach telewizorów przewijały... Ile to na taką, a na taką godzinę wpłacono… Tylko nie podadzą nigdy, jak to się ma do całego budżetu NFZ… A ma się nijak… promil… A impreza trwa... Pewni goście zarobią kupę kasy… A poza tym... Można nią przykryć inne sprawy…
Tylko jak tak dalej pójdzie, to nie będzie kogo badać… bo małych brzuszków po prostu będzie dużo mniej. Przy współczynniku dzietności 1,1 (drugi od końca w Europie) teoretycznie Polaków w Polsce w roku 2100 będzie... 11,2 mln... A ile będzie psiecków?... A to, że coraz częściej widzimy nieswoiste zapalenia przewodu pokarmowego u dzieci, nikogo nie interesuje… futrowanie dzieciaków GMO nikogo nie interesuje… A teraz jeszcze wejdzie g...e Mercosur. Jeżeli ta cała Orkiestra Świątecznej Pomocy miałaby mieć jakiś sens, to powinna zbierać w tym roku na utrzymanie oddziałów ginekologiczno-położniczych, na wynagrodzenie położnych i ginekologów! A może powinienem pisać osób położniczych i ginekologicznych? A nie na gastroskopy. Bo co z tego, jeżeli na oddziale stoi wypasiony sprzęt, a nie ma nikogo, kto go może obsługiwać! Więcej jest wart obsadzony oddział kompetentną kardą lekarską ze starym USG, niż oddział z wypasionym 3D USG, którego nie ma kto obsługiwać…!
SOR-y (szpitalne oddziały ratunkowe) na całym świecie mają te same problemy… stres, kolejki, brak łóżek, wypalony personel, brak dofinansowania… - a nasz rząd wymyślił porodówki na SOR-ach…! Poród to bardzo intymna sprawa. Przyszła matka potrzebuje spokoju, ciszy... koncentracji... a nie rzygających gości za kotarą obok, awanturujących się pijaków 3 metry dalej, biegającego w stresie personelu, reanimacji po drugiej stronie sali… Pomysł, aby urządzić porodówki na SOR-ach jest chory…
Radek Skórczewski
Były szef dużego SOR-u…
Ja do puszki w ten weekend nic nie wrzucę…
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.
Zaloguj się
Najczęściej czytane
W Więcborku odbył się niecodzienny ślub. Przed ołtarzem...
A więc jednak szowinizm. Tego, co wydarzyło się w trakcie meczu 22....
– Kilka tygodni temu pisaliście o apelu samorządowców w sprawie...
Najwyżej oceniane
Pomysł zrodził się w naszej redakcji. Utrwalony został na mocno...
Rolnicy z całej Polski, także z terenu powiatu sępoleńskiego,...
Dwa ostatnie dni ubiegłego tygodnia kilkudziesięciu urzędników z...

